Przejście Jerzy Kalina — seria pomniki

Pewnie już wiecie, jaką miłością darzę pomniki, oczywiście nie wszystkie, ale takie, które w jakiś sposób zawirowały mi w głowie. Powodów może być wiele; wygląd, przesłanie, artystyczny przekaz, umiejscowienie czy chociażby rozmiar. Pomnik, o którym chcę dzisiaj napisać można by podciągnąć pod kilka z tych kategorii. 399A0242Przedstawia ludzi, najzwyklejszych, takich jak my, anonimowych, żyjących własnym życiem, mających własne, codzienne problemy, biegających tu i tam, załatwiających różne, bieżące sprawy. Czyli mogę śmiało napisać, że pomnik przedstawia mnie, tylko jeszcze nie zdecydowałam, którą z 14 postaci jestem. Bo jest tam i matka z dzieckiem, facet z dętką od roweru, staruszka, kobieta z siatkami, elegancka pani z torebką czy inna pod parasolem itd itd. Jednakże pomnik ten mógłby mieć drugie dno, jeśli się nad nim zastanowimy. 399A0185Przedstawione postaci to przechodnie, którzy stopniowo krok po kroku schodzą do przejścia podziemnego, znikając wśród chodnikowych płyt. A podziemie kojarzy nam się wieloznacznie, między innymi z walką z najeźdźcą, krwawym reżimem etc. Wiec może ci zwykli ludzie to także bohaterowie, którzy przynieśli Polsce wyzwolenie z rąk oprawców… A może to tylko ludzie, którzy uczyli się przeżyć w trudnych czasach…

399A0206

Interpretację i refleksję pozostawię wam. 

399A0188

Kilka faktów: pierwowzór pomnika to postaci z płyt gipsowych, autorstwa Jerzego Kaliny, które telewizja umiejscowiła na przejściu w Warszawie w 1977.  Obecny pomnik odsłonięto we Wrocławiu, w nocy z 12 na 13 grudnia 2005 roku, w 24 rocznicę stanu wojennego. Znajduje się przy skrzyżowaniu ulic Świdnickiej i Piłsudskiego399A0194

Jerzy Kalina powiedział, że wzorował postaci na sobie i swoich bliskich, poza jedną osobą, która miała przedstawiać ubeka. Ciekawe, czy potraficie go wskazać.

 

Głód – pomnik w Dublinie

Po każdym powrocie z wakacji mam mózg napchany pomysłami i mnóstwem energii. Wracam do domu i wiem, że chcę, że muszę napisać o tym, co widziałam podczas podróży. Próbuję ubrać w słowa moje wrażenia, historię miejsc, które odwiedzam, czy wyłapać jakieś ciekawostki. Po majówce spędzonej w Dublinie wróciłam zachwycona i pełna melancholii. Kolejny kraj, którego historię pisała przemoc i rozlew krwi. Co z nami, ludźmi,  jest nie tak. Czemu zawsze chcemy być lepsi od innych, czemu nie akceptujemy inności ludzi, czemu tak łatwo przychodzi nam zabić, poniżyć drugiego człowieka. Tyle już złego zrobiliśmy na tym świecie i ciągle dalej i dalej brniemy w to samo. Wystarczy dać nam w łapy trochę władzy i stajemy się potworami.

