Historia jednego placka

Jak przystało na „porządnego” człowieka zaczęłam rok z postanowieniami. W styczniu mam więc dry January, czyli nie piję alkoholu. Niech sobie wątroba i trzustka odpoczną. Postanowiłam również nie jeść słodyczy, a skoro ich nie jem, to nie będę też ich piekła. To postanowienie ze słodyczami wytrwało dwa dni, bo przyjaciółka z dobroci serca podrzuciła mi do domu paczkę z własnoręcznie stworzonymi dobrociami. Jedną z tych pyszności były orzechowe ciasteczka. Postanowienie wzięło w łeb, bo jakże nie zjeść takich delicji… postanowiłam jednak wytrzymać z niepieczeniem ciast. Do wczoraj…

Jak pewnie niektórzy z was wiedzą mam w domu dwa psy. Jeden już duży, mądry, dostojny i do szpiku kości cierpliwy. Drugi natomiast to szczeniak, a jak na szczeniaka przystało zachowuje się zupełnie jak szczeniak. Dobrze że ja mam anielską cierpliwość (tylko do psów). Pewnego dnia znalazłam to moje czworonożne stworzenie w szafce, bo nie domknęłam drzwiczek. A także w zmywarce, czy na szczycie schodów, po których nie wolno mu wchodzić i wielu wielu wielu innych interesujących miejscach. 

Ale wróćmy do tematu. Wczoraj przygotowując obiad otworzyłam lodówkę by z niej wyciągnąć parę produktów. Oczywiście mała ciekawska główka była już przy mojej nodze. Ręce miałam zajęte i zanim zareagowałam maleństwo zębami, pomagając sobie łapą, ściągnęło na podłogę całą paczkę jajek. Zgadnijcie ile się rozbiło? 

Cóż było robić? Miałam paczkę mrożonych truskawek i paczkę świeżych, więc padło na ucierane ciasto z galaretką i bitą śmietanę. Przyznam się szczerze, że chciałam go ozdobić tak, by wyglądało bardzo WOW, ale mi nie wyszło. Podczas nalewania galaretki przewróciła się jedna z truskawek i wypięła na świat swój jasny tyłek. Poza tym galaretka przykleiła się do papieru, którym wyłożona była blaszka i podczas wyciągania oderwał się jej spory kawałek. Ciasto upiekło się nierówno i w żaden sposób nie potrafiłam tego zatuszować. Próbowałam jakoś ozdobić do zdjęcia, stąd tyle owoców, ale to również mi się nie udało.

Tylko psu się podobało. Warował jak… pies czekając, aż spadnie jakaś jagoda lub truskawka na podłogę.

Jeśli mimo wszystko jesteście ciekawi przepisu na to ciasto to dajcie znać to zrobię kolejny post.

Tarta jablkowo – dyniowa

Dynia w Europie pojawiła się wraz z odkryciem Ameryki. Najpierw przybyła do Francji, a stamtąd na dwór Tudorów w Anglii, gdzie słynne „pompionu”, jak ją wtedy nazywano szybko zaakceptowano jako wypełniacz do ciasta. Już w XVII wieku przepisy na ciasto z dyni można było znaleźć w angielskich książkach kucharskich, takich jak The Gentlewoman’s Companion (1675) Hannah Woolley. 

Na początku XIX wieku przepisy z dyni pojawiły się w wreszcie w kanadyjskich i amerykańskich książkach kucharskich, a ciasto dyniowe stało się powszechnym dodatkiem do obiadu na dzień Dziękczynienia. Amerykańskie tarty posiadają nadzienie z dyni, skondensowanego mleka i jajek (taki rodzaj dyniowego budyniu). Ma ono kolor od pomarańczowego do brązowego i jest pieczone na kruchym cieście, rzadko z wierzchnia warstwa. Masa jest mocno aromatyzowana cynamonem, sproszkowanym imbirem, gałką muszkatołową i goździkami. Często używa się tez ziela angielskiego, które może zastąpić goździk i gałkę muszkatołową, ponieważ jego smak jest podobny do nich obu połączonych. Niekiedy dodaje się kardamon i wanilie. Jak już wam kiedyś pisałam taka mieszanka przypraw nazywa się pumpkin spice ( o tu: https://dee4di.com/2020/10/12/dyniowe-gadki-i-jack-olantern/

Angielskie tarty czy raczej paje (pies) różnią się od amerykańskich. Jak niżej w moim przepisie dynie po prostu dusi się z przyprawami, a ciasto dzieli się na dwie części, jedna na spód, a druga do przykrycia nadzienia. Można uformować z ciasta kratkę. Ponieważ dynia sama w sobie nie ma dla mnie smaku, dlatego ja dodałam do niej jabłka.

Ciasto

  • 1,5 szkl mąki pszennej
  • 18 dag masła 
  • 1 jajko
  • 2 żółtka jajek
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 8 łyżek cukru kryształu 
  • 1 cukier waniliowy
  • 1 szczypta soli

Masa

  • 300 g miąższu z dyni 
  • 4-5 jabłek
  • 1/2 szkl cukru białego lub ciemnego (ja dałam ciemny).
  • 1 szczypta cynamonu
  • Kilka sztuk goździków
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • 3 łyżki wody

Nagrzewamy piekarnik do 180 st. 

Dynię kroimy w kostkę, wrzucamy do garnka i gotujemy z odrobiną wody na małym ogniu. Po 10 min dodajemy obrane i pokrojone w plasterki jabłka. Wsypujemy cukier. Dodajemy goździki i gałkę muszkatołową i dusimy razem, aż do miękkości. 

