Penshurst

WIOSKA

Penshurst to mała, dziewicza wioska, pięknie położona pomiędzy dwiema rzekami na terenie znanym jako „Weald of Kent” (jest obszar o wybitnych walorach przyrodniczych). Miejscowość słynie przede wszystkim z ufortyfikowanego kompleksu pałacowego, należącego niegdyś do Henryka VIII, a później do potężnej rodziny Sidney. Ale o tym budynku napisze kiedyś osobny tekst. Dużo turystów przyjeżdża jedynie by zwiedzić ten budynek, a pomijają wioskę. Według mnie to błąd, bo choć maleńka, jest bardzo urocza i idealna na mały spacerek, oraz herbatkę w tutejszej herbaciarni. Niektóre budynki pamiętają samego Henryka i królową Elżbietę.

W centrum wioski stoi imponujący hotel Leicester Arms, kiedyś jeden z domów rodziny Sidney. 

Gdy tu trafiłam po raz pierwszy rzucił mi się w oczy mały zakątek, w kształcie podkowy ułożonej z historycznych budynków z muru pruskiego.

To Leicester Square, miejsce, które powoduje jakbyśmy nagle przenieśli się w czasie. Jego bok stanowi stary Dom Gildii, zbudowany w XVI wieku, a od tylu zamyka plac drewniany łuk, przez który przechodzi się na znajdujący się obok kościoła cmentarz. Polecam dokładnie przyjrzeć się tym budynkom. Kryją w sobie tajemnice przeszłości. 

KOŚCIÓŁ ŚW. JANA

Ten piękny, zabytkowy budynek klasy I ma historię sięgającą 1115 roku, a w tym miejscu prawdopodobnie znajdowała się znacznie wcześniejsza, saksońska świątynia. Pierwszego proboszcza ustanowił tu w 1170 roku sam arcybiskup Thomas Beckett, zanim go zamordowano na rozkaz króla w katedrze w Canterbury. Średniowieczny kościół został gruntownie odrestaurowany przez George’a Gilberta Scotta w 1864 roku, w wyniku czego duża część wnętrza ma typowo wiktoriański charakter.

W środku najciekawszym elementem jest Kaplica Sidney, w której znajdują się pomniki poświęcone członkom tej rodziny. Najstarszym posągiem jest mocno podniszczona podobizna Stephena de Pencestera z 13 wieku. O wiele bardziej ozdobny jest grób Sir Williama Sidneya (zm. 1554), dziadka elżbietańskiego poety Sir Philipa Sidneya. Natomiast jeden z krzyży upamiętnia Thomasa Bullayena (Bullena), brata królowej Anny Boleyn. Jak widać, pisownia w czasach Tudorów była niekonsekwentna.

CMENTARZ 

Na cmentarzu kościelnym w Penshurst, zaraz przy wejściu od strony Leicester Square, pod cisem po prawej stronie znajduje się ledwo czytelny grób.

To jest miejsce spoczynku Richarda Saxa, który został brutalnie zamordowany 1 lutego 1813 roku przez swojego dzierżawcę Henry’ego Langridge’a, robotnika z posiadłości w Fordcombe. Dziewięcioletni syn Henryka był świadkiem i zeznawał przeciwko ojcu w sądzie. Henry był znany ze swojego temperamentu i przemocy nawet we własnej rodzinie.

STÓŁ DOLE

Na cmentarzu przykościelnym, w pobliżu południowej kruchty, stoi średniowieczny stół zasiłkowy, przypominający grobowiec nazwany stone dole.  Były to kamienne stoły lub półki, umieszczane zwykle w kruchtach kościelnych, rzadziej na cmentarzach. Od średniowiecza do XVI lub XVII wieku służyły one do rozliczania kontraktów i spłaty długów, zapisów, dziesięcin i składek kościelnych. Używano ich także do rozdawania pieniędzy lub chleba potrzebującym w parafii oraz podróżnym potrzebującym pomocy. Do dzisiaj zachowało się ich bardzo niewiele. Mamy szczęście, że jeden z nich zachował się w Kencie. 

