Majowy weekend w Berlinie cz.1

By

Czy warto pojechać na długi majowy weekend do Berlina? Zdecydowanie warto. Można tak sobie rozłożyć czas by zobaczyć jak najwięcej bez zbytniego wysiłku. My pojechaliśmy groupą 10 osób i baliśmy się, że będziemy mieć problemy ze znalezieniem restauracji, czy pubu, który by pomieścił tyle osób. Nic z tych rzeczy. Zwiedzanie było przyjemnością. Chodziliśmy dużo i daleko, a pogoda tylko dodawała nam skrzydeł. Jeszcze przed wyjazdem zarezerwowaliśmy tour po Berlinie z przewodnikiem z firmy Oryginal Berlin Walks. Original Berlin Walks

399a3381Trochę niepokoiliśmy się, że dołączą nas do wielkiej grupy ludzi i będą gonić po mieście w tempie lamparcim. 399a4257Tymczasem ten spacer po Berlinie był dla wielu z nas punktem kulminacyjnym całego wyjazdu. Zwłaszcza zachwycił nas przewodnik Darren, uroczy Irlandczyk z poczuciem humoru. 399a3744Wiedza jaką posiadał rzuciła nas przed nim na kolana. Wiedział chyba wszystko o Berlinie, zwłaszcza z czasów drugiej wojny światowej, a co ciekawsze opowiadał nie tylko o suchych faktach, ale o ludziach, o mentalnych skazach, o tym, że im więcej się studiuje i czyta o tym okresie, tym mniej się z tego rozumie. Bo nie można zrozumieć, że to zwykli ludzie, innym zwykłym ludziom zgotowali taki los. Postanowiłam sobie, że opiszę poszczególne miejsca, o których oprowadzał nas Darren w osobnych, krótkich opowiastkach, w kolejnych odcinkach wyprawy po Berlinie.

399a3720Mieszkaliśmy w samym centrum, w hotelu Gat Checkpoint Charlie, czyli niedaleko słynnego, czy raczej niesławnego przejścia pomiędzy wschodnim, a zachodnim Berlinem. Hotel spełnił nasze oczekiwania, był wygodny, czysty, bez jakiś wyimaginowanych wygód, ale o to nam chodziło, by po dniu pełnym wrażeń móc się dobrze wyspać. 399a3918Na dole był bar czynny do 1am, gdzie po powrocie ze zwiedzania mogliśmy się jeszcze napić dobrego piwa w litrowym kuflu (te litrowe kufle pełne piwa to była dla nas jedna z większych atrakcji). Na śniadanie był duży wybór i w większości były to dobre rzeczy, choć trochę jednostajne. Rozczarowaniem były napoje: zimnawa kawa, niesmaczna herbata i zwłaszcza soki, mocno rozcieńczone wodą. Jeśli spodziewacie się dobrej śniadaniowej angielskiej herbaty to podobnie jak nasza przyjaciółka Monica, możecie się rozczarować.  Gat Checkpoint Charlie

399a3684Na kolację zarezerwowaliśmy pierwszego dnia typowo niemiecką restaurację Maximilians. Był to dobry pomysł, bo następnego dnia szukając restauracji znaleźliśmy się we włoskiej tawernie, w której sporo rzeczy pozostawiało wiele do życzenia. Zwłaszcza włoski kelner, który był chyba leciutko podchmielony, żarty miał na granicy przyzwoitości i notorycznie zapominał naszych zamówień. Pochwalił się nam, że ma żonę Polkę, ze Szczecina. Muszę tutaj zaznaczyć, że obsługiwanie naszej grupy czasami nie jest łatwe, bo lubimy zmieniać zdanie i komplikować sytuację. Nie mniej jednak obsługa mogła być milsza. Jeśli chodzi o jedzenie, to serwowany makaron był bardzo dobry. Gorzej było z pizzą. Mój tzw pizza bread był mocno przesuszony i gdyby nie oliwę z czosnkiem, które dostałam jako dressing, to byłoby ciężko go zjeść. Lody na deser były dobre, ale nie zachwycały. Później przeczytaliśmy artykuł, o tym, że włoskie restauracje w Berlinie nie cieszą się dobrą sławą, są raczej na miernym poziomie. Szkoda, że nie wiedzieliśmy wcześniej. Choć pewnie niewiele by to zmieniło. Po 5 godzinach chodzenia byliśmy głodni i zmęczeni i po prostu chcieliśmy coś zjeść.