Składniki na ciasto zagniatamy, formujemy w kulę i chłodzimy pół godziny w lodówce. Po czym wykładamy nim dno i boki natłuszczonej i posypanej bułką tartą tortownicy 21 cm. 

Podpiekamy ciasto około 15 min w piekarniku. Studzimy. 

Wykładamy na wierzch masę jabłkowo-dyniowa i posypujemy cynamonem (ja posypałam jeszcze raz brązowym cukrem i cynamonem).

Można wcześniej zostawić trochę ciasta by je ułożyć w kratkę na wierzchu. Mnie się nie chciało (czasami lubię sobie ułatwić zadanie) i zrobiłam kruszonkę z pokruszonych herbatników imbirowych i masła. Ciasto wkładamy do piekarnika i pieczemy ok. 60 min.

KEY LIME PIE – tarta z limonki

Pewnie już wspominałam, że przez koronę odkryłam nową pasję: pieczenie ciast. Zawsze to lubiłam, ale nigdy nie miałam tyle zapału i przede wszystkim czasu. A co najważniejsze dotychczas moje dzieci nie były specjalnie za próbowaniem nowości w naszej kuchni. Na szczęście wyrosły mi super nastolatki, które lubią, gdy mama eksperymentuje. Gotujemy więc i pieczemy smakołyki z całego świata, a ja dodatkowo postanowiłam się podzielić naszymi przepisami ze wszystkimi, którzy chcą o tym poczytać. Zamiast zabierać was w podróż do miejsc, w których byłam zapraszam was w podróż po potrawach, które odkryłam. Dzisiaj będzie o pochodzącym z Florydy deserze KEY LIME PIE.

Podobno każda restauracja w Florida Keys, a zwłaszcza w Key West, serwuje to wspaniałe ciasto. Tyle jest jego odmian, ile piekarzy i każda rodzina wydaje się mieć swoją sprawdzoną recepturę. Tradycyjne nadzienie do ciasta limonkowego zawiera sok z limonki, słodzone mleko skondensowane i żółtka jaj. Miłośnicy tej cudownej tarty bez końca spierają się o właściwy sposób ich przyrządzenia. Podstawa z herbatników czy kruchego ciasta? Beza na wierzchu czy bita śmietana, czy nic? Nadzienie gotowane czy niegotowane? Zgadzają się z tym, że pod żadnym pozorem nie wolno dodawać zielonego barwnika do żywności. Nadzienie autentycznego ciasta limonkowego jest jasnożółte. 

Przepis, który ja wam podaję znalazłam w brytyjskim magazynie kulinarnym, także nie mogę gwarantować autentyczności. Potwierdzam jednak, że ciacho wychodzi boskie, ale bardzo bardzo słodkie. 

Składniki: 

300g słodkich maślanych herbatników lub kruchych ciasteczek bez nadzienia

150g stopionego masła

1 x 397g puszka skondensowanego mleka

3 średnie żółtka jaj

Skórka starta i wyciśnięty sok z 4 limonek

300ml gęstej śmietany

1 łyżka cukru pudru

Trochę startej skórki do dekoracji, choć ja sama użyłam listków mięty.

Przygotowanie krok po kroku

KROK 1

Rozgrzej piekarnik do 160C / z termoobiegiem do 140C / gaz 3.

KROK 2

Zmiel ciastka na okruchy w robocie kuchennym, przy pomocy blendera lub ręcznie (lub włóż do mocnej plastikowej torby i ubijaj wałkiem do ciasta).

KROK 3

Dobrze wymieszaj ze 150 g roztopionego masła i rozłóż na spodzie i ściankach 22 cm luźnej formy do tarty. Piecz w piekarniku przez 10 minut. Wyjmij i ostudź.

KROK 4

Do dużej miski włożyć 3 średnie żółtka i przez minutę ubijaj mikserem na kogiel mogiel.

KROK 5

Dodaj puszkę skondensowanego mleka i ubijaj przez kolejne 3 minuty, następnie dodaj drobno startą skórkę i sok z 4 limonek i ponownie ubijaj przez 3 minuty.

KROK 6

Wlej powstałą masę do brytfanki ostudzoną podstawę i wstaw z powrotem do piekarnika na 15 minut. Ostudzić, a następnie wstaw do lodówki na co najmniej 3 godziny lub na nawet na całą noc, jeśli chcesz. Kiedy ciasto będzie gotowe do podania, ostrożnie wyjmij z formy i połóż na przygotowanej paterze lub talerzu.

KROK 7

Do dekoracji delikatnie ubij 300 ml śmietanki kremówki i 1 łyżkę cukru pudru. Wyłóż na górę tarty i ozdób skórką z limonki lub czym sobie życzysz.

Na zakończenie dla zainteresowanych trochę o historii tej tarty 

Z internetu.

Kto zrobił to pierwsze ciasto limonkowe, nikt tak naprawdę nie wie ponieważ nigdy nie zostało to udokumentowane.

XIX wieku – William Curry, ratownik statków i pierwszy milioner z Florydy, miał kucharza znanego po prostu jako ciotka Sally, która przygotowywała mu takie pyszności. Niektórzy historycy uważają, że ciocia Sally nie stworzyła „Key Lime Pie”, ale prawdopodobnie udoskonaliła przysmak pożyczony od  miejscowych rybaków.