HERBACIARNIA FIR TREE TEA HOUSE (czyli herbaciarnia pod sosną)

Przy głównej drodze, tuz zaraz za siedziba lokalnych władz, czyli za Village Hall znajduje się kolejny piękny budynek, który przetrwał do naszych czasów. Pamięta czasy Tudorów. W środku zobaczycie piękne oryginalne pozostałości tamtych dni jak belki, kominek, drewnianą podłogę. Polecam napić się tam herbatki i zjeść ciasteczko. Miejsce to działa jako kafejka już od lat 30. XX w. Pięć stolików wewnątrz zrobione są ze starej sosny, która kiedyś górowała nad tym budynkiem, stąd nazwa.

MALWY

Niewielkim tudorowskim domkom w Penshurst uroku dodają obrastające je kolorowe malwy. Prawdziwie królewskie rośliny. Są pewnego rodzaju kolejnym symbolem angielskości. Przed jednym z domków czasami stoi stolik, a na nim wystawione widokówki oraz małe torebeczki z nasionami malw.

Całkowita samoobsługa i jaka wiara w człowieka. Pieniążki, jeśli chcemy kupić, wrzuca się przez dziurę na listy w drzwiach jednego z budynków. Ponieważ zawsze marzyłam, by mieć malwy w ogródku kupiłam małą paczuszkę, zobaczymy czy się przyjmą. 

DICKENS FESTIWAL W ROCHESTER

Miałam niesamowitą przyjemność, w zeszły weekend, przenieść się w czasie do wiktoriańskiej Anglii, kiedy to na ulicach miast królowały długie suknie z falbanami i fiszbinami, panowie nosili wysokie kapelusze i eleganckie szale pod szyją. 399A9009a3a1

Wszystko to w małym miasteczku Rochester w południowo wschodniej Anglii. Najsłynniejszym mieszkańcem tej miejscowości był Karol Dickens i to właśnie postaci z jego książek ożyły na chwile by pokazać nam tamtejszy świat. Oczywiście Dickens to nie tylko piękne opowieści o wiktoriańskich domach i gentlemanach, to także bieda i złe charaktery. Dlatego na ulicach Rochester spotkać można było starców ze skrzywionymi nosami, wyrzuty sumienia w postaci duchów z Opowieści Wigilijnej, drobnych złodziejaszków, pijaków czy brudnych kominiarzy.

399A9175399A9482399A9053399A9273399A9262399A8970a4

 Było kolorowo i przerażająco zarazem. Dickens we własnej osobie rozpoczął imprezę przemawiając przed domem pielgrzyma i opowiadając o sobie i wiktoriańskiej Anglii. 

Festiwal Dickensa odbywa się w Rochester co roku w pierwszy weekend grudnia. Połączony się ze świątecznym kiermaszem, na dziedzińcu zamku.

Jesli chcecie sie wiecej dowiedziec o Rochester to zapraszam do mojego tekstu https://dee4di.com/2016/01/06/16-powodow-dla-ktorych-warto-odwiedzic-rochester/

A TU JESZCZE KILKA FOTEK:

collagea6a5a2a2

 

 

Tonbridge

Pewnie już wiecie, ze mam dużą słabość do małych miasteczek, zwłaszcza tych z wielowiekową historią. Lubię te angielskie i te francuskie, choć chyba w każdym kraju można znaleźć prawdziwe perełki.