O wspomnianej wyżej niemieckiej restauracji Maximilians napiszę osobny tekst. Dla zainteresowanych podam jednak link tutaj, niestety jest tylko po niemiecku:  Maximilians Restaurant

399a3692Zanim pojawiliśmy się w Berlinie zarezerwowaliśmy sobie jeszcze jedną atrakcję na sobotni wieczór. Był to burlesque show w klubie Kleine Nachtrevue, jedna z fajniejszych rzeczy jaką miałam okazję doświadczyć. Przed wejściem obstawialiśmy czy zobaczymy kobiece sutki, jak się okazało zobaczyliśmy znacznie więcej. Ale nie będę zdradzać. Muszę jednak napisać, że show, mimo swojej intymności nie był wulgarny, był wykonany gustownie i niejednokrotnie zabawnie. Zdecydowanie damskim faworytem był taniec Kevina z ręcznikiem. Na pewno poświęcę temu miejscu osobny artykuł, ale dla ciekawych tu jest link:Kleine Nachtrevue Burlesque Show

Kolejnego dnia zafundowaliśmy sobie bardzo długi spacer praktycznie przez całe historyczne centrum Berlina Mitte, później przez blokowiska typowe dla czasów komunistycznych aż do największej na świecie galerii murali na powietrzu. Władze miasta pozwolili artystom z różnych krajów na pokrycie malowidłami pozostałości po dawnym murze odgradzającym Berlin Wschodni od zachodniego. Oczywiście napiszę o tym osobny tekst, bo jest to jedno z bardziej intrygujących miejsc w Berlinie. Tutaj na zachętę pokażę wam kilka fotek:

399a4052399a4028

Wieczorem wybraliśmy się za to do najwyżej położonego w Berlinie pubu. Jeszcze przed wyjazdem mój tato, który przez wiele lat pracował w Niemczech namawiał mnie gorąco na odwiedzenie tego niesamowitego reliktu z czasów komunistycznych. Mam na myśli wieżę telewizyjną. 399a4166

Udało nam się tam trafić na zachód słońca i zdecydowanie tę właśnie porę polecam na odwiedziny tego miejsca. Zawiodła nas jednak trochę organizacja miejsca, ale o tym kiedy indziej. Tutaj tylko link Tv Tower

399a4351Ostatni dzień w Berlinie spędziliśmy na odwiedzinach w Muzeum Currywurst. Czy warto tam pójść każdy musi zdecydować za siebie. Dla mnie było trochę za mało i zbyt plastikowo, ale kiełbaska, którą dali nam na koniec była naprawdę dobra. I podobno zawierała, aż 93 procent mięsa. Jatinder, jeden z uczestników naszej wycieczki miał co do tego spore wątpliwości. Tu jest link do muzeum: Muzeum Currywurst

399a3865Ostatni spacer po Berlinie odbyliśmy wzdłuż rzeki Spree, nad którą gęsto rozłożone są pociągająco wyglądające puby i restauracje. Doszliśmy aż do Hackescher Markt, gdzie zjedliśmy ostatni niemiecki posiłek, większość z nas currywurst, ja zjadłam pretzel z bawarskim serem, a dwójka odważnych połasiła sie na wielką porcję golonki z mielonką i kiełbaskami – typowo niemieckie mięsiwa. 399a4373Tu jest link do restauracji: Weihenstephaner Restaurant

Może to pogoda sprawiła, a może dobre zimne piwko, ale opuszczaliśmy Berlin z rozrzewnieniem i nostalgią. Sporo się nauczyliśmy, mimo, że nie zobaczyliśmy nawet namiastki tego, co Berlin ma do zaoferowania,  ale przede wszystkim po raz kolejny potwierdziliśmy sobie, że lubimy razem spędzać czas i razem zawsze jest wesoło.us