 Jedna z teorii głosi, że ciocia Sally wiedziała już, jak zrobić cytrynowe ciasto, do którego wykorzystuje również słodzone, skondensowane mleko i żółtka jaj. Ale zamiast cytryn użyła łatwo dostępnych lokalnych limonek.

  Inna teoria głosi, że poławiacze gąbek z okolic Key West przebywali na morzu przez dłuższy czas. Łowienie gąbek było kwitnącym nowym biznesem w południowej Florydzie, ale marże były niewielkie, więc racje żywnościowe na łodziachi były skąpe – trochę cukru, jajek, mleka w puszkach, krakersów sodowych, orzechów i owoców cytrusowych. I z tego ktoś stworzył delikates. Wieść szybko rozniosła się wśród rybaków, a fajne, kwaśne ciasto stało się obowiązkowe podczas tych wypraw wędkarskich. Jeden z tych mężczyzn, może nawet ten, który zrobił to inauguracyjne ciasto, podzielił się przepisem z jakąś kobietą, może z ciocią Sally!

W latach  Spisano pierwsze przepisy.. Do tego czasu wszyscy po prostu wiedzieli, jak zrobić ciasto. Limonka może być głównym składnikiem ciasta limonkowego, ale to właśnie słodzone mleko skondensowane sprawia, że ​​jest tak gładkie i pyszne.

Drzewo Limonkowe, które pochodzi z Malezji, prawdopodobnie po raz pierwszy pojawiło się na Florydzie w XVI wieku wraz z Hiszpanami. Limonki wyglądają jak mniejsze, szare cytryny.

Dzisiaj te drzewka są prawie widmem, można je znaleźć tylko w niektórych przydomowych ogródkach.

W 1994 roku – oficjele stanu Floryda oficjalnie uznali Key Lime Pie za ważny symbol Florydy.

Ciasto cytrynowo – Jagodowe

Nie jestem kulinarną blogerką, ale od czasu do czasu dzielę się z wami przepisami, które odkryłam podczas moich podróży, lub życia w Anglii i dzisiaj chciałabym wam pokazać ciasto, które mogłoby być brytyjskie, bo Anglicy uwielbiają cytrynę. Jednym z ich przysmaków jest rodzaj ucieranej babki, polane cytrynowym lukrem. Mój dzisiejszy wypiek ma jednak inne korzenie, bo pochodzi z Włoch. Kwarantanna uniemożliwia nam podróżowanie, dlatego w domu podróżuję kulinarnie, przygotowywując coraz to inne potrawy. Nie byłabym sobą, gdybym ich nie zmodyfikowała moich i tak do włoskiego cytrynowego ciasta dodałam mrożone jagody. Czemu? A bo ja akurat miałam w zamrażalniku i już był najwyższy czas by je użyć. I tak powstało takie oto ciasto Cytrynowo-jagodowe, dla efektu ozdobione listkami mięty. 

Składniki

1 szklanka oliwy z oliwek lub oleju rzepakowego

3 jajka

1 1/3 szklanki pełnego mleka

1 łyżka świeżego soku z cytryny

2 łyżki świeżej skórki cytrynowej

2 szklanki cukru

2 szklanki mąki

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1/2 łyżeczki sody oczyszczonej

1 łyżeczka soli

 Mrożone jagody (nie musicie ich dodawać).

Krem

500 ml śmietany 30 – 36% 

Pół szklanki cukru pudru

250 gr mascarpone

Sok z jednej cytryny

Łyżeczka skórki cytrynowej

Metoda: 

Piekarnik nagrzewam do 170 stopni.

W dużej misce wymieszałam razem oliwę lub olej, jajka, pełne mleko, sok z cytryny i skórkę z cytryny. Miksowałam przez ok. 2 minuty, aż powstał aksamitny krem. 

Do drugiej miski wsypałam sypkie produkty: cukier, mąkę, proszek do pieczenia, sodę i sól. Dokładnie wymieszałam, a następnie wsypałam je do mokrej masy. 

Wymieszałam dokładnie, by nie było grudek.

Całość wlałam do natłuszczonej wcześniej formy.  Na górę położyłam mrożone jagody (wy, jeśli macie możecie użyć innych owoce).  

Delikatnie widelcem wepchnęłam owoce w ciasto. 

Ciasto włożyłam do nagrzanego piekarnika i piekłam ok.30 min.  

Podczas gdy ciasto się studziło przygotowałam  krem.

Włożyłam do miski śmietanę, cukier puder i unilam na gęstą pianę. 

Pod koniec ubijania dodałam sok i skórkę z cytryny.

W osobnej miseczce delikatnie ubić mascarpone. Gdy bita śmietana była gotowa wymieszamy ją delikatnie z serkiem.

Przełożyłam ciasto kremem, a tym, co zostało posmarowałam górę i boki. Na koniec udekorowałam plastrami cytryny, świeżymi borówkami i listkami mięty.

Nam bardzo smakowało. Jeśli się skusicie to dajcie znać, czy wam smakowało. 

Smacznego!

Skojarzenie nr 3 Angielskie śniadanie

Kolejne skojarzenie i stereotyp : Brytyjczycy codziennie rano wstają i przygotowywują sobie pełne angielskie śniadanie, przed wyruszeniem do pracy lub szkoły.

 Ile w tym prawdy? Niewiele. Muszę przyznać, że Brytyjczycy kochają swoje słynne śniadania, ale to nie znaczy, że jadają je każdego dnia. 