O Tonbridge w angielskim Kent, słyszałam wielokrotnie, że urocze, ale przede wszystkim, że jest drogie do mieszkania, bo ceny domów lansują się w czołówce krajowej.  Mimo, że od Maidstone do Tonbridge jest tylko pół godziny, jakoś nigdy nie było mi „po drodze”. Aż pewnego dnia moja dentystka wysłała mnie tam na badania. Specjalnie pojechałam wcześniej i zostałam w miasteczku dłużej, by powłóczyć się po jego uliczkach i zakamarkach. Szczerze, to myślałam, że się poważnie zakocham, a tymczasem tylko w niektórych miejscach serduszko mocniej zabiło. Zabrakło mi w tym mieście duszy, bo tak nazywam, spokojnie, pozbawione zgiełku miejsca w centrum miasta. Główna ulica nie jest niestety wyłączona z ruchu samochodowego i daje się to poważnie odczuć. Już pominę fakt, że nie można zrobić zdjęcia bez auta w tle, lub nawet na pierwszym planie. Samochody, przed pięknymi budynkami to moja zmora. collage miastoA Tonbridge tych budynków trochę ma, bo historię ma bogatą. Miasteczko wyrosło w miejscu naturalnego skrzyżowania, gdzie porywista i dzika rzeka Medway zwęża się tworząc naturalny bród. Przechodziła tędy trasa pomiędzy Londynem, a miasteczkiem nad kanałem La Manche, Rye.  Wilhelm Zdobywca nadał tutejsze ziemie jednemu ze swoich wiernych rycerzy, który na początku rezydował w pobliskim zamku w Hadlow, (o której to miejscowości napiszę niedługo). W 11 wieku wybudowano w Tonbridge zamek, z którego najlepiej zachowała się brama wjazdowa. Tam właśnie skierowałam swoje kroki. Było to o tyle proste, że przed samą bramą jest duży, wygodny parking. collage zamek Weszłam przez bramę i pospacerowałam po dziedzińcu. Było zimno, ale słoneczko przegrzewało cudnie, tworząc na powierzchni wyraźne cienie o niesamowitych kształtach. Zrobiłam parę zdjęć. Ustawiłam aparat nisko, na ziemi, by zrobić taką panoramę od dołu i wtedy poczułam, że ktoś na mnie patrzy. W momencie, gdy już naciskałam przycisk, piękna modelka (a może to był model, nie znam się) weszła mi w obiektyw. Tonbridge (24)A po chwili zostałam otoczona przez jej/jego siostry i braci. Szare wiewiórki są tam bardzo przyzwyczajone do ludzkiej obecności, a chyba nawet liczą na jakieś smakołyki, niestety na mnie się zawiodły i po chwili odeszły do swoich zajęć. Z dziedzińca zamkowego jest bardzo ładny widok na rzekę i to właśnie tam można znaleźć zaciszne schronienie od hałasu ulicznego. Spacer wzdłuż rzeki jest bardzo przyjemny. collage rzeka

Po włóczędze po zamku i nad rzeką wróciłam na ulice miasteczka. Z góry widziałam przyjemny kościółek i postanowiłam go odnaleźć. Był ukryty wśród uliczek po drugiej stronie High Street. Weszłam do środka, ale właśnie odbywał się koncert kolęd śpiewanych przez dzieci z lokalnej szkoły, więc zaniechałam zwiedzania. Posłuchałam chwilkę. Dzieci brzmiały wzruszająco. Miedzy innymi za te piękne koncerty w kościołach i słynnych miejscach lubię angielskie święta. collage kościół

Powłóczyłam się jeszcze po High Street zachwycając się powykrzywianymi, biało-czarnymi domami z czasów Tudorów, które pięknie zdobią miasteczko. Największe wrażenie zrobił na mnie Chequers Inn, przede wszystkim, dlatego, że z jego logo dyndała mi nad głową najprawdziwsza pętla szubieniczna. Tonbridge (47) Z tego, co później wyczytałam, w tym piętnastowiecznym domu pobierano opłaty dla rezydującego księcia, a w pokoju na pierwszym piętrze rezydował sędzia. W Chequers regularnie nie tylko wyznaczano kary, ale i je egzekwowano, np. chłostę. W XVI wieku spalono tutaj na stosie dwie kobiety, jedna za przekonania religijne, a drugą za otrucie męża.  Pętla na dębowym kiju była znakiem rozpoznawczym, ku przestrodze. Mnie ciarki przeszły po grzbiecie.collage chequers

Drugim budynkiem zasługującym na uwagę jest Port Reeve’s House, na który natknęłam się idąc w stronę kościoła. Jest to najstarszy budynek w mieście. W swej bogatej przeszłości służył, jako zajazd, sklep, dom mieszkalny. W czasie drugiej wojny światowej został poważnie uszkodzony przez bombardujących Niemców, ale na szczęście go z precyzją odrestaurowano.  Obecnie znajduje się w prywatnych rękach.collage Port Reeve_s House

