Postanowiłam napisać o Antibes, choć nie należy do małych miasteczek. Ma jednak ich klimat i urodę, zwłaszcza stare miasto. Spędziłam tam dużo za mało czasu, tylko jeden dzień, po którym wyjechałam zauroczona. Bardzo chętnie pomieszkałabym tam dłuższą chwilę. Ostatnio coraz częściej marzę, by podróżować niespiesznie, mieszkając w jednym miejscu miesiąc lub dwa. Nie zobaczyłabym wszystkiego na świecie, ale przecież nikt nie jest w stanie zobaczyć wszystkiego. Może po prostu postawić na jakość, a nie ilość.
Początki Antibes sięgają czasów starożytnych Greków, którzy zbudowali tu swoją kolonię, potem przejętą przez Rzymian. W początkach poprzedniego wieku miejsce to ponownie zostało odkryte dla świata i obecnie należy do najpiękniejszych na Riwierze Francuskiej. Leżąc na wschód od słynnego Cannes, Antibes oferuje spokojniejszy, bardziej tradycyjny klimat. Jego stare, malownicze centrum to labirynt brukowanych uliczek i budynków bogato porośniętych kwiatami i różnego rodzaju pnączami, w których mieszczą się przytulne kawiarnie, hoteliki, bary, lodziarnie, galerie i sklepiki o różnorodnym asortymencie. A w samym sercu tego czarującego miejsca pulsuje prawdziwy prowansalski targ, gdzie można kupić praktycznie wszystko, co się produkuje w Prowansji i nie tylko. Zdecydowanie polecam szwendanie się wzdłuż stoisk pełnych kolorowych warzyw, owoców, serów, przypraw itp
Po drugiej stronie Antibes ciągną się złote piaszczyste plaże, które zakrzywiają się wokół słynnego Cap d’Antibes, gdzie ogrodzone wille bogaczy między innymi Abramowicza siedzą sobie leniwie wzdłuż skalistego wybrzeża.
Kiedy czyta się o mieszkańcach lazurowego wybrzeża, przeplatają się nazwiska najsłynniejszych ludzi na świecie. Swoje domy kupują tu pisarze, artyści, aktorzy, muzycy, politycy itd. I naprawdę im się nie dziwie. To prawda, że plaża jest zatłoczona, i aby przejechać z jednego miasteczka na wybrzeżu do drugiego, trzeba się wykazać świętą cierpliwością, bo auto porusza się w korkach z szybkością ślimaka. Niemniej jednak nie ma drugiego takiego miejsca na świecie. Tej atmosfery, tej radości, czuje się tu niesamowity przypływ energii twórczej. Zwłaszcza jeśli nie skupiamy się na oczywistościach. Tak pewnie czuł się tu Picasso, gdy latem 1946 roku z kochanka Françoise Gilot opuścili Paryż i udali się na południe Francji. Zatrzymali się u przyjaciela grawera, Louisa Fortu. W swojej książce „Życie z Picasso” Gilot opisuje maleńką wioskę Golfe-Juan na wybrzeżu między Antibes i Cannes jako spokojna i pusta. W dzisiejszych czasach tętni turystami, a na plaży pełno jest roznegliżowanych turystów na leżakach i drogich restauracji. To na tej plaży Picasso spotkał innego przyjaciela, fotografa Michaela Simę, który powiedział mu o pokoju w Château Grimaldi, rzymskim forcie, odrestaurowanym i zamienionym na muzeum przez francuski rząd.
Ówczesnemu kuratorowi brakowało pomysłów skąd wziąć rekwizyty do nowo-powstającej placówki i dlatego z mila chęcią oddal malarzowi do dyspozycji całe drugie piętro budynku. Picasso mieszkał tam tylko dwa miesiące. Nie brakowało mu wówczas ani motywacji, ani inspiracji. Według umowy malarz miał udekorować ściany zamku zamiast czynszu. Ponieważ jednak remont nie był kompletnie wykończony, ściany nie nadawały się do pomalowania. Picasso w zamian podarował muzeum wszystkie dzieła, które stworzył w tym miejscu pod warunkiem, że nigdy nie mogą być sprzedane. Jeśli ktoś chce je zobaczyć, musi przyjechać do Antibes — powiedział.
Obecnie zamek przemianowano na Muzeum Picassa i poza dziełami podarowanymi przez malarza, muzeum kupiło ponad 140 dodatkowych eksponatów. Kobietę, która wówczas przebywała z Picasso, Françoise Gilot, można zobaczyć prawie na każdym obrazie mistrza, jako nimfę, kota, boginie księżyca, kwiat czy rybę. Kiedy inny artysta Matisse przyjechał do muzeum i zobaczył długi panel a na nim rozciągnięte nagie ciała Gilot, rozłożonej prostopadle pod kątem, spędził przy nim całe popołudnie, szkicując i robiąc notatki, oraz próbując zrozumieć, co Picasso zrobił z górą i dołem ciała.
Nie będę się tu bawić w analizowanie dzieł Picasso, podejrzewam, że nie wszyscy lubią jego twórczość, niemniej namawiam do odwiedzenia jego muzeum w Antibes. Aby zobaczyć, jaki wpływ może mieć miejsce na człowieka.
Kilka fotek z miasta:
W pięknym miejscu zdarzyło się mieszkać Picassie 😉 Te uliczki, kramy, budynki – u mnie wywołały falę samych pozytywnych emocji. Aż zapragnęłam lata…
PolubieniePolubienie
Zupelnie inny klimat niz Cannes czy pelne turystow St Tropez! Piekne miasteczko, w ktorym i ja chetnie bym zostala na dluzej 🙂
PolubieniePolubienie
Łoooo ale wspomnienia! Byłem w Antibes dwa razy jako nastolatek! Dzięki za przywołanie pięknych wspomnień! 🙂
PolubieniePolubienie
Cudownie, pięknie, uwielbiam takie miasteczka. Ja z Lazurowego Wybrzeża płynęłam na Korsykę w której się zakochałam. Tam też można spotkać takie perełki.
PolubieniePolubienie
Jest pięknie! Tak na wskroś …francusko 😀 Też chce mi się szwendania po takich miejscach, uwielbiam poznawać je swoimi oczamia również 😀
PolubieniePolubienie
Właśnie nie koniecznie lubię Picassa, jednak już będąc w takim miejscu, poszłabym zwiedzić jego muzeum. Zaciekawiła mnie też jego kobieta, od razu ją wygooglałam. Okazało się, że dalej żyje!
PolubieniePolubienie
Wow, poważnie, nawet nie wiedziałam. Tez idę googlowac
PolubieniePolubienie
Antibes jest bajeczne! Miałam okazję odwiedzić kilka lat temu i chętnie bym tam wróciła. Piękne zdjęcia!
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Muszę przyznać, że w Antibes byłam kilka razy, zawsze wieczorem i kojarzy mi się głównie z imprezami 😉 no ale teraz to widzę że muszę nadrobić! 😱
PolubieniePolubienie