399A6364

Angielskie śniadanie składa się zwykle ze smażonych lub sadzonych jajek, bekonu, kiełbasek, pieczarek, pomidorów, fasolki w sosie pomidorowym i chleba. Czasami dodaje się inne składniki, takie jak crumpets, black pudding, coś jak nasza kaszanka, zrobione z krwi lub smażone placki ziemniaczane zwane brown hash. Nie jada się tego jednak codziennie. Dla mieszkańców wysp jest to często niedzielna uczta, kiedy po pełnej wrażeń sobocie można wstać trochę później niż zazwyczaj, przygotować na spokojnie posiłek i spożywać go z rodziną.

Moi znajomi delektują się takim jedzeniem może raz w miesiącu i to najczęściej w porze lunchu. Nazwano to nawet Brunch (dwa słowa połączone ze sobą Breakfast i Lunch).

Angielskie puby często serwują angielskie śniadanie przez cały dzień, więc można je zjeść nawet na obiad, jeśli ktoś chce. Do śniadania oczywiście pija się herbatę. O brytyjskiej miłości do herbaty pisałam wcześniej osobny tekst i to nie jest tylko stereotyp: Brytyjczycy często piją od 3 do 7 filiżanek herbaty dziennie z odrobiną zimnego mleka.

 

Co więc tak naprawdę Brytyjczycy jedzą na śniadanie w Wielkiej Brytanii? 

Oto kilka przykładowych śniadań brytyjskich:

  • Owsianka z mlekiem, lub wodą
  • Płatki kukurydziane lub zbożowe z mlekiem
  • Tosty z dżemem
  • Tosty z masłem
  • Bacon Butty – Dwa tosty złożone ze sobą, a w środku smażony bekon, skropiony sowicie brown sauce, czyli brązowym sosem z octu balsamicznego, koncentratu pomidorowego, pieprzu i pieprzu cayenne. 
  • Tost z jajecznicą
  • Tost z jajkiem sadzonym 399A6385
  • Tost z fasolką w sosie pomidorowym (i zawsze będzie to z puszki, bo nikt w domu sam tego nie robi).
  • Naleśniki, grube amerykańskie albo takie jak nasze cieniutkie crepes z Nutellą, sokiem cytrynowym i cukrem, marmoladą, syropem klonowym (popularne, gdy w domu są dzieci).
  • Egg Soldiers, czyli jajka na miękko, a do nich pokrojone w paseczki tosty, które idealnie mieszczą się w jajku by je zamoczyć w rozpływający się żółtku. 399A5671
  • Crumpets (inna nazwa pikelet) z masłem – to takie okrągłe ciastko drożdżowe, niesłodkie, smażone jak naleśniki
  • Bubble and squeak – to najczęściej śniadanie jedzone na drugi dzień świąt lub po jakimś wykwintnym niedzielnym obiedzie. Jest to coś w rodzaju ziemniaczanego placka (z ziemniaków pozostałych z obiadu dnia poprzedniego) wymieszanych z resztkami warzyw zwłaszcza kapusty. 
  • Sausage roll – gotowa bułka z angielską kiełbaską, kupiona najchętniej w jakiejś kafejce. 
  • Słodkie europejskie croissanty lub duńskie drożdżówki najchętniej z rodzynkami i cynamonem
  • Tostowane teacake z masłem lub dżemem – drożdżówka z rodzynkami lub innymi suszonymi owocami.

 

Jeśli znacie jeszcze jakies to napiszcie w komentarzu. I też ciekawa jestem czy któreś z nich próbowaliście i jeśli tak, to, jak wam smakowało?

 

Skojarzenie nr 1 Herbata po angielsku

 Zrobiłam wczoraj długą listę stereotypów i skojarzeń, a jeszcze kilka dodaliście i muszę do tej listy dopisać.  Zabieram się więc do dzieła by się rozprawić z każdym z tych punktów, mam nadzieję, że będziecie ze mną do końca. To oczywiście będzie pokazane z mojego punktu widzenia, bazując na moim doświadczeniu i na kontaktach, które mam ze społecznością brytyjską i angielską. Jaka jest różnica między nimi? O tym też napiszę przy okazji. Jeśli ktoś się nie zgadza ze mną to chętnie na ten temat podyskutuję, pod warunkiem że będziecie mieć argumenty poparte jakimiś dowodami czy doświadczenia, a nie dlatego, że czegoś nie lubicie, bez chamstwa czy hejtu. 

 

Na pierwszy ogień idzie herbata.

399A5589male

Podaliście mi kilka skojarzeń z nią związanych: ilość wypitej herbaty, popołudniowa herbatka, cream tea, sposób podania herbaty i przede wszystkim mleko do herbaty. Przeprowadziłam badania wśród znajomych poczytałam trochę na ten temat, obejrzałam kilka filmów i programów, więc muszę wam powiedzieć, że przygotowałam się dobrze do tego tekstu. 

 

Czy Brytyjczycy są na pierwszym miejscu pod względem picia herbaty na świecie?

Nie są, nie są nawet w pierwszej dziesiątce. Tzn. każdego roku ten ranking się trochę zmienia, ale  podobno na czele znajduje się Uzbekistan, potem Kenia gdzie się tą herbatę hoduje. Wielka Brytania dominuje jednak niewątpliwie w Europie.

Według badań jeden Brytyjczyk wypija około 876 kubków w roku, czyli Łącznie Brytyjczycy piją 165 000 000 kubków dziennie, 60 000 000 000 rocznie.

 

W jaki sposób Brytyjczycy piją herbatę?