Jeszcze mogłabym wymienić, co najmniej kilka takich historycznych budynków, ale nie chcę was zanudzać. Czy warto pojechać do Tonbridge? Jeśli ktoś lubi historię i czasy Tudorów to warto, jeśli ktoś szuka małego, rozkosznego miasteczka o spokojnej duszy, to może się rozczarować. Mnie się podobało, ale spędziłam tu pół dnia i mieszkam 30 minut stąd. Przyjeżdżającym z daleka radzę zrobić sobie tour po kentowskich miasteczkach i odwiedzić kilka z nich, dla jednego Tonbridge chyba szkoda czasu,

Trochę o historii mojego miasta

Nad rzeką Medway, około 50 km na południe od Londynu, w czasach średniowiecznych istniała normandzka wioska, od 10 wieku należąca do Arcybiskupa z Canterbury. Położenie wioski, w sercu słonecznego, żyznego Kentu gwarantowało szybki rozwój i tak w dwunastym wieku, wioska zamieniła się w miasteczko. Spławna rzeka umożliwiała transport z hrabstwa warzyw i owoców do stolicy. Miasteczko stopniowo się rozrastało i bogaciło. W 1261 po otrzymaniu specjalnych praw Maidstone, bo o tym miejscu mowa, zamieniło się w wibrujące życiem miasto, słynące zwłaszcza z corocznego targu. Przybywali na niego kupcy, nie tylko z pobliskich okolic, ale nawet i zza morskiej Francji. Maidstone było znane także ze swoich rzemieślników: foluszników i garbarzy skór, szewców, kaletników, krawców, kowali, konwisarzy, czy kamieniarzy wyczarowujących cuda z lokalnego wapienia. Niektóre z tych talentów były rzadko spotykane, gdzie indziej.

IMG_5616

Dom Arybiskupa

W 13 wieku zamieszkał w Maidstone arcybiskup, a w 14 wieku osiedlili się tutaj kanonicy świeccy i wybudowali piękny kościół pod wezwaniem Wszystkich Świętych, który stoi do dziś.

IMG_5604

Kościół Wszystkich Świetych

W 1530 w Maidstone spalono na stosie jednego z pierwszych męczenników reformacji Thomasa Hittona, którego Tomasz Moor nazwał „Męczennikiem śmierdzącym diabłem”

Czasy Nowożytne zapisały się w Maidstone plagami dżumy i ospy wietrznej, ale mimo tego miasto kontynuowało swój rozwój, w 1650 roku liczyło sobie 3tys mieszkańców. W mieście rozwijał się przemysł włókienniczy, browary, a w 17 wieku pojawił się nowy pomysł – fabryka wyrobu papieru.

Po dekrecie Henryka VIII Maidstone stało się własnością króla, a w 1549 otrzymało specjalny przywilej, nadający miastu niezależność. W tym samym roku pojawiła się w tym mieście pierwsza Grammar School, szkoła średnia przygotowująca uczniów do zdawania na uniwersytety. Pod koniec osiemnastego wieku liczba mieszkańców wzrosła do 8 tys, a ulice oświetliły olejne lampy. Dziewiętnasty wiek, to czasy dalszego unowocześniania miasta, zaprowadzono kanalizację, rozwijające się  fabryki papieru i browary dawały zatrudnienie wielu przyjezdnym i w ciągu jednego wieku liczba mieszkańców urosła do 33 tys.

W 1858 roku otwarto w Maidstone muzeum i Brenchley Gardens zamieniono na pierwszy publiczny park. W 1901 roku pojawiła się w mieście elektryczność, a na ulicach, miejski tramwaj ( którego już niestety nie ma). W 1910 otwarto kino. Teatr Hazlitt Theatre, pojawił się tu w 1955roku.  Liczba mieszkańców ciągle wzrastała, powstała konieczności budowania nowych domów, dostępnych dla wszystkich. Pierwsze mieszkania socjalne (council houses) wybudowano w latach dwudziestych, a pod koniec lat siedemdziesiątych, powstało tu nowe socjalne osiedle, Shepway, które jednak obecnie nie cieszy najlepszą renomą i stało się po części plagą miasta. Zwłaszcza, że dotychczasowy przemysł zaczął powoli upadać i masa ludzi została bez pracy. Obecna polityka gospodarcza Maidstone opiera się głównie na handlu. W mieście są dwa duże centra handlowe, wybudowane  w 1976 Chequers Centre (The Mall) i Fremlins Walk, powstałe w 2004 roku po zamknięciu browaru miejskiego.