399A3722

Dzisiaj opowiem wam o pomniku, a właściwie o wydarzeniach, które przyczyniły się do jego powstania. Był rok 1845. W całej Europie dużo się działo, przemysłowa rewolucja tworzyła nowe grupy społeczne, kwitł kapitalizm i rozwijały się  tendencje narodowościowe. Irlandia pozbawiona była niepodległości na rzecz Wielkiej Brytanii i w rękach angielskich magnatów znajdowały się spore połacie kraju. Irlandzcy chłopi tylko dzierżawili małe poletka na których uprawiali głównie ziemniaki i w ich formie płacili właścicielom za czynsz. Niestety rok 1845 był bezlitosny dla europejskiego ziemniaka. Pojawiła się plaga, Phytophthora Infestans, która doszczętnie zniszczyła zbiory. Na szczęście rolnicy mieli zgromadzone zapasy. Zacisnęli pasa, ale przeżyli. Rok później jednak zapasów zabrakło, a ziemniaki ciągle zjadał grzyb. Początkowo rząd angielski przyszedł z pomocą, wysyłali kontenery żywności i otwierali jadłodajnie, ale w międzyczasie były wybory i na czele stanął przywódca wigów John Russell, który wstrzymał pomoc angielskiego rządu. Zastosował tzn Laissez Faire, czyli politykę niemieszania się. Większość członków brytyjskiego parlamentu uważała Irlandczyków za ludzi gorszej kategorii, a plagę, która doświadczyła irlandzkie plony za karę od niebios. Irlandzcy chłopi głodowali, jedli, co mogli znaleźć i masowo chorowali na choroby związane z niedożywieniem, takie jak szkorbut. Jakby tego było mało, ponieważ nie mieli czym zapłacić czynszu, właściciele ziem, które dzierżawili wywalali ich, bez żadnych skrupułów na zbity pysk, a ich dotychczasowe domy rozwalali lub palili, by przypadkiem nie wrócili oni z powrotem. Z głodu Irlandczycy dopuszczali się przestępstw. Woleli by ich złapano i wywieziono do Australii, bo tam przynajmniej mieli szansę na nakarmienie. Właśnie wtedy zaczęła się masowa emigracja Irlandczyków do innych krajów i do Ameryki. Do 1852 roku, z głodu i chorób zmarło około miliona,  a opuściło kraj prawie dwa miliony jego mieszkańców. Był to najgorszy moment irlandzkiej historii.

399A3729

Pomnik Famine przedstawia właśnie takich, uciekających, głodnych irlandzkich chłopów. Chudzi, w obdartych ubraniach idą powoli przed siebie, szurając nogami po ziemi, bo nie mają siły by stawiać normalne kroki. 399A3614399A3724399A3621

Nieruchome oczy patrzą przed siebie, a twarze idąc wyrażają skrajną rozpacz, ale i determinację. Są tam mężczyźni i kobiety, a jeden człowiek niesie na ramionach zwisające mu bezwładnie dziecko. Za głodnymi ludźmi podąża wychudzony, wyglądający jak cień, ale ciągle wierny pies. 399A3717399A3715

Pomnik postawiono w Dublinie na brzegu rzeki Liffey, w miejscu, skąd wyruszył do Ameryki pierwszy statek Perseverance,  wyładowany głodnymi Irlandczykami. Jego kapitanem był 74 letni urzędnik, który rzucił bezpieczną posadkę w stolicy by pomóc transportować ludzi za ocean. Na szczęście statek i jego pasażerowie dotarli bezpiecznie do celu. Jego replika jest dziś muzeum głodu i stoi zacumowana niedaleko pomnika przy Sean O’Casey Bridge.

399A3709

Autorem pomnika jest Rowan Gillespie. Drugą, bardzo podobną rzeźbę zamówiono u niego po drugiej stronie oceanu w Toronto w Irish Park.

 

Pomniki cz1. Dziecko z Bieslanu

Mały chłopczyk ubrany jest tylko w bieliznę. Na jego kamiennej twarzy rozpoznawalny jest ból, gniew  i przerażenie. Stojąc przed nim w ciszy wyraźnie słyszę jak krzyczy z rozpaczy, trwogi, jednocześnie wołając o pomoc. 399A1540aaSytuację, którą upamiętnia ten pomnik mam ciągle w oczach. Widzę stłoczone na sali gimnastycznej dzieci , bez jedzenia i picia i pilnujących ich oprawców z karabinami. Pamiętam scenę, gdy podczas szturmu wojsk rosyjskich dzieci próbowały biec do przez dziedziniec ku wolności, terroryści strzelali im w plecy. Stos trupów dzieci zwiększał się. Zginęło ich wówczas 186. Dorosłych zginęło drugie tyle. Oblężenie szkoły miało miejsce od 1 do 3 września 2004 roku w Biesłanie, w Osetii, rosyjskiej prowincji. Tak niedawno. Czeczeński przywódca Szamil Basajew wziął na siebie odpowiedzialność za przygotowanie zamachu.399A1541

Ten pomnik napotkany na wzgórzu w San Marino błaga by nikt nie zapomniał tego, co się wówczas wydarzyło. I by nigdy, przenigdy coś takiego już się nie powtórzyło.

