Wspomnienia z wakacji

Od końca wakacji minęło już prawie trzy tygodnie i cały ten czas obiecuję sobie, że napisze o tylu miejscach, które udało mi się odwiedzić. Niestety zazwyczaj mam tak, że do każdego miejsca o którym pisze robię porządny research, poza tym przygotowywuję zdjęcia, a tych zrobiłam w tym roku kilka tysięcy. I tak od 3 tygodni nie skończyłam nic. Zainspirowana jednak moim niezawodnym Klubem Polek na Obczyźnie postanowiłam zrobić małe podsumowanie lata. Nie było takie intensywne jak poprzednie, ale ciągle dużo się działo. Było to też pierwsze lato od 14 lat w kiedy nie pojechaliśmy nigdzie tylko jako rodzina i pierwsze kiedy dzieci wyjechały bez nas. I to wyjechały daleko. Olivia aż do Stanów, do Seattle, a przy okazji odwiedziła Kalifornię, a Oscar miał niesamowitą okazję pojechać na obóz do Chile i przy okazji odwiedził Wyspę Wielkanocną. Każde z nich wróciło z głową pełną wrażeń i opowieści, a my uświadomiliśmy sobie, że czas naprawdę upływa nieubłaganie szybko i może nie  zostało nam dużo wyjazdów wspólnych. Młodzi studenci rzadko chcą jeździć na wakacje z rodzicami, czyż nie?

img_6564

Wracając jednak do wspomnień. W tym roku po raz pierwszy od wielu lat pojechaliśmy do Polski, ale nie zostaliśmy w jednym miejscu. Udało nam się pojeździć i pozwiedzać i tak zaliczyliśmy Kraków, Wrocław, Warszawę, Łódź, Cieszyn, Sanok.

Wróciłam z naszego kraju pełna mieszanych uczuć i emocji. Niektóre rzeczy podobały mi się bardzo, ogólnie nasz kraj jest piękny, ale już jego mieszkańcy niekoniecznie. Jestem bardzo liberalnym i tolerancyjnym człowiekiem, poza tym mam przyjaciół pochodzących z różnych stron świata, wyznających różne religie i o różnych orientacjach seksualnych i wypowiedzi niektórych osób w Polsce bardzo mnie raziły. Przeszkadzał mi też seksizm, ukryty pod postacią żartów, podziału ról czy dawnych przyzwyczajeń. Np wg mnie reklama, którą notorycznie słyszałam w radio: ‚pomaganie to męska rzecz synku’ nie powinna mieć miejsca. Mieszkam w Anglii, a tutaj bardzo się przywiązuje wagę do tego typu rzeczy.  

Nie będę tu jednak robić najazdów na nasz kraj. Nie wszyscy jego mieszkańcy są krótkowzroczni czy nietolerancyjni i dziękuję im za to.

Z nowo odwiedzonych miejsc w Polsce zakochałam się w ulicy Piotrkowskiej w Łodzi, ponownie w uliczkach i kafejkach krakowskiego Kazimierza, w kawiarni  u Kornela w Cieszynie, w pomniku Przechodnie we Wrocławiu i w wystawie prac Beksińskiego na zamku w Sanoku i to są moje zdecydowane TOPs.

Do tego dodam oczywiście obwarzanki krakowskie, oscypek i zapiekanki.  Co mi bardzo przeszkadzało to okropne pseudograffiti na prawie każdym budynku w miastach. Kocham murale i widziałam piękne np w Łodzi, ale te bazgroły mają niewiele wspólnego ze sztuką. 

Po powrocie z Polski oczywiście musieliśmy pojechać do Francji, do Langwedocji, którą obecnie nazywa się Occitania. To miały być nasze rodzinne wakacje, ale okazało się, że znajomym nie wyszło z ich wyjazdem i zaproponowaliśmy by pojechali z nami. Było super, choć bardzo intensywnie. Właściciel domu, który wynajęliśmy nadał nam tytuł the most adventurous guest bo nawet jednego dnia nie spędziliśmy całkowicie bycząc się na basenie. Wyprawiliśmy się i do Hiszpanii i do Monako, jakbyśmy zrekonstruowali podróż, którą ja i Maciej odbyliśmy 19 lat temu. Dokładnie wtedy zakochaliśmy się w tym regionie i super było pokazać nasze miejsca przyjaciołom. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym kilkakrotnie nie wstała nad ranem by odwiedzić jakieś nowe miejsca. Ten rejon obfituje w urocze małe miasteczka i wioski, a moje najpiękniejsze odkrycie to Minerve i Roqueuburn, o których na pewno niedługo napiszę. Moja rodzina odważnie popłynęła kajakami po rzece Orb, ale ja i woda nie lubimy się za bardzo i zamiast tego wspięłam  się na najwyższe wzniesienie w okolicy. Widok miałam cudowny.

