Miał być dom… domu nie było- dobry scam

Od ponad 10 lat corocznie jeździmy w pięć rodzin na wspólne wakacje. Dotychczas pakowaliśmy się do aut i jechaliśmy do któregoś z sąsiednich krajów; Francja Belgia, Niemcy, najdalej wyrwaliśmy się do Szwajcarii. Postanowiliśmy jednak coś zmienić. Przez te wszystkie lata dzieci nam dorosły i podskórnie czuliśmy, że będzie to nasz ostatni wspólny wypad w takim składzie. Już niedługo nasze nastolatki będą wybywać same. Wpadliśmy, więc na pomysł by pożegnać dzieciaki wyjazdem dla nich, tzn bez zwiedzania zamków, miasteczek czy katedr, za to z basenem i słoneczną pogodą ( okazało się, że nie do końca znamy nasze dzieci, ale o tym później). Padło na Teneryfę. Wiele miesięcy przed planowanymi wakacjami zarezerwowaliśmy dużą willę na 20 osób przez dość znaną agencje HomeAway, zapłaciliśmy depozyt, a resztę mieliśmy dopłacić po kilku miesiącach.  Kupiliśmy też bilety na samolot. Z niecierpliwością czekaliśmy nadejścia dnia wyjazdu. Około miesiąca później zniknęła spora kwota z karty kredytowej mojego męża. Bez żadnego ostrzeżenia, bez zawiadomienia. Maciej przeprowadził śledztwo i okazało się, że pieniądze ściągnął właściciel domu na Teneryfie. Dużo przed czasem. Zadzwoniliśmy do agencji i ta potwierdziła, że dom jest zarezerwowany dla nas. Przestaliśmy się martwić i wyczekiwaliśmy urlopu. Dwa miesiące później dostaliśmy powiadomienie od agencji, że przestają obsługiwać ten dom i jesli mamy rezerwacje to musimy się skontaktować z właścicielami. Napisaliśmy maila i dostaliśmy szybką odpowiedź, że wszystko jest tak jak było i dom na nas czeka w październiku. Zostało trochę ponad tydzień do wyjazdu gdy jedna z nas Narinder zapytała czy na miejscu są ręczniki czy musimy je zabrać ze sobą. Wysłaliśmy kolejnego maila do właściciela domu. Odpowiedz nie przyszła. Wysłaliśmy więc drugiego, potem trzeciego, czwartego… cisza. Zaczęliśmy więc szperać po internecie. Znaleźliśmy nazwisko osoby, która podawała się za właściciela willi, a pod nią dobrych kilkadziesiąt skarg, zażaleń, zlych opini. Wszyscy opowiadali te sama sytuacje: miał być dom, a domu nie było. Maciej zadzwonił do HomeAway, a tam jak tylko usłyszeli nazwisko i adres domu to zrobiło się cicho w słuchawce. Otworzyli sprawę, podali nam numer referencyjny i kazali dzwonić na drugi dzień.  Zebraliśmy się w te pędy na kryzysową naradę w domu u jednej z koleżanek i tak całą bandą zadzwoniliśmy ponownie do pośrednika. Muszę przyznać, że pan, który z nami rozmawiał był niezwykle cierpliwy. Kojarzyl sprawę i wytłumaczył nam krok po kroku co się stanie. Zadawaliśmy mu setki pytań, a on na każde uprzejmie i ze spokojem odpowiadał. Muszę przyznać, że z naszej strony też była pełna kultura. Facet nam obiecał, że nam znajdą alternatywę, przyślą listę domów, z których będziemy mogli sobie wybrać coś zastępczego. Niestety za nową rezerwację musieliśmy ponownie zapłacić całą kwotę, a nawet więcej, bo dom, który wybraliśmy był droższy. Pan nam jednak obiecywał, że wyślą sprawę do ich ubezpieczyciela, a oni powinni oddać nam za ten dom, którego nie dostaliśmy, a także pokryć nadwyżkę za dom, do którego ostatecznie mielismy jechac. Nie potrafił nam jednak tego zagwarantować na sto procent. Zdecydowaliśmy się jechać, bo bilety na samolot były, nasze duże dzieci były wyraźnie podekscytowane wakacjami i nie chcieliśmy im tego robić i odwoływać wszystkiego. Polecieliśmy w nienajlepszych nastrojach. Co jakiś czas ktoś z nas wynajdywał jakieś perełki o tym jak to ubezpieczenie odmówiło tym czy tamtym w podobnych sytuacjach jak nasza. W końcu prawie pogodziliśmy się, że pieniędzy już nie zobaczymy, nie ma co się łudzić, lepiej po prostu nie myśleć i się bawić na tych wakacjach jak najlepiej.

Dom był fajny, lepszy niż ten, który mieliśmy mieć, przypominał hiszpańską, kolonialną rezydencję,  z super basenem, stołem do tenisa, wielkimi pokojami itp. Jedyny mankament był taki, że dzieciom jednak zabrakło tych naszych podróży po zamkach czy katedrach… bo ileż można się pławić w basenie. 