Brakuje słów, by wyrazić emocje jakie mną targały, gdy stałam przed tym pomnikiem. Straszne sceny z telewizji już nigdy nie wymażą się z mojej pamięci.

399A1542

Autorem pomnika jest urodzony w San Marino Renzo Jarno Vandi. Tu jest jego strona, niestety tylko po włosku: http://www.rjvandi.com

Pomnik poświęcony zamordowanym Żydom Europy

Podczas II wojny światowej Hitler i jego nazistowscy zwolennicy zabili kilka milionów Żydów. Jest wiele teorii, dlaczego tak bardzo Führer nienawidził Żydów. Jedna z nich mówi, że Hitler nie został przyjęty do słynnej szkoły artystycznej w Wiedniu kierowanej przez Żydów właśnie. Brzmi głupio? Być może, ale uważam, że ludzie są zdolni do najgorszego, gdy ich duma została upokorzona, gdy boli.
Po wojnie Niemcy musieli żyć z tym piętnem i tym ogromnym poczuciem winy. Teraz jest nowa generacja Niemców i ufam, że są lepszymi ludźmi niż ich rodzice i dziadkowie.
a2W latach 2003 – 2004 zbudowali tę niesamowitą konstrukcję poświęconą zamordowanym Żydom Europy, którą niektórzy nazywają „Pomnikiem ofiar Holokaustu”, choć nieprecyzyjnie, bo to szczególne miejsce czci tylko ofiary pochodzenia żydowskiego. W Berlinie jest dużo innych pomników poświęconych zabitym innego pochodzenia lub religii.  Ten Memoriał przypomina labirynt 2711 betonowych bloków i robi wrażenie ogromnego cmentarza. Bloki betonowe zostały zaprojektowane w sposób, aby stworzyć niepokojącą atmosferę, a cały pomnik ma reprezentować rzekomo uporządkowany system, który utracił kontakt z ludzkim myśleniem. Strona Fundacji tego Miejsca Pamięci wspomina, że ​​projekt reprezentuje radykalne podejście do tradycyjnej koncepcji pomników. Być może ma to być coś na kształt  cmentarza lub nekropolii, poświęconych tym zamordowanym, którzy nie zostali pochowani lub zostali wrzuceni do nieoznakowanych dziur w ziemi. Kilka nierównych, pochyłych bloków sugerują stary, zaniedbany, a nawet zbezczeszczony cmentarz. Ta ogromna abstrakcyjna instalacja pozostawia wiele miejsca na interpretację. a1 Wędrowałam między płytami jak w klaustrofobicznym labiryncie, pełna niepokoju, szczególnie że powierzchnia pola była pochyła i idąc dalej, coraz głębiej, prawie nie widziałam wyjścia. Na granicy strachu. Być może architekt Peter Eisenman chciał, abyśmy tak się czuli, by odtworzyć w naszych umysłach co przeżywali ludzie w czasie wojny (oczywiście nie można tak naprawdę porównać tych sytuacji). Muszę powiedzieć, że jeśli będąc tam koncentrujesz się mocno i myślisz o tych wszystkich zabitych ludziach podczas Holocaustu, uczucia są bardzo przytłaczające. 

a (28)
Kilka faktów:
Powierzchnia instalacji ma 4,7 akrów
2711 płyt betonowych ułożonych jest we wzór siatki na pochyłym polu (architekt nie wyjaśnił skąd ta liczba pochodzi)
Bloki mają 2,38 m długości, 0,95 m szerokości i różnią się wysokością od 0,2 m do 4,7 m
Są zorganizowane w rzędach 54 na północny-zachód, 87 na zachód-zachód pod kątem prostym, ale nieco krzywe
Znajdujący się w podziemiach punkt informacyjny wymienia nazwiska około 3 milionów ofiar żydowskich.