W drodze powrotnej odwiedziliśmy Orlean i muszę przyznać, że poza katedrą to miasto nie rzuciło mnie na kolana. img_6565

Za to restauracja z gwiazdką Michelina, w której tam jedliśmy już tak. 

Zaraz po powrocie z Francji dołączył do naszej rodziny nowy członek, o którym niedługo napiszę: Joey. 

img_6464

Oczywiście to bardzo skrótowe podsumowanie, mam z tych wakacji tysiące zdjęć, bo w nich ukryta jest moja pamięć. Jeśli nie mam zdjęcia z jakiegoś miejsca to znaczy, że mnie tam nie było. 

 

Przejście Jerzy Kalina — seria pomniki

Pewnie już wiecie, jaką miłością darzę pomniki, oczywiście nie wszystkie, ale takie, które w jakiś sposób zawirowały mi w głowie. Powodów może być wiele; wygląd, przesłanie, artystyczny przekaz, umiejscowienie czy chociażby rozmiar. Pomnik, o którym chcę dzisiaj napisać można by podciągnąć pod kilka z tych kategorii. 399A0242Przedstawia ludzi, najzwyklejszych, takich jak my, anonimowych, żyjących własnym życiem, mających własne, codzienne problemy, biegających tu i tam, załatwiających różne, bieżące sprawy. Czyli mogę śmiało napisać, że pomnik przedstawia mnie, tylko jeszcze nie zdecydowałam, którą z 14 postaci jestem. Bo jest tam i matka z dzieckiem, facet z dętką od roweru, staruszka, kobieta z siatkami, elegancka pani z torebką czy inna pod parasolem itd itd. Jednakże pomnik ten mógłby mieć drugie dno, jeśli się nad nim zastanowimy. 399A0185Przedstawione postaci to przechodnie, którzy stopniowo krok po kroku schodzą do przejścia podziemnego, znikając wśród chodnikowych płyt. A podziemie kojarzy nam się wieloznacznie, między innymi z walką z najeźdźcą, krwawym reżimem etc. Wiec może ci zwykli ludzie to także bohaterowie, którzy przynieśli Polsce wyzwolenie z rąk oprawców… A może to tylko ludzie, którzy uczyli się przeżyć w trudnych czasach…

399A0206

Interpretację i refleksję pozostawię wam. 

399A0188

Kilka faktów: pierwowzór pomnika to postaci z płyt gipsowych, autorstwa Jerzego Kaliny, które telewizja umiejscowiła na przejściu w Warszawie w 1977.  Obecny pomnik odsłonięto we Wrocławiu, w nocy z 12 na 13 grudnia 2005 roku, w 24 rocznicę stanu wojennego. Znajduje się przy skrzyżowaniu ulic Świdnickiej i Piłsudskiego399A0194

Jerzy Kalina powiedział, że wzorował postaci na sobie i swoich bliskich, poza jedną osobą, która miała przedstawiać ubeka. Ciekawe, czy potraficie go wskazać.

 

Tajemnica grobu Franciszka

Bez przesady mogę napisać, że turyści walą tłumnie do tego miasteczka lądem, wodą i powietrzem. Większość z nich chce zobaczyć imponujący kościół na wzgórzu wybudowany dla tego, który żadnych dóbr materialnych nie chciał. Bogactwem mu były śpiewające ptaki i kwitnące na łące kwiaty:

“Bierzmy przykład ze zwierząt i ptaków, które kiedy otrzymują pokarm, są zadowolone i szukają tylko tego, czego potrzebują z godziny na godzinę. Tak też i człowiek powinien być zadowolony z tego, co jest mu zaledwie umiarkowanie wystarczające do zaspokojenia potrzeb, nie prosząc o nic więcej.”                     Kwiatki św Franciszka.

st-francis-assisi

Był synem wpływowego kupca i jego młodzieńcze życie pełne było specjalnych przywilejów, które dają pieniądze. Trwonił je, ale i uczył się od ojca jak je na nowo zdobywać. Pewnego jednak dnia wszystko się zmieniło. Bogactwo przestało mieć dla niego wartość i zaczął oddawać je ubogim. Rozgniewanemu ojcu, który wyrzucił mu, że rozdaje jego pieniądze, oddał swoje odzienie. Ubrany tylko w prymitywny, zgrzebny wór odszedł z domu. Według legendy to Bóg do niego przemówił prosząc  by naprawił pęknięcia w psującym się, zdegenerowanym kościele. Franciszek, bo o nim mowa zabrał się do pracy. Zaczął od siebie. Nie zmieniał innych na siłę. Założył nowe bractwo, którego jednym z pierwszych postanowień było życie w ubóstwie. Patrząc teraz na bogaty kościół, który dla niego zbudowano w Asyżu, to nie do końca jestem przekonana, czy mu ta naprawa wyszła. Patrząc na to jak instytucja kościoła podchodzi do spraw pedofilii i nadmiernego bogactwa wśród księży, jak tuszuje jedną sprawę za drugą oraz czytając o polowaniach na czarownice, krucjatach, czy inkwizycji  to mi tego Franciszka po prostu żal. Przewraca się w grobie.

