Lot

Siedzimy w samolocie lini lotniczych Ryanair. Lecimy do Montenegro, a dokładniej, do Podgoricy, o której nic nie wiem. Przybyliśmy jak zwykle dużo przed czasem wylotu. Do samolotu weszliśmy tylnymi drzwiami, a większość pasażerów parła do przednich. Siedzimy już na swoich miejscach gdy zaczynają się atrakcje. Ludzie z miejscówkami z przodu weszli tylnym wejściem i odwrotnie. Oczywiście utknęli gdzieś w środku i nikt nikogo nie chce przepuścić czy ustąpić. Wszyscy są poddenerwowani. Brakuje miejsc na bagaże podręczne, stewardzi najpierw delikatnie, potem zdecydowanie stanowczo namawiają ludzi na lokowanie toreb pod przednim siedzeniem. Pasażerowie nie są specjalnie chętni bo wtedy nie ma miejsca na nogi, w i tak ciasnym samolocie. Stewardzi próbują przekładać z miejsca na miejsce torebki, torebeczki, walizki. „Proszę zostawić moją torbę tam gdzie jest”- krzyczy starszy Anglik siedzący w rzędzie za mną. Jest nieszczęśliwy bo obok niego usiadła Czarnogórka z dwójka maluchów . Jedno marudzi, drugie płacze – kobieta dwoi się i troi a facet krzywo patrzy. Jak ja to dobrze znam z własnych podróży. Odwracam się i stroje głupie miny do malucha. Pomaga. Dziecko się uspokaja, a w międzyczasie mama wciska mu zagryzkę w rękę i uśmiecha się do mnie z wdzięcznością. Robi się spokojniej. Każdy ma już swoje miejsce i nawet bagaże zostały porządnie rozlokowane. W końcu startujemy. Siedzę koło okna i widok mam przedni, zwłaszcza gdy lecimy nad Alpami. Pogoda pozwala rozkoszować się pejzażem. Czytam Wysokie Obcasy; artykuły o dolce i gabanna, historii seksu, bdsm na Mazurach, szczęśliwych związkach miłosnych i przepisach na nie. Przy artykule o Ewie Błaszczyk ciekną mi łzy z oczu. Odwracam głowę by nikt nie widział. Czas mija szybko. W końcu lądujemy i jest to najgorsze lądowanie w moim życiu. Pilot uderza w ziemię z takim impetem, iż jesteśmy zdziwieni, że samolot jest cały. W końcu stoimy do odprawy paszportowej. W Podgoricy.

IMG_7092-1