Adres: CORA – BERLINER -STR 1, 10117 BERLIN

 

Transformers in Podgorica

Jeśli podróżujecie z dziećmi, to pewnie wiecie jakie to niesie ze sobą niebezpieczeństwa w postaci znudzonego dziecka. Nie zawsze i nie wszędzie jest łatwo znaleźć coś, co zmusi takiego podrostka do włóczenia się z wami po mieście. My mamy zasadę, że podczas każdej podróży staramy się zlokalizować jakąś przyjemność dla każdego, czyli dla mnie to będzie katedra lub małe miasteczko, dla Macieja woda i sport. By poszukać dla dzieci czasami trzeba naprawdę się wysilić, choć ostatnimi czasami to oni sami sprawdzają trip advisora i wybierają miejsca do których chcieliby się udać. Jednak są plusy z posiadania nastolatków. (taki żart)Transformers (9)

Bywają jednak miejsca i sytuacje, gdzie problem rozwiązuje się sam. Tak było w Podgoricy, stolicy Montenegro.  Nie musieliśmy namawiać malców na spacer po mieście, wystarczyło pokazać… Transformera i powiedziedzieć, że jest ich jeszcze 6 rozsianych po mieście, tylko trzeba je odnaleźć. Transformers (26) I tak z mapą w ręce, bez słuchania marudzeń włóczylismy się po wszystkich zakamarkach. Każdy był szczęśliwy, ja robiłam zdjęcia architekturze i posągom, Maciej przyglądał się wszystkiemu, a dzieci odhaczały na mapie kolejne złomowe stwory.  Transformers (17)Poznaliśmy też historię pojawienia się transformersów w mieście. Młody artysta Danielo Baletic jak większość młodych chłopaków kochał filmy o transformersach, a do tego jego tata zajmował się zbieraniem żelastwa i wraków samochodowych. To podsunęło Danielo pomysł i z pomocą rodzica zaczął tworzyć machiny broniące Podgoricy. Transformers (19)Robią kapitalne wrażenie nie tylko na dzieciach. Niosą również ze sobą przesłanie o ważności recyklingu i ograniczenia ilości śmieci. Niestety podobno nie zostaną w Podgoricy na stałe. Transformers (12)Danielo liczy, że uda mu się je wystawić na ulicach największych stolic świata. Także jeśli chcecie zobaczyć 7 potężnych machin to śpieszcie się. Warto.

 

Małe miasteczko w wielkim mieście

Moją specjalnością są małe, jak z obrazka, miasteczka w różnych stronach świata, ale to nie znaczy, że od czasu do czasu nie odwiedzam wielkich miast. Właśnie niedawno wróciłam z cudownego Vancouver w Kanadzie. Nie pierwszy raz odwiedziłam to miasto, dobrze się w nim czuję, a jego kosmopolityczność działa na mnie bardzo pozytywnie. Zapraszam was dzisiaj na uroczy spacer po najstarszej dzielnicy w Vancouver czyli Gastown. Jest to jakby małe miasteczko w wielkim mieście, więc idealnie się nadaje na mojego bloga. Gastown (31)Ciągnie się wzdłuż północnej części półwyspu Vancouver.  Według historyków wyrosło wokół tawerny założonej przez Johna ‚Gassy Jack’ Deighton w 1867 roku i stąd nazwa Gas-town (czyli miasteczko Gasa). Obecnie Gastown ma niesamowity, historyczny  urok i spacerując czujemy się jakby nas przeniesiono do jednego z amerykańskich filmów. Przede wszystkim króluje tu wiktoriańska architektura, ale nie tylko. Ta dzielnica bezproblemowo łączy stare z nowymi, historię z postępem. Brukowane ulice przeszły wiele reinkarnacji na przestrzeni dziejów, ale od lat siedemdziesiątych zaczęły nabierać obecnego wyglądu. Mnóstwo tandetnych sklepów z pamiątkami  zostało zastąpionych butikami sprzedającymi prace lokalnych projektantów, artystów, rdzennych mieszkańców, oraz restauracjami i klubami.

Promenadę rozpoczynamy na skrzyżowaniu Water Street i West Cordoba St i dwa budynki dalej możemy zobaczyć najczęściej fotografowany obiekt w Vancouver, kopię pierwszego na świecie  zegara parowego.

Gastown (21)Gastown (22)Wysoki jest na 5 metrów, co 15 min bucha z niego para, a co godzinę złoto- brązowy zegar wydaje charakterystyczny dźwięk.  Mieliśmy to szczęście, że była dziewiąta rano, gdy dotarliśmy do zegara, więc dane nam było go posłuchac. I było na tyle wcześnie, że nie musieliśmy się przepychać przez tłum turystów, by zrobić zdjęcia.

Po odpowiedniej dawce podziwu dla czasomierza i okolicy poszliśmy dalej szukając na mapie alejki o nazwie jak z horroru. Gastown (37)Blood Alley, bo o niej mowa, została nazwana Krwawą z powodu krwi, wylewanej z wodą, z rzeźniczych jatek na ulice, po cięciu, porcjowaniu i oczyszczaniu mięsa. Ulica dosłownie spływała krwią.  Na dodatek niewielki placyk w środku Krwawej Alei był miejscem publicznych egzekucji. To tylko wzmocniło wymowę nazwy.
Teraz można na Krwawej iść na zakupy, lub podobno całkiem niezłą kolację. Na nas zrobiła raczej ponure wrażenie, może przez wczesną porę, bo większość lokali i sklepów była zamknięta.

Z Blood Alley wróciliśmy na Water Street, a nią doszliśmy do Placu Klonowego Drzewa (Maple Tree Square).Gastown (52) Na tym malowniczym skwerku stoi  pomnik “założyciela” tej dzielnicy czyli Gassy’ego. Jak na karczmarza przystało patrzy on na turystów i mieszkańców miasta z góry, stojąc na beczce z trunkiem. Legenda głosi, że Jack obiecał polać whiskey każdemu, kto pomoże przy budowie jego lokalu i znalazło się tylu ochotników, że jego karczmę postawiono w 24 godziny.  Gastown (49)

Po drugiej stronie placu znajduje się nietypowy budynek, dawniej hotel Europa, obecnie przeznaczony na mieszkania socjalne. Gastown (46)Była to pierwsza konstrukcja żelbetowa w Kanadzie i najwcześniejszy hotel ognioodporny. W piwnicach budynku znajdowała się piwiarnia, jednak poniewaz zabrakło funduszy na jej odbudowę w latach osiemdziesiątych, zasypano ją żwirem. Ten trójkątny budynek ze względu na swój nietypowy wygląd często występował w filmach, najsłynniejsze to kanadyjski horror „The Changeling” (Zemsta po latach) oraz “Legends of the Fall” (Wichry namiętności).

Na zakończenie spaceru po Gaston zapraszam do odwiedzenia Sun Tower. Zbudowana w 1911 roku, Wieża Słońca była wówczas najwyższym budynkiem (ma 83m) Brytyjskiej Wspólnoty ( Commonwealth ). Gastown (73)Uważano ją za skandalizujące paskudztwo; rząd dziewięciu na wpół rozebranych kobiecych figur, wyrzeźbionych przez Charlesa Marega, podtrzymuje gzyms. Ich nagie piersi i zmysłowe pozy demoralizowały ówczesne purytańskie mieszczaństwo. Budynek w stylu neoklasycystycznym sfinansował magnat mediowy i burmistrz miasta Dennis Taylor dla swojej gazety The World. Po kilku latach wprowadziła się tam inna gazeta Vancouver Sun i stąd się wzięła nazwa całego budynku. Jest prawdziwą gwiazdą i zagrał nawet jedną z ról w serialu „Tajemnice Smallville”

Jeśli nie zatrzymujemy się na dłużej przed każdym budynkiem, podziwiające jego urodę i analizując architektoniczne rozwiązania, to całe Gastown można przejść w kilka minut. Ja jednak polecam spokojne delektowanie się okolicą,  chłonięcie wiktoriańskiej, ceglanej atmosfery wymieszanej z hipsterskimi pomysłami. 