399A6998

Muszę jednak oddać sprawiedliwość świątyni, wybudowanej dla chwały Franciszka, ta bazylika jest bardzo piękna. Chwała za to architektom i budowniczym. Idealnie osadzona na zboczach wzgórza Subasio króluje z daleka nad całą okolicą.

399A7099Zaprojektowana z rozmachem na życzenie papieża Innocentego IV, jest jednym z najstarszych przykładów sztuki gotyckiej we Włoszech.

 

399A7008

Bazylika podzielona jest na dwie kondygnacje, z których wyższa miała służyć dla odprawiania liturgii, a niższa sprawowała funkcję krypty z grobem samego świętego. Górna część słynna jest przede wszystkim ze swoich fresków idących od ołtarza dookoła kościoła zgodnie z ruchem wskazówek zegara.

w środku 

Namalował je Giotto i jego uczniowie, a jego nowatorskie w tamtych czasach użycie kolorów i realistyczne odtwarzanie postaci zrewolucjonizowało zachodnie malarstwo. Malunki na ścianach przedstawiają sceny z życia świętego Franciszka.

W dolnej części jak już wspomniałam wyżej znajduje się grób Franciszka. I tutaj ciekawostka, lub nawet tajemnica.

grób Po śmierci Franciszka pochowano go w innym kościele w Asyżu, jednak papież Innocenty IV kanonizował go w bardzo krótkim czasie i zamówił wybudowanie dla niego osobnego kościoła. Spodziewał się, że do świętego, umiłowanego przez biedaków, tłumnie będą ciągnąć pielgrzymki. Tak też było, na Asyż ruszyły tłumy, a odpowiedzialni za kościół i święte zwłoki,  wystraszyli się, że jeśli po prostu postawi się przed ołtarzem grób, to zostanie on szybko rozkradziony dla relikwii. Poza tym bardzo, w owych czasach, bano się najazdów Saraceńskich. Dlatego sarkofag z trumną ukryto. Najprawdopodobniej nadzorujący budowę opat kazał ją gdzieś zamurować. Zrobiono to tak dobrze, że nikt go nie znalazł aż do 1818 roku, kiedy to, ówczesny papież wydał zgodę na odszukanie grobu. Dosłownie przekopano cały kościół i wreszcie znaleziono sarkofag z nienaruszonym ciałem świętego, a wraz z nim kilka przedmiotów, między innymi monety, koraliki, pierścień, których przeznaczenia nikt nie potrafił wytłumaczyć. Stworzyło to kilka teorii spiskowych, pogłębionych faktem, że te dziwne przedmioty zniknęły w tajemniczy sposób.

Fascynujące prawda?

Obecnie grobowiec dostępny jest dla pielgrzymów w dolnej części kościoła. Póki co nikt nie próbuje ukraść świętej czaszki.

399A7013399A7003399A7017

Przed bazyliką, dla wygody podróżujących do grobu wiernych, w  XV wieku dobudowano  renesansowy dziedziniec, otoczony kolumnadą, która wg mnie tylko dodała urody i majestyczności miejscu. 

399A7000

Na zakończenie tej krótkiej opowieści o kościele Franciszka w Asyżu szczerze wam polecam udanie się tam wczesnym rankiem. Na ulicach spotkacie tylko lokalnych i idealnie można robić zdjęcia bez foto-bomb w postaci włażących w kadr turystów. 