 

Tydzień po  powrocie dostaliśmy maila, że musimy dosłać potwierdzenia, wyciągi z banku etc. Musieliśmy to wysyłać kilkakrotnie, bo to niewłaściwy skan, albo zły plik. Myśleliśmy, że zwariujemy, jakby nas brali na przetrzymanie. W końcu przyszła wiadomość, że sprawa jest w toku, a tydzień później, że jest rozpatrzona pomyślnie. Po dwóch dniach przyszło zawiadomienie, że wysłali czeki.

 Nie chcę myślec, co by było gdyby Narinder nigdy nie zapytała o ręczniki…

Epilog

Czeki przyszły pocztą, listonosz wrzucił przez skrzynkę i wylądowały na podłodze. A myśmy od miesiąca mieli młodego szczeniaka w domu. Akurat był sam. Fruwające listy wydały mu się fantastyczną zabawą. Gdy wróciliśmy do domu na podłodze walały się tylko ich resztki…

img_6464

 



Kategorie:Hiszpania, Moje zapiski własne, Podróże po Europie, Wspomnienia

35 replies

  1. A to ci historia! 🙂 Zwłaszcza epilog niebanalny 😀

    Polubione przez 1 osoba

  2. Historia bardzo mnie zaciekawiła gdyż tydzień temu korzystałem z Airbnb i wyobrażałem sobie podobne scenariusze. Cieszę się, że HomeAway dołożyło starań żeby jednak wakacje doszły do skutku. Natomiast historia czeków to już historia do kabaretu Zielona Gęś 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

  3. No to pieseczek zaczął życie na bogato-)
    Historia taka jak Twoja czasami się darza, znikają domy, znikają właściciele, znikają pieniądze.
    Dobrze, że w sumie wszystko pozytywnie się skończyło.
    Tylko szkoda nerwów i straconego czasu na załatwianie formalności.
    Pozdrowienia!

    Polubione przez 1 osoba

  4. No to mieliście przeżycie. A z tymi nastolatkami już tak jest, jak nauczysz dzieciaka, że zamki, pałacyki i inne ruinki, to jak dorośnie basen jest fajny i owszem, ale nie przez cały czas na urlopie 😉

    Polubienie

  5. W jaki sposób płaciliście? Przez Booking czy przez agencję turystyczną? Ja czasami podróżuję 5-10 miesięcy w roku, łącząc pasję z pracą i nigdy mi się coś takiego nie trafiło

    Polubienie

  6. No niestety zdarzyło mi się podczas wyjazdu „pocałować klamkę”, niemiłe uczucie, na szczęście miałam płacić na miejscu. Tyko nerwy z szukaniem czegoś na szybko…

    Polubienie

  7. współczuje takiej historii… zawsze mam obawy przed rezerwacją prywatnych kwater, dlatego wolę dopłacić i zatrzymać się w hotelu.

    Polubienie

  8. Pech gonił pech.Ale finalnie udało się odzyskać te pieniądze?

    Polubienie

  9. My wyjeżdżamy tylko we trójkę (model 2+1) i bardzo nam to pasuje. Jesteśmy mobilni, niezależni i robimy w trakcie podróży to, na co mamy ochotę 🙂

    Polubienie

  10. Czy pies poszedł chociaż spać głodny za karę? 😀

    Polubienie

  11. O rany :O :O. Ja to bym się chyba załamała. Podziwiam Was za opanowanie i podejście! To na pewno nie były małe kwoty. Przykre, że musieliście doświadczyć czegoś takiego, bo wakacje powinny wiązać się przede wszystkim w odpoczynkiem i relaksem, a nie stresem i obawami.

    Polubione przez 1 osoba

  12. Wspaniała historia. A przedstawiliście ją ubezpieczycielowi? Może wyśle czeki raz jeszcze? 😉

    Polubione przez 1 osoba

  13. Heheh ostatnio widziałam w necie wpis o tym, że psiak pogryzł jakiejś Chince paszport i nie mogła wrócić na święta do Wuhan .. wasz zabawił się czekami, trzeba wierzyć, że miało to jakiś głębszy sens.
    A tak na serio to trzeba uważać na oszustów są każdej branży niestety

    Polubione przez 1 osoba

  14. Dobra historia, ja przejechałem się kilkakrotnie na Airbnb, więc niepokój o nocleg w trakcie podróży jest mi doskonale znany. Dobrze, że wszystko skończyło się dobrze. No może nie wszystko, ale kto w XXI wieku wysyła czeki?! Serio? Też płaciliście czekami?

    Polubienie

  15. ‚Pies jadł mi pracę domową’ wydawało się zawsze takie nierealne. 🙂 a tutaj proszę, porwal się na coś znacznie bardziej wartościowego 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  16. Takiego zakończenia się nie spodziewałam. Teraz już nie wiem czy scamerem był właściciel domu, czy jednak młodociany pies przestępca 😉

    Polubienie

  17. Ale historia! Niestety tak czasami się zdarza z różnymi domami, dlatego też najczęściej zatrzymuję się w hotelach i używam karty, na której trzymam tylko minimalne środki. A epilog z psem miażdży! Dosłali te czeki raz jeszcze? 🙂

    Polubienie

Księga gości

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: