17 i pies cd. Piątek

_MG_0686-2Piątek był dniem ostatnim. Z jednej strony mieliśmy wielką potrzebę zobaczenia jeszcze, co najmniej kilku super miejsc, z drugiej strony trzeba było się spakować i przygotować do sobotniego wyjazdu. Jak ten czas szybko minął?!

Większość z nas wstała wcześnie, ale chyba nikt, po środowych dyskusjach i ku rozpaczy Jatindera, nie chciał zadać pytania „to gdzie jedziemy dzisiaj?”. Po śniadaniu każdy zajął się pakowaniem i porządkowaniem rzeczy. W końcu Jatinder, który liczył, że podczas tej podróży zobaczy bardzo dużo, nie wytrzymał i pytanie padło. Ku mojemu zaskoczeniu odpowiedział Paul, że ich rodzina pojedzie, gdzie tylko chcemy, z wdzięczności za to, że w czwartek robiliśmy to, co oni chcieli dla ich córki. Wow. Miło się zrobiło. Padła propozycja by pojechać niedaleko Sionu by zobaczyć największe na świecie jezioro podziemne. Odradziłam im to, zbliżało się południe i szkoda by było stracić resztki słońca na długa podróż samochodem, lepiej by było wrócić do Szwajcarii nad Jezioro Genewskie. Tak też zrobiliśmy.

Szwajcaria (400)tumblr_static_freddie_mercury_3Pojechaliśmy do Montreux, gdzie wszyscy obowiązkowo chcieli sobie zrobić zdjęcie z stojącym na brzegu jeziora pomnikiem Freddy Mercurego. Pomnik ma 3 metry wysokości i stoi niedaleko dawnego studia grupy Queen. Autorką pomnika jest Czeszka Irena Sedlecká, laureatka nagrody leninowskiej, znana ze wspaniałych przedstawień robotników, która po ucieczce z Czechosłowacji w 1967 roku została twórczynią rzeźb wielu brytyjskich sław. Pomnik Freddiego miał stanąć w Londynie, ale w całym mieście nie znaleziono dla niego miejsca. Podobno z powodów politycznych, bo strzelisty, dumnie stojący Freddie mógłby przywodzić na myśl niepokojący fakt, że muzyka służy między innymi do ekspresji osobowości twórcy, a Freddy był przecież biseksualny. Dopiero niedawno związek homoseksualny dwóch mężczyzn przestał być przestępstwem kryminalnym. Sedlecká idealnie uchwyciła charakter Mercury’ego – idealnie połączyła depersonalizujący monumentalizm muzyki Queen z człowieczymi detalami artysty typu wąs, pięść, krocze etc. Pomnik po prostu emanuje ekspresją i dbałością o szczegóły, ale podobno jest notorycznie podsikiwany przez hulającą na nabrzeżu jeziora młodzież.
Po obowiązkowym obfotografowaniu Freddiego z każdej strony pojawił się problem i znowu atmosfera się zepsuła, kłócili się głównie mężowie z żonami, i głównie o dzieci, które po 5 minutach pobytu w nowym miejscu zażądały lunchu. Wiemy już, że metody wychowawcze mamy różne i od czasu do czasu ta prawda wychodzi na wierzch, prawie z hukiem, jak stało się tutaj w Montreaux. Nie będę się wdawać w szczegóły, powiem wam tylko, że wygrała frakcja pro-dziecięca i w parku, na ławeczce dzieci zjadły lunch i pobawiły się na placu zabaw. Na szczęście, niektórym z nas udało się przespacerować promenadą i zachwycać oczy cudnymi widokami, nie rozmawiając zbytnio ze sobą.

_MG_0867-2

Po półtorej godzinie wpakowaliśmy się do samochodów i pojechaliśmy do Vevey. Cudowne miasteczko Chaplina nas pogodziło, usiedliśmy w kafejce na brzegu jeziora, kupiliśmy po piwku i języki się rozwiązały. Pomógł fakt, że dzieci były daleko od nas, szalały nad brzegiem jeziora. A gdyby ktoś zapytał czyje to dzieci? Chyba nikt z nas by się nie przyznał… Było nam za dobrze… Myślę, że zdarza się to wszystkim rodzicom od czasu do czasu.

IMG_0887-2
Vevey słynie przede wszystkim z Chaplina, który mieszkał w Vevey w ostatnich latach swojego życia. Jego karłowata postać stoi na promenadzie i jest równie często fotografowany jak Freddy. Ale Vevey słynie też z wielkiego widelca wbitego w dno Lac Leman. Jest to rzeźba z nierdzewnej stali szwajcarskich artystów Jeana-Pierre’a Zaugga i Georgesa Favre’a i jest to jeden z eksponatów pobliskiego Alimentarium, czyli Muzeum Jedzenia, do którego nie zdążyliśmy już wejść. Mieszkańcy Vevey mówią jednak, że miasteczko jest pyszne jak niedzielny torcik i widelec jest po to by się nim z przyjemnością delektować. Oh nam smakowało i to bardzo…