399A7007

 

 

Stow on the Wold

Stow on the Wold położone jest najwyżej ze wszystkich miejscowości w Cotswolds na 244m npm,  oraz bardzo nietypowo, bo na skrzyżowaniu siedmiu dróg, w tym tej najstarszej, zbudowanej przez Rzymian zwanej Roman Fosse Way. Jak na małe miasteczko przystało jest tam po prostu romantycznie uroczo. A rozwinęło się ono podobnie jak inne miejscowości w tym rejonie dzięki hodowli owiec i produkcji bardzo dobrej jakości wełnianych materiałów. Stow (13) Duży rynek świadczy o szczególnym znaczeniu miasta w przeszłości. Kiedyś odbywał się na nim słynny w rejonie, a nawet w całym kraju targ. Rocznie sprzedawano około dwadzieścia tysięcy owiec. Nadal wiele się tam dzieje, praktycznie co miesiąc organizowane są różnego rodzaju imprezy, handlowe i nie tylko.Stow (11) Stow (1)

Przyjemnie się spaceruje  po rynku i uliczkach, które pamiętają dawne dzieje. Budynki w kolorze pysznego miodu nadają miejscu tego specjalnego charakteru i atmosfery i pewnie opowiedzieć by mogły niejedną historię sprzed wieków.  Podobno jeden z tutejszych pubów, The Porch House jest najstarszą ciągle działającą gospodą w całej Anglii, pochodzi według niektórych źródeł z dziesiątego wieku.

Stow (6)Z jednej strony rynku stoi stary kamienny posąg z krzyżem, a po drugiej niesamowita pamiątka z dawnych czasów: dyby służące kiedyś do karania tutejszych złodziei. Taki nieszczęśnik zakuty w żelastwo mógł tam siedzieć bez jedzenia kilka dni, wystawiony na łaskę i niełaskę ludzi, którzy dla zabawy mogli na niego pluć, rzucać kamieniami lub choćby łaskotać godzinami. Stow (18)

Miasteczko to gratka również dla fanów fantastyki, wielbicieli Władcy Pierścieni. Pamiętacie może jak wyglądała Zachodnia Brama do Morii? Niektórzy wierzą, że studiujący w niedalekim Oksfordzie Tolkien przyjeżdżał w te strony i w lokalnym kościele pod wezwaniem św Edwarda znalazł inspiracje. Wielkie dębowe drzwi zachodniej fasady oplata masywny, kamienny portal, obramowany piękni, starymi cisami pamiętającymi czasy Cromwella. Stow (2)Jest to jedno z najbardziej fotografowanych miejsc w całym regionie. Zobaczcie fragment filmu, w którym bractwo odnajduje drzwi przy świetle księżyca, widzicie podobieństwo?

Znalezienie drzwi Durina, scena z filmu

Sam kościół jest wart odwiedzenia. Budowano go na przestrzeni kilku wieków, a jego najstarsze początki są pochodzą z czasów sprzed Wilhelma Zdobywcy. Stow (5)

Mieszkańcy Stow zapraszają do siebie zwłaszcza w maju i październiku, kiedy to odbywa się tutaj popularny Cygański Targ Koni. Sama jeszcze nie byłam, ale kto wie, może za rok.

Na zakończenie polecam jeszcze odwiedzenie małego sklepiku przyklejonego do siedziby burmistrza. Można tam zjeść najlepsze maślane cukierki przypominające w smaku nasze krówki.

 

 

Naunton – wioska w Cotswolds

Naunton, do którego was dzisiaj zapraszam położone jest w misie, której brzegi tworzą okoliczne wzgórza Cotswolds, a przez jej środek przepływa jak fajansowy wzór rzeka Windrush. 399A2130

Jest to urocza wioska, dotychczas nietknięta przez turystykę, w przeciwieństwie do swoich sąsiadek. Rozwinęła się oczywiście dzięki włókiennictwu, które kwitło w tym rejonie. Ale jej najpierwsze początki sięgają bardzo dawnych czasów.

Nie będę was oszukiwać, że ta wioska jest tak piękna jak Castle Combe czy Bibury lub, że jest tam masę rzeczy do zobaczenia lub zrobienia. Nie ma. Niemniej jednak jeśli będziecie już w Cotswolds i macie taką możliwość to wpadnijcie tu choć na chwilę. Warto przejść się spacerkiem w ciszy i spokoju i pooddychać świeżym powietrzem. Wszystkie tutejsze budynki, poza siedzibą władz lokalnych są wybudowane z lokalnego, o delikatnym miodowym kolorze kamienia i pokryte typową dla regionu, szarą dachówką. 399A2159399A2128

 

Na jednym ze wzniesień stoi średniowieczny, kamienny kościół pod wezwaniem św Andrzeja. Podczas prac remontowych znaleziono tam wyryty w kamieniu saski krzyż świadczący o sędziwości miejsca.  Świątynia ma dostojną, prostopadłościenną wieżę ze sterczynami i gargulcami, a we wnętrzu piękną, rzeźbioną, kamienną ambonę i chrzcielnicę z początku XV wieku. 399A2120

Jeśli tu dotrzecie, przyjrzyjcie się zegarowi na wieży, który posiada dwie tarcze słoneczne po dwóch stronach budowli.  Jedna ma wygrawerowany napis Lux Umbra Dei, co oznacza światło jest cieniem Boga. 399A2116