 

Zapiski z Wilna, po mojemu

Zanim pojechałam do Wilna, słyszałam o tym mieście nieszczególne rzeczy, że jest typowo post- komunistyczne, szare, nudne i brudne. Poza moją litewską przyjaciółką, która, co prawda pochodzi z Kłajpedy, ale w stolicy swojego kraju jest bardzo zakochana. I może to te jej kochające oczy sprawiły, że zobaczyłam Wilno w innym wymiarze. Owszem jest postkomunistyczne, momentami szare, ale do nudnych czy brudnych bym go nie zaliczyła. Kto chodził niektórymi ulicami Paryża, czy Londynu, nie mówiąc o afrykańskich ulicach, to wie, o czym mówię. Tam dopiero potrafi być brudno.

Wróćmy jednak do Wilna. Oczekiwania, jakie miałam przed przyjazdem nie potwierdziły się nie tylko w kwestii samego miasta, ale także ludzi. Z iluż to stron słyszałam jak się nas, Polaków źle traktuje na Litwie. Nie wiem, czy ktoś miał tutaj negatywne doświadczenia, ja nie miałam. Jedyna niemiła przygoda spotkała nas ze strony angielskiego turysty i to wcale nie dlatego, że jesteśmy Polakami. Możecie poczytać o tym tutaj: ZACHOWANIA LUDZKIE

Miłą niespodzianką było dla mnie, że polski ciągle jest tu w użyciu, nie tylko w formie napisów na domach, ale praktycznie wszędzie mogłam się dogadać w naszym języku, łatwiej niż po angielsku, a to się często nie zdarza.

Jak już wspomniałam wyżej patrzyłam na miasto zakochanymi oczami mojej psiapsiółki, która pokazała mi swoje zakątki, ale ja nie byłabym sobą, gdybym nie odkryła czegoś dla siebie. Ubrałam je więc w 10 punktów:

  1. Ulica Literacka, o której popełniłam osobny wpis tutaj: „Po twych ulicach błądzę zadumany…”
  2. Zarzecze czyli republika Uzurpis, o tym też napisałam osobno tutaj : PAŃSTWO W WILNIE
  3. Murale – nie ma ich dużo, widać, że miasto dopiero przestaje być dziewicą sztuki ulicznej, ale udało mi się zobaczyć parę perełek collage MURALcollage MURAL1collage MURAL2
  4. Pomniki – szczerze mówiąc w postradzieckiej republice spodziewałam się zobaczyć więcej, ale prawdopodobnie zaraz po wyzwoleniu z radzieckiego jarzma, spadły one na łeb i szyje, ze swoich piedestałów. Te, które ujrzałam były urocze, oryginalne i miałam wrażenie, że uśmiechają się do mnie, ciesząc się, że jednak je znalazłam. Pokaże wam tu kilka: collage POMNIKI
  5. Domy secesyjne/eklektyczne. Mało ich niestety, ku mojej wielkiej rozpaczy, ale kilka znalazłam i od razu miasto podniosło się dla mnie o stopień w górę. Niektóre zostały zaprojektowane przez polskich architektów. Polecam zwłaszcza przejść się szeroką dziewiętnastowieczną ulicą Prospektem Giedymina
  6. Wzgórze Giedymina – polecam spacer na ten pagórek, gdzie stoi dawna wieża założyciela rodu nazywanego u nas Jagiellonami, a na Litwie znani są jako dynastia Giedyminowiczów. Miałam nawet potyczkę językową z naszym przewodnikiem, bo opowiadał mi historie, które dobrze znałam (jestem przecież historykiem), a cały czas mówił o jakiś Giedyminowiczach. Ale to oczywiście wszystko było w bardzo żartobliwej formie. Widok ze wzgórza jest rozkoszny na całe miasto.399A0177
  7. Ser. Tak, dobrze przeczytaliście. Nie pomyliło mi się z Francją czy Szwajcarią. Na Litwie produkują swój własny, twardy ser, podobny trochę do włoskiego parmezanu. Dojrzały ma te cudowne, o orzechowym posmaku kryształki, które tak kocham. Polecam z czystym sercem, a jeśli macie okazję trafić na testowanie, jak ja, to się zakochacie. Właśnie tutaj udało mi się kupić najstarszy ser, jaki kiedykolwiek, gdziekolwiek kupiłam – 6 letni! Bajka, marzenie, mniam mniam. Niestety nie da się go zjeść za dużo naraz.
    399A0416