Herbata musi być mocna, ulubionym gatunkiem jest english breakfast, podana w kubku i obowiązkowo z mlekiem. English breakfast to mieszanka 3 herbat: z Kenii oraz Assam i Cejlon. Podobno idealnie pasuje z mlekiem, a śniadanie ma w nazwie, bo proponowana była szczególnie rano, ze względu na zawartość sporej ilości dawki kofeiny. Taka mocna herbata dorobiła sie nazwy builder’s tea tzn herbata budowlańca, bo podobno to oni, jeszcze w czasach rewolucji przemysłowej rozkochali sie w tym słodkim napoju z mlekiem. Nie znali kawy, więc pobudzała ich energię, rozgrzewała, a także pozwalała przełknąć to, co przynosili na lunch, czyli najcześciej suchy chleb z serem. W ostatnich czasach jednak popularność herbaty wsród pracownikow fizycznych spadła, kawa jednak wygrywa.

 Czy herbata jest podawana w  filiżance z porcelany kostnej?  

1E72EB2B-0532-4B0E-A386-49FF0090F108

Wyższe klasy społeczne,  hotele, oraz kafejki, które propagują powrót do dawnych tradycji ciągle tak podają herbatę, ale nie jest to praktyczne i w normalnych brytyjskich domach już dawno się od tego odeszło.  Herbatę pija się po prostu w kubkach. 

Z mlekiem ? 399A5587male a

Podobno na temat tego co się wlewa najpierw do filiżanki herbatę czy mleko napisano grube tomy. Według Guardiana tak Niemcy rozpoznawali brytyjskich szpiegów, bo najpierw wlewali do filiżanki mleko a potem gorącą herbatę. Skąd się to wzięło? Właśnie od tej kostnej porcelany, która jest nie tylko piękna ale i bardzo cieniutka i pod wpływem gorącego płynu mogła po prostu pęknąć. Mleko obniżało temperaturę napoju. Przeciwnicy wlewania mleka najpierw, mówią, że mleko może się zważyć pod wpływem temperatury, a poza tym osoby tracą przyjemność oglądania jak zmienia się kolor herbaty z ciemnego na taki jasny, miodowo -karmelowy. Bo herbata to nie tylko smak, zapach, to także wygląd.

Odchylony palec

W filmach często pokazują, ze wyższe klasy społeczne pijąc herbatę z filiżanki odchylały najmniejszy paluszek do tyłu, trzymając za uszko. To podobno bzdura wymyślona przez Amerykanów.  Biorąc filiżankę ze stolika, bierzemy także spodek, czy jak wolicie talerzyk i oba trzymamy w rekach. Upijając łyk herbaty odkładamy  filiżankę zawsze na talerzyk. Nigdy nie może być tak, że trzymamy w ręce tylko filiżankę, a spodek zostaje na stole. Ma to sens? To tyle z etykiety wyższych klas. 

Herbata jest w Anglii celebracją i lekarstwem na wszystko.

Wygrałeś coś? Napij się herbatki. Jesteś smutny? Zrobię ci cuppa czyli kubek herbaty. Chce ci się pić? Postawię czajnik. Zimno ci? Napij się gorącej herbaty.

 

Trochę historii  

 Herbata przyjechała do Anglii w siedemnastym wieku z kolonialnych Indii. Oczywiście na początku była towarem luksusowym, ale bardzo szybko pootwierały się w Anglii herbaciarnie,  gdzie można się było spotkać przy herbatce i dyskutować. Z biegiem czasu stała się dostępna dla wszystkich. Obecnie około 80% Brytyjczyków jest uzależnionych od herbaty. Potwierdzają to moje badania wśród znajomych,  tylko nieliczna grupa stwierdziła, że nie pije herbaty, reszta uważa że herbata jest dobra na wszystko.

Tea Dunking

Nucleus (18)

Znacie to określenie? Do herbaty obowiązkowo musi być podane jakieś ciasteczko, które będzie użyte do namoczenia w herbacie zanim się je zje. Jest to tzw. dunking. Musi to być biscuit, a nie cake- znacie różnicę ?  Jest nawet lista najlepszych ciastek które się do tego nadają. Na pierwszym miejscu jest Chocolate Digestive, później Jammie Dodgers, Bourbon Creams, Shortbread, Marland Cookies i inne.  Moczenie podobno uwalnia więcej słodyczy  poprzez rozpuszczenie cukrów, a jednocześnie zmiękczając teksturę, a także to także topi czekoladę na herbatnikach w celu uzyskania bogatszego smaku. Brytyjczycy tak kochają moczyć herbatniki że domagają się stworzenia specjalnego dnia dla namoczonych ciasteczek.

 

Cream tea czyli herbatka o piątej.


1399D88D-B53F-42B2-A510-3DCB1B404D08

Jest to lekki posiłek coś a’la nasz podwieczorek, który jadało się kiedyś pomiędzy 03:30 a piątą. Składały się na niego oczywiście herbata, małe kanapeczki, najczęściej z ogórkiem, ciasteczka, scones, małe drożdżówki i/ lub chleb z dżemem. Tradycja zaczęła się w dziewiętnastym wieku kiedy bogaci ludzie nie potrafili wytrzymać z głodu między lunchem, a kolacją.  Teraz w domach stosuje się głównie tą tradycję w przypadku młodszych dzieci. Bardzo często jest to ich ostatni posiłek, zanim pójdą spać. Małe dzieci w angielskich domach często nie jadają tego, co dorośli. Oczywiście nie wszędzie i nie wszyscy, ale spotkałam się z tym tak często, że mogę potwierdzić że zdecydowana większość Anglików tak robi.