 

Z ciekawostek, jakie znalazłam na uwagę zasługuje jedynie wzmianka, że w szestnastym wieku rektorem kościoła został renesansowy poeta Ulpian Fulwell, który jako pierwszy tutejszy ksiądz wziął sobie żonę, a nawet dwie ( jedna po drugiej, nie dwie na raz)

Naunton słynie z nietypowego zabytku, wybudowanego w 1660 r gołębnika. Idąc wzdłuż głównej drogi na pewno ujrzycie drogowskaz do tego miejsca. Położony na łące, nad rzeką wygląda naprawdę malowniczo. 399A2152

 

I tyle jest tu do zobaczenia. Mnie się jeszcze spodobało drzewo, w moim mniemaniu z pośladkami, ale może to moja wyobraźnia widzi rzeczy, których nie ma. A wy jak myślicie? 399A2126

 

Jeśli będziecie mieć czas, to, po uroczym spacerze zapraszam was do pubu Black Horse Inn, gdzie można skosztować piw z lokalnego browaru i potraw z wyhodowanych tutaj produktów.

Więcej o Cotswolds tutaj: Cotswolds

Głód – pomnik w Dublinie

Po każdym powrocie z wakacji mam mózg napchany pomysłami i mnóstwem energii. Wracam do domu i wiem, że chcę, że muszę napisać o tym, co widziałam podczas podróży. Próbuję ubrać w słowa moje wrażenia, historię miejsc, które odwiedzam, czy wyłapać jakieś ciekawostki. Po majówce spędzonej w Dublinie wróciłam zachwycona i pełna melancholii. Kolejny kraj, którego historię pisała przemoc i rozlew krwi. Co z nami, ludźmi,  jest nie tak. Czemu zawsze chcemy być lepsi od innych, czemu nie akceptujemy inności ludzi, czemu tak łatwo przychodzi nam zabić, poniżyć drugiego człowieka. Tyle już złego zrobiliśmy na tym świecie i ciągle dalej i dalej brniemy w to samo. Wystarczy dać nam w łapy trochę władzy i stajemy się potworami.

399A3722

Dzisiaj opowiem wam o pomniku, a właściwie o wydarzeniach, które przyczyniły się do jego powstania. Był rok 1845. W całej Europie dużo się działo, przemysłowa rewolucja tworzyła nowe grupy społeczne, kwitł kapitalizm i rozwijały się  tendencje narodowościowe. Irlandia pozbawiona była niepodległości na rzecz Wielkiej Brytanii i w rękach angielskich magnatów znajdowały się spore połacie kraju. Irlandzcy chłopi tylko dzierżawili małe poletka na których uprawiali głównie ziemniaki i w ich formie płacili właścicielom za czynsz. Niestety rok 1845 był bezlitosny dla europejskiego ziemniaka. Pojawiła się plaga, Phytophthora Infestans, która doszczętnie zniszczyła zbiory. Na szczęście rolnicy mieli zgromadzone zapasy. Zacisnęli pasa, ale przeżyli. Rok później jednak zapasów zabrakło, a ziemniaki ciągle zjadał grzyb. Początkowo rząd angielski przyszedł z pomocą, wysyłali kontenery żywności i otwierali jadłodajnie, ale w międzyczasie były wybory i na czele stanął przywódca wigów John Russell, który wstrzymał pomoc angielskiego rządu. Zastosował tzn Laissez Faire, czyli politykę niemieszania się. Większość członków brytyjskiego parlamentu uważała Irlandczyków za ludzi gorszej kategorii, a plagę, która doświadczyła irlandzkie plony za karę od niebios. Irlandzcy chłopi głodowali, jedli, co mogli znaleźć i masowo chorowali na choroby związane z niedożywieniem, takie jak szkorbut. Jakby tego było mało, ponieważ nie mieli czym zapłacić czynszu, właściciele ziem, które dzierżawili wywalali ich, bez żadnych skrupułów na zbity pysk, a ich dotychczasowe domy rozwalali lub palili, by przypadkiem nie wrócili oni z powrotem. Z głodu Irlandczycy dopuszczali się przestępstw. Woleli by ich złapano i wywieziono do Australii, bo tam przynajmniej mieli szansę na nakarmienie. Właśnie wtedy zaczęła się masowa emigracja Irlandczyków do innych krajów i do Ameryki. Do 1852 roku, z głodu i chorób zmarło około miliona,  a opuściło kraj prawie dwa miliony jego mieszkańców. Był to najgorszy moment irlandzkiej historii.