    Logo wytwórni sera

    399A0430

    Podczas testowania

  8. Jestem wielką fanką kościołów, fascynuje mnie ich piękno i klimat, ale w Wilnie mam problem. Zazwyczaj nie umiem się oprzeć urokowi romańskich, normańskich kościołów, czy gotyckich katedr. Tu takich nie ma. Owszem jest piękny przykład płomienistego gotyku pod wezwaniem św Anny, ale to jakby nie moja bajka. 399A0005-2Mieszkańcy Wilna się szczycą, że ten kościół umiłował sobie Napoleon, gdy przybył do miasta, podczas wyprawy na Moskwę, ale w rzeczywistości urządził tu tylko koszary. Inne kościoły są jak dla mnie zbyt bogate, zbyt symetryczne barokowo lub klasycystycznie, ale… katedra wileńska skrywa w sobie kaplicę zdecydowanie wartą odwiedzenia. 399A9886399A9887Kaplica jest poświęcona patronowi Wilna, którego my znamy, jako królewicza Kazimierza. Miał zbyt dużo braci by mieć jakąkolwiek szansę do korony królewskiej, poza tym był zbyt dobry, zbyt usłużny i umarł zbyt szybko. Kaplica jest cała z marmuru, a dla nas o tyle atrakcyjna, że spoczywa w niej Barbara Radziwiłłówna, umiłowana żona ostatniego Jagiellona. Do kościoła ostrobramskiego nawet nie weszłam. 399A0087Odstraszyła mnie skutecznie pani przewodnik grupy Polaków stojących przed wejściem. Powiedziała do swoich gości: „no to teraz szybciutko paciorek w środku, raz raz…” W życiu bym jej nie zatrudniła!
  9. Chaczapuri – gruzińskie chlebki serowe, które można kupić nawet na ulicy. Mniam, niebo w gębie.

    Zachęciło mnie skutecznie do planowania podróży do Gruzji. Wino gruzińskie już od dawna kocham. Wiem, że to nie litewskie, ale tam tego spróbowałam po raz pierwszy i nie zapomnę. Litewska kuchnia która spróbowałam jest ok.

  10. Bambalyne, na który to pub mój mąż notorycznie mówił Bambolini –cudownie tajemnicze miejsce, z olbrzymim wyborem alkoholi, w tym ponad 100 gatunków litewskiego piwa. Tu jest link do pubu jakby ktoś chciał spróbować BAMBALYNE

    Ale ja z piwem jestem na bakier, dlatego polecam spróbowanie 80% miodu pitnego i wina z jagód. Postanowiłam sobie, że o tych trunkach jeszcze napiszę

 

Wilno spodobało mi się bardzo, ale tak sobie myślę, że ważne jest nie tylko miasto, ale i ludzie, z którymi się miasto odkrywa. Nasza paczka zna się jak łyse konie. Z nimi mogę Wilno kraść399A9879

5 rzeczy, dla których warto pojechać do Orsowy, nad Dunaj.

Podczas naszej wyprawy do Rumuni, wybraliśmy się nad Dunaj, do miejsca, gdzie rzeka się załamuje, a wielkie olbrzymie głazy ściskają rzekę mocno z obu stron, biorąc ją jakby w objęcia. Widok prawie jak z Władcy pierścieni. Przechodzi tu granica oddzielająca Karpaty od Gór Wschodnio-serbskich, która jednocześnie jest granicą pomiędzy Rumunią i Serbią. dunaj-orsowa-61Do końca 19 wieku, ruch po rzece był utrudniony z powodu progów skalnych, ale trochę dynamitu i inwencji twórczej i teraz po Dunaju, w tym miejscu pływać mogą żaglowce. Wąwóz nazwany Żelazną Bramą ciągnie się na długość prawie stu kilometrów.