IMG_0906-2
Dla nas Polaków ciekawostką jest, że w Vevey zmarł wielki polski pisarz Henryk Sienkiewicz, który lata pierwszej wojny światowej spędził właśnie tutaj w hotelu Du Lac, pisząc niedokończone ostatnie swoje dzieło Legiony i tu razem z Paderewskim założył Komitet Pomocy Narodowi Polskiemu. Niestety nie dotarłam do jego pomnika, dopiero po powrocie dowiedziałam się, że tam jest. Ale do Szwajcarii zawsze wracam z przyjemnością, więc kiedyś go znajdę.
Vevey uraczyło nas jednym z cudowniejszych zachodów słońca jakie widzieliśmy w życiu i do domu wróciliśmy w dobrych nastrojach i ostatni wieczór upłynął przyjemnie, choć bez oceanu wina. Czekała nas długa 10 godzinna podróż do Anglii. Zdradzę, że na szczęście minęła bez przygód, szybko, spokojnie, tylko z kilkoma postojami na lunch i nawet wpuszczono nas na wcześniejszy pociąg do tunelu pod kanałem La Manche. Wiem, że na tych wakacjach różnie bywało, ale więcej było radości niż smutku i za rok na pewno pojedziemy ponownie, ale raczej w miejsce, gdzie jest mniej do zwiedzania. Gdzie można będzie sobie pozwolić na długie biesiady przy stole i przesiadywanie po nocach. Prawda jest taka, że my się wszyscy bardzo lubimy i żadne drobnostki tego nie zmienią.

17 i pies. Środa w Szwajcarii

_MG_0420

W środę w końcu zobaczyliśmy Szwajcarię. Nie wiem, jakim cudem udało nam się wyjechać rano, po długich i wyczerpujących dyskusjach dnia wczorajszego, o tym, co i w jakiej kolejności powinniśmy zobaczyć w Szwajcarii. Jakoś się dogadaliśmy i czterema samochodami ruszyliśmy w trasę.

_MG_0409-2

Na granicy nikt nie zwrócił na nas uwagi i tak dojechaliśmy do pięknie położonego nad jeziorem genewskim zamku Chateau Chillion, kiedyś należącego do władców rodziny Savoy. Z zewnątrz zamek wydaje się niewielki i uroczy, ale gdy weszliśmy do środka okazało się, że jest to raczej potężna twierdza. Prawdziwy labirynt komnat, pokoików, korytarzy, attyk, wieżyczek okazał się rajem dla dzieci. Odkrywały z zapartym tchem bajkowy świat, kawałek po kawałku. Makabryczne wrażenie zrobiły na nas lochy. W jednym z pomieszczeń na stropie wisiała najprawdziwsza wisielcza pętla, a w drugim stał pręgierz, tuż obok obrazu przedstawiającego słynnego więźnia tego zamku Bonivarda przypiętego do właśnie tego pręgierza. François Bonivard jest bohaterem poetyckiego utworu Lorda Byrona Więzień z Chillion. Byron z przyjaciółmi latem 1816 roku przybył na Jezioro Genewskie i tutaj poznał historie księdza, który przeciwstawił się władzy. Dla romantycznego pokolenia tamtych czasów była to historia warta opowiedzenia i tak powstał „Więzień”.
Po zwiedzeniu zamku ruszyliśmy dalej. 40 min na północ jest jedno z moich ulubionych miasteczek szwajcarskich Gruyere, w okolicach, którego zjedliśmy lunch. Nie było wśród nas chętnych by zwiedzić popularne muzeum sera, koło którego, nota bene, się zatrzymaliśmy. Nie naciskałam, bo ja w tym muzeum już byłam i szczerze przyznam nie rzuciło mnie na kolana. Pojechaliśmy za to do Broc, jednego ze słodszych miejsc na świecie. Jest tam jeden z oddziałów Nestle, Maison Cailler, gdzie robi się czekoladki. Być w Szwajcarii i nie spróbować czekolady? Rok wcześniej zwiedzaliśmy podobne miejsce w Belgii (trzeba było spróbować słynnej czekolady belgijskiej) i teraz mogliśmy porównać. Shokoladen Museum w Eupen było atrakcyjnym, ciekawym miejscem, tu jednak okazało się, że można o czekoladzie opowiedzieć jeszcze lepiej. Historia o przywiezieniu kakao do Europy wciągnęła nasze malce bez reszty.

_MG_0443-3

A gdy po skończonej wizycie przyszedł czas na degustację zaniemówiliśmy. W Eupen dostaliśmy najpierw kawałek ciasteczka, który mogliśmy sobie zamoczyć w płynnej, gorącej czekoladzie, a potem na pożegnanie dali nam orzechową, małą pralinkę. Tutaj, w Broc mogliśmy jeść czekolady ile się da, ale uwierzcie mi, nie da się jej zjeść tak dużo. Oczy chciały, gorzej z możliwościami brzuszka.
Najedzeni i szczęśliwi, z nadwyżka cukru i kalorii wróciliśmy do Gruyere. Wyglądało dokładnie jak je zapamiętałam z poprzedniej wizyty: po prostu bajkowo. Malowniczo i kolorowo królowało nad całą okolicą, a promienie nisko już świecącego słońca nadawały mu tylko uroku. Główna ulica miasteczka jak z bajki prowadzi do zamku. Niestety przybyliśmy za późno by go zwiedzić. Gdy dorośli rozlokowali się wygodnie na ławeczkach przed wejściem do zamku, by się nacieszyć oko architekturą i krajobrazem, ja i chłopcy ruszyliśmy na wyprawę dookoła zamku. Warto było spojrzeć na ten pejzaż z innej perspektywy.
Szwajcarski dzień naszych wakacji był wyjątkowo udany.