399A3729

Pomnik Famine przedstawia właśnie takich, uciekających, głodnych irlandzkich chłopów. Chudzi, w obdartych ubraniach idą powoli przed siebie, szurając nogami po ziemi, bo nie mają siły by stawiać normalne kroki. 399A3614399A3724399A3621

Nieruchome oczy patrzą przed siebie, a twarze idąc wyrażają skrajną rozpacz, ale i determinację. Są tam mężczyźni i kobiety, a jeden człowiek niesie na ramionach zwisające mu bezwładnie dziecko. Za głodnymi ludźmi podąża wychudzony, wyglądający jak cień, ale ciągle wierny pies. 399A3717399A3715

Pomnik postawiono w Dublinie na brzegu rzeki Liffey, w miejscu, skąd wyruszył do Ameryki pierwszy statek Perseverance,  wyładowany głodnymi Irlandczykami. Jego kapitanem był 74 letni urzędnik, który rzucił bezpieczną posadkę w stolicy by pomóc transportować ludzi za ocean. Na szczęście statek i jego pasażerowie dotarli bezpiecznie do celu. Jego replika jest dziś muzeum głodu i stoi zacumowana niedaleko pomnika przy Sean O’Casey Bridge.

399A3709

Autorem pomnika jest Rowan Gillespie. Drugą, bardzo podobną rzeźbę zamówiono u niego po drugiej stronie oceanu w Toronto w Irish Park.

 

Bibury – najpiękniejsza wioska w Anglii

 

Dzisiaj opowiem wam o innej wiosce ze słynnego Cotswold, o którym pisałam tutaj Cotswolds

Spacerując po Bibury, wokół kamiennych, ukwieconych budynków lub ścieżką wzdłuż malowniczej rzeki Coln nietrudno zrozumieć dlaczego artysta William Morris nadał tej wiosce tytuł najpiękniejszej w Anglii. Od 1871 r. aż do swojej śmierci w 1896 r. ten wybitny wiktoriański poeta, projektant i artysta mieszkał w pobliskim Kelmscott Manor i lubił spacerować po pięknej okolicy otaczającej Bibury. Pragnął uspokoić swoje niespokojne serce. Zachwycał go zwłaszcza, podobnie jak i dzisiejszych turystów szereg kamiennych chałup w kolorze ochry, ustawionych bajkowo po drugiej stronie rzeki. Była to dawna część manufaktury do produkcji słynnej w tym rejonie wełny. Obecnie nazywa się Arlington Row i  widnieje prawie na każdej widokówce z Anglii. Do tych domków prowadzi ścieżka przechodząca  przez mały kamienny mostek. Bibury (34)

Naprzeciwko tych domków jest łąka – mokradło, która tworzy czteroakrowy rezerwat przyrody, przyciągając norniki wodne, traszki grzebieniaste, zimorodki, żaby i wczesne storczyki bagienne. Bibury (21)A w samej rzece i w istniejącej od 1902 roku farmie hoduje się tęczowe i brązowe pstrągi.Jest to najładniejsza farma jaka w życiu widziałam W tutejszej restauracji można zachwycać się smakiem ryb.Bibury (22)

Zaraz obok był kiedyś młyn do produkcji mąki. Podobno w średniowieczu jego właściciel młynarz, wdowiec, poślubił młodą dziewczynę o imieniu Mary. Niestety młoda dziewczyna nie pozostała długo pod urokiem bogatego wdowca i zakochała się w jego młodszym, przystojnym synu. Młynarz zawrzał gniewem. Podstępem zwabił młodzieńca na dach młyna i popchnął go w otchłań śmierci, a Mary w zimie, bez odpowiedniego odzienia wyrzucił z domu na mróz, zaryglował drzwi i biedna zamarzła szwendając się wśród mokradeł. Podobno straszy teraz w okolicy. BrrrBibury (20).jpg

Młyn na początku dwudziestego wieku przerobiono na lokalne muzeum z pokojem poświęconym Morrisowi. Niestety obecnie już nie istnieje. Koszty utrzymania w tym rejonie były za wysokie i młyn stał się prywatną rezydencją. Bibury (10)Bibury (15)Bibury (16)Bibury (5)W wiosce warto patrzeć chyba na wszystko, ale największe wrażenie robi położony nad rzeczką  imponujący hotel Swan, dawny siedemnastowieczny dwór właścicieli wioski. Bibury (27)Bibury (23)Większość starych, zachowanych budynków tutaj to budowle szesnasto- siedemnastowieczne, ale np lokalny pub Catherine Wheel pochodzi jeszcze z czasów Tudorów.

