Zachowania „ludzkie”

By

Podróże to nie nie tylko poznawanie nowych miejsc, ale także spotykanie nowych osób. Uwielbiam ludzi, uwielbiam ich słuchać, patrzeć jak się zachowują, analizować ich motywy. Niekiedy się przekomarzam, kiedy indziej potakuje. Różne są sytuacje w życiu. Opowiem wam o dwóch mało przyjemnych spotkaniach z ostatniej podróży na Litwę. Pojechaliśmy tam bardzo zróżnicowaną paczką, czternastu osób, pochodzących z rożnych krajów, choć na stałe mieszkamy w UK. Jednym z punktów naszego pobytu było oczywiście odwiedzenie kilku przybytków litewskiego piwa. W jednym z nich rozsiedliśmy się wygodnie przy szerokim stoliku i delektowali złocistymi trunkami. Nie byliśmy jedynymi cudzoziemcami w tym pubie. W zasadzie słyszalnym językiem był tylko angielski. I to mocno głośny angielski. Wilno, podobnie jak niektóre polskie miasta stało się mekką tzw stag trips czyli kawalerskich wypadów, często rodem ze słynnego filmu Kac Vegas i chyba mieliśmy wątpliwą przyjemność stać się świadkiem takiej kawalerskiej zabawy.         Wiadomo powszechnie, że gdy się pije piwo to człowiek często chodzi tam, gdzie i król chodził piechotą. Moje trzy przyjaciółki, dwie Hinduski i Irlandka ( wymieniam narodowości, bo ma znaczenie w tej historii, że nie były Angielkami) wyszły wspólnie do łazienki, a tam niespodzianka. Łazienki były tak zwane uniseks czyli wspólne dla pan i panów. Dziewczyny spodziewały się delikatnie mówiąc bałaganu, ale to, co zobaczyły przeszło ich najśmielsze oczekiwania. Wysoki mężczyzna, na mocno chwiejnych nogach, chwiejnie sikał do umywalki, trafiając tylko od czasu do czasu. Jedna z moich psiapsółek najbardziej na świecie nie znosi chamstwa i zachowań aspołecznych, zwróciła więc delikwentowi uwagę mocno oburzonym głosem. I się zaczęło. Facet był, jak się okazało Anglikiem. Zaczął wykrzykiwać wniebogłosy, a gdy dziewczyny wyszły z łazienki pobiegł za nimi do stolika, na szczęście ze schowanym w spodnie interesie. I nam się oberwało, wszystkim; usłyszeliśmy, że wszyscy cudzoziemcy to wszelkie zło tego świata i że on się cieszy, że jego naród miał „guts” wprowadzić Brexit, że tak jak one ( czyli moje przyjaciółki Hinduski) mają się wynosić z jego kraju, bo sprowadzają go na dno etc. Mówił to ktoś pijany w trupa, kto przed chwilą sikał do umywalki w toalecie na Litwie… Nie wiem jakby się to skończyło, bo niektórzy nasi panowie, nota bene Anglicy zaczynali mieć dojść. Na szczęście koledzy zwolennika Brexitu wyprowadzili go z pubu. Odetchnęłam z ulgą.

Wyobraźcie sobie nasze zdziwienie, gdy zobaczyliśmy nieszczęśnika dwa dni pózniej na lotnisku. Wracał tym samym samolotem. Siedział niedaleko mnie. Nie mógł nie słyszeć naszych rozmów na jego temat. Było nasz czternaścioro i siedzieliśmy rozsiani po całym samolocie. Przez całe dwie godziny miał naciągnięty kołnierz po same uszy, słuchawki i nie odzywał się do nikogo, wtulony w kąt fotela. Nie mogłam odmówić sobie przyjemności zrobienia mu zdjęcia. Ale nie pokaże wam jego twarzy, mimo, że bardzo mnie korci. 

W tymże powrotnym samolocie spotkaliśmy innego świra, tym razem Litwina i to znanego, jak nas oświeciła nasza Litwinka, z rapowych nagrań. . Moja Irlandzka przyjaciółka stanęła przy jego siedzeniu rozmawiając z kimś z naszej paczki. W pewnym momencie zachwiało samolotem i jej klatka piersiowa przesunęła się bliżej twarzy tego rapera. Przeprosiła, ale ten uchachany zaczął wytykać palcem i komentować po litewsku do siedzących obok niego kobiet. Irlandka zapytała o co chodzi? A wtedy facet zaczął wrzeszczeć na cały głos, F..k you, f..k you. Ustał dopiero, gdy obsługa zagroziła policją.

Nie będę tego komentować, bo słów szkoda, ale czasami sobie myśle, że ktoś takich ludzi nieźle skrzywdził w życiu, że się tak zachowują. Opisałam na pamiątkę, bo kiedyś mogłabym nie uwierzyć, że to miało miejsce.