Cream tea za to wróciła pełną gębą do kafejek,  restauracji oraz hoteli i nową modą stało się celebrowanie urodzin czy innych okazji właśnie w taki sposób. Można się też umówić z koleżankami na pogaduchy przy herbatce i ciasteczku. Jeśli ktoś z was wybiera się w Anglii, w hrabstwie Kent to mogę służyć listą adresów gdzie tak podawana herbatka jest naprawdę smaczna i cudnie wygląda. W obecnych czasach często z lampką prosecco. 

Earl Grey 

Na zakończenie wspomnę tylko o mojej ulubionej herbacie Earl Grey. Nazwa pochodzi od hrabiego Karola Greya,  brytyjskiego premiera w latach trzydziestych osiemnastego wieku, który dostał taką herbatę z bergamotą w prezencie od jakiegoś dyplomaty. A potem tylko taką pił herbatę, bo tak mu posmakowała. W sprzedaży pojawiła się pół wieku później oczywiście w Londynie. Jest to czarna herbata do której dodano olejki bergamoty, małego owocu, hybrydy pomiędzy cytryną a gorzką pomarańczą. To nadało herbacie unikalnego smaku i zapachu. Herbata nie jest tak mocna jak np. english breakfast i ma owocowy posmak, dlatego tradycyjnie pije się ją bez mleka. Dla jej smakoszy zobaczyć kogoś pijącego EARL Grey z mlekiem to jakby popełnić bluźnierstwo. Brytyjscy pijacze English Breakfast uważają Earl Grey za perfumowaną herbatę i nie sięgają po nią zbyt często. 

 

 Podsumowanie:

Herbata to ciągle najbardziej ulubiony napój Brytyjczyków, pije się ją z mlekiem, ale nie w filiżankach z porcelany kostnej (to rzadkość), ale w normalnych kubkach w domu. Herbatka o piątej stała się po prostu dziecięcym podwieczorkiem lub kolacją, a jedynie dla zachowania tradycji serwuje się nią po staremu  w różnych restauracjach czy kafejkach.

 

A już totalnie na zakończenie moja brytyjska przyjaciółka o irlandzkich korzeniach kazała mi zjeść pajdę świeżo upieczonego soda- chleba, z irlandzkim solonym masłem i popić to mocną, słodką herbatą English Breakfast, oczywiście z mlekiem. Jeśli kiedyś sprobowaliście, to dajcie znać

 

Seafood Restaurant w Padstow

Ręka w górę ilu z was wpakowałoby się do auta, by spędzić pięć godzin na autostradzie (odcinek jak z Krakowa do Bydgoszczy), tylko po to, by pojechać do słynnej z morskiego jedzenia restauracji? Ręka w górę ilu z was uważa, że trzeba być lekko stukniętym, żeby to zrobić?

Tak czy inaczej, w piątek wieczorem odstawiliśmy syna na obóz, a córkę do samolotu w stronę Ameryki, a sami ruszyliśmy w drogę. Nie będę tu szukać suspensu. Powiem od razu, że warto było. Nie tylko dlatego, że jedzenie smakowało nam wybornie. Zobaczyliśmy piękne miasteczko, cudowne kornwalijskie wybrzeże, przekonaliśmy się na własnej skórze, ile jedna osoba może zrobić dla danego miejsca i oczywiście najedliśmy się nieprzyzwoicie.

399A9119

Miasteczko, o którym chcę wam opowiedzieć, nazywa się Padstow i leży na północnym krańcu Kornwalii, kiedyś była to najzwyklejsza wioska rybacka, ale w siedemdziesiątych latach młody człowiek otworzył tutaj restaurację i się zaczęło. Teraz zjeżdżają się tu miłośnicy dobrego jedzenia z całego świata i miejsce w restauracji trzeba rezerwować z długim wyprzedzeniem. Bo młody nieznany nikomu Rick Stein stał się znanym na cały świat kucharzem. Mimo swojego monotonnego głosu zachwycił mnie najpierw swoim programem o południu Francji, którą zjeździł, a w zasadzie spłynął na barce po Kanał du Midi, gotując przy tym najcudowniejsze francuskie potrawy. Później zakochałam się w jego programach o jedzeniu w stolicach europejskich, a ostatnio wisienką na torcie był dla mnie jego program o Meksyku, bo może jeszcze nie wiecie, ale jestem wielką miłośniczką meksykańskiej kuchni. Oczywiście mam w mojej kulinarnej biblioteczce kilka jego książek. Dlatego musiałam pojechać do Padstow, czy raczej jak ostatnio nazywa się to miejsce Pad-Stein. Ekonomia całej miejscowości opiera się na związku z Rickiem. Oprócz słynnej restauracji ma on tu swoją piekarnię, pub, sklep z pamiątkami i bar szybkiej obsługi. 399A9064Poza tym pod jego nazwiskiem działa tu szkoła gotowania, organizująca poza regularnymi zajęciami, także jednorazowe kursy dla chętnych. Bardzo liczyłam, że może uda mi się dostrzec gdzieś Ricka choćby w oknie jakiegoś budynku, ale nie dane mi było. Podobno spędza pół roku w Anglii, gdzie robi swoje programy, wpadając od czasu do czasu do restauracji w Padstow, którą pod jego nieobecność prowadzi była żona i syn. Drugą połowę roku spędza w gorącej Australii, gdzie ma drugą żonę i nową restaurację.  Nie wiem, kiedy udaje mu się podróżować.