Catherine-Wheel-front-view

 

 

 

 

 

 

 

Po drugiej stronie rzeki osada jest skupiona jest wokół romańskiego kościoła pod wezwaniem Św Marii, ukrytego pięknie pod baldachimem cedrów. st-marys-church-biburyNiestety wiele oryginalnych ozdób i dzieł usunięto stąd i przeniesiono do British Museum, więc na miejscu można oglądać tylko repliki. Na skraju wioski znajduje się inny hotel Bibury Court Hotel, którego perypetie związane z dziedziczeniem tego miejsca w dziewiętnastym wieku zainspirowało Charlsa Dickensa do napisania swojej powieści Bleak House. bibury-court-hotelDziś hotel zachowuje charakter domu rodzinnego, w ogóle nie jest ponury, ale spokojny i bezpretensjonalny, z doskonałym jedzeniem. Wąska rzeka Coln biegnie przez jego ogród.

Nie będę wam opisywać historii wioski. Podobnie jak inne miejscowości w tym rejonie rozwinęła się ona wraz z boomem na tutejszą wełnę i przetrwała jak skansen w niezmienionej formie. Potwierdzam, że jest tutaj pięknie, ale atmosferę psują huragany turystów, zwłaszcza azjatyckich. Chyba nigdzie nie widziałam, poza samą Japonią takiego skupiska Japończyków.

Tu wam podam linka z noclegami w tym rejonie, ale czy znajdziecie coś taniego to nie wiem, bo popyt jest duży. http://www.cotswoldsaccommodation.com/

Polecam nawet wyrwanie się z Londynu na jednodniową wycieczkę w te rejony i przejazd przez kilka najpiękniejszych wiosek Cotswolds.

Bajkowe Castle Combe

Castle Combe jest uważany za jedną z najładniejszych wiosek w Anglii. Na niewielką społeczność składa się tylko 47  domów położonych między porośniętymi lasem pagórkami, a pełną pstrągów  rzeką Bybrook. Combe (42)

Patrząc na plan wioski wyraźnie widać dominujący w centrum plac, od którego odchodzą nieregularnie uliczki. To dowód, że miasteczko miało kiedyś prawo do targu. Pozostałością po nim jest  dominująca, pokryta dachem, średniowieczna budowla. Tworzy ona, wraz  z  XII-wiecznym kościołem św. Andrzeja atmosferę ponadczasowości.Combe (38)Combe (5)

W ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat nastąpiło wiele zmian w życiu wioski. Dwie piekarnie, mleczarnia, trzy sklepy spożywcze, poczta i szkoła zostały zamknięte, a w wiosce nie ma już lekarza ani policjanta. Teraz dominują w rejonie politycy, emerytowane gwiazdy muzyki i filmu, którzy uciekają tutaj  od zgiełku, szukając ciszy i spokoju. Wioska stała się pensjonatem celebrytów. Nawet ambasador przy ONZ, saudyjski szejk ma tu swój dom, choć odwiedza go rzadko. Castle Combe (1)Combe (10)

Spośród pracujących mieszkańców, większość to osoby dojeżdżające z innych wiosek, ale niewiele jest tutaj przedsięwzięć biznesowych zapewniających lokalne zatrudnienie. Combe (14)

Jednak ten spokój w ostatnich latach zdaje się zanikać. Sława wioski przywodzi tu tłumy ludzi z całego świata. Jak tornada przetaczają się przez wioskę autokary wyładowane turystami, jadącymi docelowo albo do Bath, albo do Oxfordu czy szekspirowskiego  Stratford. Na szczęście zabronione są tutaj tandetne sklepy z plastikowymi pamiątkami. Combe (6)

 

Trochę historii dla zainteresowanych

Ziemia położona nad Castle Combe była pierwotnie siedzibą rzymskiej willi opuszczonej w 5 wieku naszej ery. Od tamtego czasu niewiele się działo, aż do  wieku, kiedy to Reginald de Dunstanville zbudował romańską warownię na wzgórzu podczas angielskiej wojny domowej w 1135-1154 roku. Wtedy to pojawiło się słowo zamek (Castle) w nazwie.

Niestety przez kolejne kilka wieków zamek popadał w ruinę i zapomnienie. Nowi właściciele wioski wybudowali sobie inną siedzibę – Manor House, obecnie hotel, tak mocno przebudowywany, że niewiele pozostało z oryginalnej struktury. Combe (11)

Średniowiecze było  bardzo pomyślnym okresem dla wioski związanym z  rozwojem przemysłu włókienniczego w tych rejonach. Więcej pisałam o tym tutaj: Cotswolds

Czerwono-biała tkanina z Castle Combe stała się znana  na rynkach całego świata. Wraz ze wzrostem przemysłu i bogaceniem się wioski, wzrastała pozycja jej mieszkańców i na ich prośbę Henryk VI nadał miejscowości prawo organizowania cotygodniowego targu. Królująca w centrum miasta konstrukcja jest właśnie dowodem na handlową prosperitę miejsca. Combe (28)

W XVI wieku jednak wraz ze spowolnieniem przepływu Bybrook przemysł podupadł,  manufaktura sukna przeniosła się do pobliskich wiosek.