Przyjechaliśmy tu z Timisoary, nie zaprzeczę, droga była piękna, jak okiem sięgnąć mieliśmy wyżyny i połacie pól i lasów, ale dotarcie zajęło nam prawie 4 godziny. Przyjechaliśmy akurat na lunch. Nasz przewodnik, którego wynajęłyśmy w Timisoarze i o którym wcześniej wspominałam, zabrał nas do rumuńskiej restauracji położonej nad samą rzeką.  Usiedliśmy na zewnątrz, na specjalnym pomoście, pod parasolkami. Żyć nie umierać. dunaj-orsowa-14Widok z tego miejsca był cudowny, na rzekę, wśród skał, zmieniającą kolory na horyzoncie. Jedzenie nie było złe, ale popełniłam błąd nie słuchając uważnie i zamówiłam Ciorba de burtă, czyli nasze flaki. Niestety to nie jest potrawa dla mnie. Na szczęście, od czego jest mąż jedzący wszystko. Za to polenta, którą się tam dodaje zamiast np. ziemniaków smakowała mi wybornie.

Po zaspokojeniu głodu ruszyliśmy wreszcie odkrywać okolice. Co zrobiliśmy i zobaczyliśmy, dlaczego warto przyjechać nad Dunaj, koło Orsavy?dunaj-orsowa-401.Warto wynająć łódkę, by się przepłynąć po rzece. My tak zrobiliśmy. Nasza motorówka nie była za szybka, ale wystarczająco skakała po falach, bryzgając nas wodą. Czuliśmy się super.dunaj-orsowa-71 Kierowca motorówki pięknie opowiadał o tym miejscu i jego historii. Myśmy mieli z nami naszego przewodnika i to on nam tłumaczył wszystko z rumuńskiego. Widoki z wody na Żelazne Wrota, na Duży i Mały Calderon, przez które przecięła się rzeka są naprawdę fantastyczne.dunaj-orsowa-842. Wejść do jaskini Veterani, nazwanej tak na cześć austriackich żołnierzy stacjonujących tam w osiemnastym wieku. Do jaskini można się dostać tylko w jeden sposób, wodą. Do podstawy ściany podpływa się łódką, a potem krótka stroma ścieżka prowadzi do wejścia.dunaj-orsowa-76 Jaskinia jest długa na około 64 m, przy wejściu galerii znajduje się mur fortyfikacyjny częściowo uszkodzony i na dole sali są resztki fontanny, tzw Tureckiej. Pieczara można zwiedzać o każdej porze roku, zwłaszcza od maja do października, przy zachowaniu odpowiednich środków bezpieczeństwa.dunaj-orsowa-543. Zobaczyć Posąg Decebala- wykuta w ścianie skalnej, w zatoczce rzeki Mraconia głowa króla Daków, naprawdę robi wielkie wrażenie. Był to jeden z tych władców, którym udało się, choć na chwile zatrzymać rzymską ofensywę. Nie na długo jednak. Cesarz Trajan zebrał przeciw niemu potężną armię i rozgromił go, właśnie w okolicach Żelaznej Bramy. Decebal popełnił samobójstwo, by nie dostać się żywcem w ręce najeźdźców.dunaj-orsowa-43 Posąd Decebala ma 40 metrów wysokości i 25 metrów szerokości, wykuto go wzorując się na głowach amerykańskich prezydentów. Prace trwały 10 lat od 1994 roku do 2004 r, a całość sfinansował jeden człowiek, historyk Iosif Constantin Dragan. Jest to podobno największa rzeźba w Europie.dunaj-orsowa-264. Odwiedzić monastyr Mraconia. Jest to mała, prawosławna świątynia, zbudowana w dziewięćdziesiątych latach na wzór poprzedniej, zatopionej przez komunistów, po zbudowaniu w tym rejonie tamy. Jest to przybytek prowadzony przez siostry zakonne, a z wyglądu podobno przypomina kościółek na górze Athos w Grecji.

W środku nie ma wiele miejsca, ale warto zobaczyć piękne malowidła ścienne przedstawiające historię klasztoru, między innymi rzeź, jakiej dokonali tutaj Turcy Osmańscy.

Świątynia jest wybudowana na klifie, w miejscu dawnego punktu kontrolnego i obserwacyjnego na Dunaj.

5. Ciucariu Mare – szlak w okolicznych górach. Zdecydowanie polecam zatrzymanie się w jednym z hoteli w Orsowie i wyruszenie w trasę. Widok z góry jest niesamowity, nie zapomnijcie jednak naładować baterii w aparacie. Dlatego nie ma zdjęcia. sorry