65508021_464180247662442_2744128032175292416_n

Foto z internetu

     

Tak czy inaczej, uwielbiam go oglądać, jego spokojny, momentami nudny głos działa na mnie hipnotyzująco. Jedzenie, które nam zaserwowano, też mi smakowało, ale uprzedzam, jeśli ktoś nie lubi ryb czy owoców morza to nie radziłabym się tam wybierać. Na przystawkę dostałam kruchutkiego wędzonego łososia na grillowanym chlebie na zakwasie, a mój mąż zamówił małe ośmiorniczki. Moje jedzenie było lepsze niż jego. Dla mnie to już była wystarczająca porcja, by się najeść, a tu dopiero przed nami były dania główne. Na szczęście potrawy nie pojawiają się jedna po drugiej i trzeba chwilkę poczekać na ich przygotowanie. Podobno jest to jeden z wyznaczników dobrych restauracji. Na jedzenie się czeka, bo jeśli podają od razu, za szybko, znaczy, że albo wyjechało właśnie z zamrażalki, albo potraktowano je odpowiednio gorąco mikrofalówką. Nie marudziliśmy więc, czekając. Czas umilało nam pyszne włoskie wino Gavi di Gavi. Po około 20 minutach pojawiło się przede mną kremowe risotto z homara, a mojego męża uraczono pysznie wyglądającym halibutem w krabowym sosie, ze szparagami i szpinakiem. 399A9380Tym razem to on wygrał. Nie mogę narzekać na risotto, ryż był idealny, niekluchowaty, nie rozgotowany, jak to się czasami zdarza, a sos z homara dobrze przyprawiony, ale rybka była po prostu lepsza. Ponieważ jednak planujemy się odchudzić, odmówiliśmy sobie deseru, czego teraz żałuję, ale w tamtym momencie nie byłabym w stanie przełknąć nawet kęsa.

W restauracji w środku trochę brakowało mi klimatu, pomysłu. Była to po prostu zwykła biała sala, z barem na środku, w którym, na naszych oczach przygotowywano również przystawki. Na stolikach białe obrusy i jedliśmy z białej zastawy. Jedyną atrakcją były wiszące na ścianach obrazy. By podkreślić sterylność miejsca, większość kelnerów chodziła w długich, idealnie wykrochmalonych fartuchach.  Taki styl jak na mój gust, trochę przeterminowany. Nienaganne menu drukowane jest codziennie na twardej kartce, bo oczywiście to, co będą serwować, zależy od tego, co uda się danego dnia, kupić od lokalnych rybaków i farmerów. I to jest niewątpliwy plus tego miejsca.

 

O samym miasteczku napiszę osobny tekst i pokaże wam stamtąd kilka zdjęć. A na zakończenie u dołu link do restauracji, gdybyście kiedyś wpadli na pomysł, by skosztować słynnych przepisów Ricka Steina.

 

https://www.rickstein.com/eat-with-us/the-seafood-restaurant/

 

Guinness Pie na Świętego Patryka

Dzień św. Patryka

Dzień Świętego Patryka obchodzony jest podobno w większej liczbie krajów na świecie niż jakakolwiek inna uroczystość. To, co przed wiekami było świętem religijnym, jest dziś świeckim festiwalem celebrującym i propagującym kulturę, muzykę oraz kuchnię irlandzką na całej kuli ziemskiej. Świętować ten dzień z Irlandczykami, to jak przenieść się w świat pełen zieleni i muzyki.

W tym dniu, czyli 17 marca każdego roku, irlandzcy właściciele barów i księża wstają wcześniej. Ci pierwsi, by przystroić i przygotować lokale do przyjęcia mnóstwa świętujących gości, ci drudzy  – żeby przed śniadaniem zdążyć wszystkie te miejsca poświęcić. Rozśpiewani i roześmiani od ucha do ucha biesiadnicy przekraczają progi barów, gdy tylko właściciele otworzą ich podwoje. Wcześniej jednak świętujący nabierają sił do całodziennej zabawy, spożywając typowo irlandzkie śniadanie. Do wyboru mają jajka z podpieczoną irlandzką kiełbasą, posiekaną i usmażoną peklowaną wołowiną, owsiane ciasteczka z sosem z lokalną whiskey (nie mylić ze szkocką whisky) lub francuskie rogaliki nadziewane masłem z likierem Baileys.

Dzień św. Patryka w Irlandii jest dniem wolnym od pracy, dlatego celebrujący spędzają przy stole długie godziny. Bardzo charakterystyczny dla tego święta jest również kod ubraniowy – obowiązkowym elementem jest jakakolwiek część garderoby w kolorze zielonym, a głowę przyozdabia się kapeluszem skrzata leprechauna, z irlandzką zieloną, trójlistną koniczyną albo tradycyjnym cylindrem z wielkim napisem Guinness. Bardzo często można spotkać też świętujących z twarzami pomalowanymi w irlandzką flagę lub z zielonym manikiurem. Zresztą nie tylko w Dublinie, ale i na ulicach wielu miast na całym świecie odbywają się tego dnia uroczyste parady, podczas których rozbrzmiewa słynna celtycka muzyka wygrywana na harfach, dudach i bębnach “bodhran”. Odbywają się też pokazy irlandzkiego tańca, a w irlandzkich pubach na całym świecie wznoszone są huczne toasty piwem Guinness za pomyślność i szczęście w życiu. Gdzieniegdzie można nawet dostać szklankę piwa za darmo, na koszt lokalu.