Castle Combe nie zmienił się jednak zupełnie od tamtych czasów. Spacerując przyglądajcie się dobrze detalom na budynkach, niektóre spokojnie mogą pamiętać czasy Henryka VI.

Combe (25)Combe (22)399A1947

 

By uniknąć tłumów proponuje odwiedzić wioskę wcześnie rano, gdy słońce dopiero wspina się nad horyzont, jak my to zrobiłyśmy.

399A1915a

 

Przy wyjeździe zaintrygował i zachwycił nas cudny znak. Zobaczcie.

Combe (45)

W wolnym tłumaczeniu brzmi ZWOLNIJ, DZIECI NA WOLNYM WYBIEGU – cudne prawda?

Marciac i jazz

Gaskonia kojarzyła mi się, od kiedy przeczytałam książkę Dumas, nieodłącznie z D’Artagnanem, dlatego, kiedy pojechałam w tamte rejony, rozglądałam się, szukając jakichkolwiek śladów muszkieterów. Niestety w Marciac, gdzie spędziliśmy uroczy weekend z moim mężem, ich nie znalazłam. Jest to małe, czarujące miasteczko, z końca 13 wieku, którego wszystkie ulice prowadzą do głównego, otoczonego kolorowymi domami i arkadami placu, jednego z większych rynków w tych rejonach. 399A4444399A4441399A4448

Znajduje się tu oczywiście siedziba mera, hotel, piekarnia, kilka rozkosznie wyglądających sklepików i restauracji. U szczytu placu widać iglicę gotyckiego kościoła, podobno najwyższą w całym departamencie. 399A4445399A4438

Wokół miejscowości ciągną się pozostałości dawnych fortyfikacji.  Poza sezonem letnim, kiedy z Marciac odbywa się słynny jazzowy festiwal, nie ma tu za dużo do roboty. Można wypić kawę i poczytać książkę w jednej z kafejek.

399A4449399A4502399A4436Można oczywiście przejść się po miasteczku, odwiedzić kościół i ruiny starego opactwa Augustyńskiego, gdzie teraz znajduje się właśnie całe centrum jazzowe. 399A4476399A4480

 

Raz w tygodniu odbywa się tu, podobnie jak w innych francuskich miasteczkach, targ rolniczy. A jak już mamy dość ciszy i spokoju, pod miasteczkiem jest piękne jezioro, frajda zwłaszcza dla surfujących.

399A4474

Jak wyżej wspomniałam w lipcu i w sierpniu ciche Marciac zmienia się nie do poznania. Kiedy w 1978 roku Foyer des Jeunes and Education Populaire zorganizowali w miasteczku kameralny koncert z klarnecistą Claudem Luterem, nikt nie mógł sobie wyobrazić, że kilka lat później dziesiątki tysięcy gości zgromadzą się, by oklaskiwać tutaj największe nazwiska jazzowej planety. Dzięki niestrudzonej pracy Jean-Louisa Guilhaumona, szefa lokalnej szkoły średniej festiwal rozwijał się w ekspresowym tempie. Początkowo oparty na tradycyjnym jazzie, przyniósł zespoły jazzowe w stylu Nowego Orleanu razem ze znanym paryskim klarnecistą Claudem Luterem. Wśród muzyków, którzy zagrali w Marciac, wymienić można kwartet Golden Gate, Billa Colemana, Lionela Hamptona, Dizzy Gillespie, Stan Getz, Oscar Peterson, Modern Jazz Quartet, Stéphane Grappelli, Michel Petrucciani, Sonny Rollins, Gerry Mulligan, Herbie Hancock, Keith Jarrett, Wynton Marsalis i wielu innych. 399A4504

.

Poza głównymi koncertami w namiocie rozłożonym na ten czas na boisku do rugby dużo się dzieje na ulicach miasteczka: kameralne koncerty, pokazy teatralne, przyjeżdża tu dużo rzemieślników handlujących różnego rodzaju towarami, odbywają się degustacje wina i innych trunków. Jazz in Marciac to prawdziwa gratka dla miłośników tego rodzaju muzyki.

Tu znajdziecie informacje o tym wydarzeniu i tu możecie kupić bilety: https://jazz-in-marciac.fnacspectacles.com/index.do

Musicie się jednak spieszyć, bo idą jak świeże bułeczki, podobnie jak miejsca w hotelach.