Maidstone ciągle jest stolicą Kent, mieszczą się tu siedziby władz czyli Councilu, różne ważne urzędy i Komenda Główna Policji.

IMG_5598

Stag i Millenium kładka

W odwiedzinach u premiera

Chartwell (37)Winston Churchill jest postrzegany przez wielu ludzi, jako największy Anglik wszechczasów, wygrał kilkakrotnie plebiscyt na najważniejszego obywatela Wielkiej Brytanii. Był oczywiście politykiem, żołnierzem, pisarzem, historykiem, a i zdarzało mu się być murarzem, co można pooglądać w ogrodach Chartwell, gdzie znajdował się jego dom, w którym mieszkał przez 40 lat, niedaleko Westerham, w hrabstwie Kent. Dla Churchilla miejsce to było szczególnie ukochane, często uciekał tu, pomiędzy lasy i doliny, przed zgiełkiem życia i przygniatającymi jego barki problemami wagi państwowej. Chartwell (24)
Churchill zobaczył Chartwell po raz pierwszy w 1922 roku. Typowo wiktoriański dom, zbudowany przy użyciu miejscowych materiałów, wymagał bardzo dużo pracy i pieniędzy, zanim ktokolwiek mógłby się do niego wprowadzić. Churchill i jego żona pokochali jednak to miejsce jak i całą okolicę. Zatrudnili architekta Philipa Tilden by przebudował budynek. Długo to trwało i dopiero w kwietniu 1924 roku Churchill i Clementine mogli wprowadzić się do nowego domu. Niestety prace przy domu i przy ogrodzie konieczne były chyba do końca życia i Churchill niektóre z nich wykonywał całkowicie sam, jak typowa głowa rodziny- złota rączka.
W domu jest mnóstwo pamiątek po Churchilu, jego notatek, obrazów i szkiców. Jednymi z ważniejszych miejsc są biblioteka i gabinet premiera, pozostawione jakby dopiero, co wstał on od stolika, od swoich zapisków i książek. Gabinet znajduje się na piętrze, niedaleko sypialni premiera. Pozwoliło mu to na dyktowanie sekretarkom, gdy leżał wygodnie w swoim łóżku z baldachimem. collage
Sercem domu jest jadalnia z widokiem na cudownie wypielęgnowany angielski ogród. Czuje się tu prawdziwie rodzinną atmosferę. Ogród był oczkiem w głowie Churchila, zainspirowany przez ruch artystyczny Art and Craft ciągnie się na obszarze 300 akrów, a jego centralnym punktem są aleje pełne kolorowych kwiatów i kwitnących krzewówcollage ogród Pomiędzy domem, a centrum dla odwiedzających, na zboczu wzgórza znajdują się trzy rybne stawy, położone jeden nad drugim  i prawdziwy leśny gaj. Chartwell (6)U podnóża ogrodu warto odwiedzić pracownię Churchilla, która także wygląda jakby premier wyszedł na chwile, ale zaraz wróci i zabierze się za malowanie; jego wciąż pokryta farbą paleta leży obok sztalug i płócien, ukończone obrazy leżą na kupce sięgającej sufitu.
Chartwell należy teraz do narodu brytyjskiego i opiekuje się nim organizacja, o której wielokrotnie pisałam National Trust. Posiadacze karty mają oczywiście wstęp za darmo, dla innych bilet kosztuje 13 funtów, a dla dziecka 6.50, bilet rodzinny kosztuje 32.50 funtów.
Adres domu to Mapleton Road, Westerham, Kent, TN16 1PS, najłatwiej dojechać samochodem, bo od stacji pociągowej w Edenbridge trzeba kolejne 4 mile pokonać na piechotę, lub znajdując lokalne autobusy.