Transformers in Podgorica

Jeśli podróżujecie z dziećmi, to pewnie wiecie jakie to niesie ze sobą niebezpieczeństwa w postaci znudzonego dziecka. Nie zawsze i nie wszędzie jest łatwo znaleźć coś, co zmusi takiego podrostka do włóczenia się z wami po mieście. My mamy zasadę, że podczas każdej podróży staramy się zlokalizować jakąś przyjemność dla każdego, czyli dla mnie to będzie katedra lub małe miasteczko, dla Macieja woda i sport. By poszukać dla dzieci czasami trzeba naprawdę się wysilić, choć ostatnimi czasami to oni sami sprawdzają trip advisora i wybierają miejsca do których chcieliby się udać. Jednak są plusy z posiadania nastolatków. (taki żart)Transformers (9)

Bywają jednak miejsca i sytuacje, gdzie problem rozwiązuje się sam. Tak było w Podgoricy, stolicy Montenegro.  Nie musieliśmy namawiać malców na spacer po mieście, wystarczyło pokazać… Transformera i powiedziedzieć, że jest ich jeszcze 6 rozsianych po mieście, tylko trzeba je odnaleźć. Transformers (26) I tak z mapą w ręce, bez słuchania marudzeń włóczylismy się po wszystkich zakamarkach. Każdy był szczęśliwy, ja robiłam zdjęcia architekturze i posągom, Maciej przyglądał się wszystkiemu, a dzieci odhaczały na mapie kolejne złomowe stwory.  Transformers (17)Poznaliśmy też historię pojawienia się transformersów w mieście. Młody artysta Danielo Baletic jak większość młodych chłopaków kochał filmy o transformersach, a do tego jego tata zajmował się zbieraniem żelastwa i wraków samochodowych. To podsunęło Danielo pomysł i z pomocą rodzica zaczął tworzyć machiny broniące Podgoricy. Transformers (19)Robią kapitalne wrażenie nie tylko na dzieciach. Niosą również ze sobą przesłanie o ważności recyklingu i ograniczenia ilości śmieci. Niestety podobno nie zostaną w Podgoricy na stałe. Transformers (12)Danielo liczy, że uda mu się je wystawić na ulicach największych stolic świata. Także jeśli chcecie zobaczyć 7 potężnych machin to śpieszcie się. Warto.

 

Lot

Siedzimy w samolocie lini lotniczych Ryanair. Lecimy do Montenegro, a dokładniej, do Podgoricy, o której nic nie wiem. Przybyliśmy jak zwykle dużo przed czasem wylotu. Do samolotu weszliśmy tylnymi drzwiami, a większość pasażerów parła do przednich. Siedzimy już na swoich miejscach gdy zaczynają się atrakcje. Ludzie z miejscówkami z przodu weszli tylnym wejściem i odwrotnie. Oczywiście utknęli gdzieś w środku i nikt nikogo nie chce przepuścić czy ustąpić. Wszyscy są poddenerwowani. Brakuje miejsc na bagaże podręczne, stewardzi najpierw delikatnie, potem zdecydowanie stanowczo namawiają ludzi na lokowanie toreb pod przednim siedzeniem. Pasażerowie nie są specjalnie chętni bo wtedy nie ma miejsca na nogi, w i tak ciasnym samolocie. Stewardzi próbują przekładać z miejsca na miejsce torebki, torebeczki, walizki. „Proszę zostawić moją torbę tam gdzie jest”- krzyczy starszy Anglik siedzący w rzędzie za mną. Jest nieszczęśliwy bo obok niego usiadła Czarnogórka z dwójka maluchów . Jedno marudzi, drugie płacze – kobieta dwoi się i troi a facet krzywo patrzy. Jak ja to dobrze znam z własnych podróży. Odwracam się i stroje głupie miny do malucha. Pomaga. Dziecko się uspokaja, a w międzyczasie mama wciska mu zagryzkę w rękę i uśmiecha się do mnie z wdzięcznością. Robi się spokojniej. Każdy ma już swoje miejsce i nawet bagaże zostały porządnie rozlokowane. W końcu startujemy. Siedzę koło okna i widok mam przedni, zwłaszcza gdy lecimy nad Alpami. Pogoda pozwala rozkoszować się pejzażem. Czytam Wysokie Obcasy; artykuły o dolce i gabanna, historii seksu, bdsm na Mazurach, szczęśliwych związkach miłosnych i przepisach na nie. Przy artykule o Ewie Błaszczyk ciekną mi łzy z oczu. Odwracam głowę by nikt nie widział. Czas mija szybko. W końcu lądujemy i jest to najgorsze lądowanie w moim życiu. Pilot uderza w ziemię z takim impetem, iż jesteśmy zdziwieni, że samolot jest cały. W końcu stoimy do odprawy paszportowej. W Podgoricy.

IMG_7092-1