Właściwe nalewanie Guinnessa to prawdziwa ceremonia. Zgodnie z tradycją, barman napełnia tym ciemnym piwem trzy czwarte szklanki, po czym stawia ją na ladzie i odchodzi, dając czas białej, gęstej pianie na powolne oddziela się od czarnego piwa. Pod żadnym pozorem nie można w tym czasie   zabrać szklanki z kontuaru, a skosztować piwa wolno dopiero wtedy, gdy barman doleje trunek do pełna i utworzy się wyraźna granica pomiędzy piwem i pianą. Doświadczeni barmani tak nalewają Guinnessa, że tworzy się na piance tradycyjny znaczek koniczynki.

Guinness służy Irlandczykom nie tylko do picia, ale też do przyrządzania najbardziej popularnych potraw z Zielonej Wyspy: Guinness Stew, czyli rodzaju piwnego gulaszu czy Guinness Pie, czyli mięsa duszonego w piwie i zapiekanego w cieście. Jako tradycyjne przystawki do tych dań podaje się duszoną i zapiekaną kapustę, typowy, bogaty w smaku chleb wypiekany na sodzie lub Colcannon, czyli ziemniaczane puree z jarmużem, cebulą i mlekiem. Na bazie tego stouta przygotowuje się także mocno czekoladowe ciasto – Guinness cake.

399A8215Guinness pie – przepis

SKŁADNIKI

25 g mąki pszennej

900 g mięsa wołowego na steki

20 g masła

1 łyżka oleju roślinnego

2 duże białe cebule

2 marchewki

2 łyżeczki sosu Worcestershire

2 łyżeczki przecieru pomidorowego

500 ml Guinnessa

2 łyżeczki cukru

Sól i pieprz

Białko do posmarowania

Paczka gotowego ciasta francuskiego

METODA

Pokrojoną w kostkę wołowinę dokładnie obtoczyć w mące wymieszanej z solą i pieprzem. Masło i olej rozpuścić na patelni. Smażyć mięso małymi porcjami, tak, żeby kawałki były lekko przyrumienione z każdej strony.

Usmażone mięso odłożyć na bok, a na patelnię wrzucić cebulę i marchewkę, a następnie delikatnie obsmażyć. Dodać usmażone mięso i skropić wszystko sosem Worcestershire. Dodać przecier pomidorowy, Guinnessa i cukier. Doprowadzić do wrzenia, a następnie zmniejszyć gaz, przykryć i dusić około 2 godziny.

Nagrzać piekarnik do 200C.

Rozwałkować jedną część ciasta francuskiego i wyłożyć nim żaroodporne naczynie tak, aby ciasto wystawało około 2 cm poza jego brzeg. Gdy nadzienie jest gotowe, przełożyć je do naczynia wyłożonego ciastem i przykryć drugą, rozwałkowaną częścią ciasta oraz ścisnąć mocno ze sobą oba jego ciasta. Całość posmarować rozbitym białkiem.

Widelcem lekko ponakłuwać wierzchnią warstwę.

Piec 30-35 minut, aż ciasto nabierze złocistego koloru.

SMACZNEGO

Cheese Fest w moim Kent

Jedliście kiedyś macaroni cheese na śniadanie? To taka amerykańska potrawa, makaron z sosem serowym. Mnie się to przydarzyło w ostatni weekend, ale to nie był taki zwykły sos, bo kucharz ugotowany makaron włożył do wielkiego serowego koła i dobrze natarł, a na wierzch położył uduszone, pięknie pachnące pieczarki.collage cheese wheel  Byłam w raju. Serowym raju. Bardzo niedaleko mnie, na terenie Kent Showground zorganizowano po raz pierwszy Festiwal Sera (CHEESE FEST). Zaproszono niezależnych producentów i sprzedawców z całego kraju. Mimo, że Anglia z sera nie słynie, to naprawdę było w czym wybierać, od tradycyjnego angielskiego cheddara, poprzez produkowane tutaj sery podpuszczkowe, stiltony,  podobne do aksamitu roztopione raclette, do smażonych paluszków z mozzarelli lub frytek z halloumi. Byli również producenci z innych krajów. Mogliśmy testować do bólu. collage testowanieRodzajów były setki. Odkryliśmy sery o których nie mieliśmy pojęcia, np czarne z dodatkiem węgla. Pokażę wam kilka zdjęć i założę się, że nie powstrzymacie lecącej ślinki. Nam spodobały się dwa stoiska jeden z różnymi rodzajami cheddara ( z prosecco, z truskawkami, mango, whisky, imbirem itd) a drugie stoisko z tzw bombami z Lancashire. collage serycollage sery1

 Osoby o słodkim podniebieniu też miały w czym wybierać, bo było stoisko z niebiańskimi sernikami i tradycyjnymi fudges angielskimi czyli czymś w rodzaju naszych kruchych krówek. collage sernikPomiędzy  jednym kawałkiem sera, a drugim przepłukiwaliśmy gardła było przy pomocy wina lub piwa od lokalnych producentów. Poza serowymi przysmakami znalazło się parę innych delikatesów, były najprawdziwsze trufle, których cena zachwycała bardziej niż niejeden ser, oliwki jako dodatek do fety, siatki na zakupy, kiełbaski, angielskie pies  czy wędzony czosnek, co było dla mnie nowością, bo nie mam pojęcia jak i z czym się to je. collage czosnekcollage inne rzeczycollage inne rzeczy1

Jakby tych atrakcji było mało o swoim serowym biznesie opowiadał nam angielski aktor – kucharz Sean Wilson, znany z brytyjskich seriali, zwłaszcza z Coronation Street.collage Sean Wilson