Przepisy BHP a życzliwość – z życia wzięte

By

 

Od miesiąca czekaliśmy na zamówione przez internet części do łazienki. Po kilku wymianach maili dostaliśmy tę radosną nowinę: „dostawa przyjedzie jutro”. To było wczoraj. Dzisiaj musiałam być w domu, na zawołanie, bo niestety nie mogli się precyzyjnie określić, o której będą. Gdzieś pomiędzy 10 a 15. Odwołałam, więc wszystkie inne sprawy i utknęłam w domu. Miałam się zająć ogrodem, ale zrezygnowałam, w razie gdybym nie usłyszała pukania do drzwi. Minęła 10, a tu cisza, potem 11, 12, 13 i ciągle nic. Już mi się zaczynało nudzić to czekanie. Wreszcie tuż przed 2 ktoś zapukał do drzwi. Zdyszana, od wbiegania na górę po schodach, otworzyłam drzwi. Niestety to tylko przedstawiciel partii pracy, chciał mnie przekonać by na nich głosować w dzisiejszych wyborach samorządowych. Znowu czekanie. Tuż przed 3 zobaczyłam mężczyznę w jaskrawej żółtej kamizelce zmierzającego do moich drzwi. Są! A w zasadzie jest, bo mężczyzna był sam. Wręczył mi kartkę i powiedział, że ma do mnie dostawę. Po chwili widziałam go jak popycha wózek, a nim paletę z mniejszymi pudłami. Na podjeździe przed domem jest dość ciasno, więc wyszłam i zaproponowałam, że przesunę mój samochód. Ucieszył się. Samochód postawiłam z boku, a gdy wróciłam paleta stała w połowie miejsca parkingowego, a uradowany kierowca stał przy moich drzwiach. Poprosiłbym podpisała kartkę. Nie od razu do mnie dotarło. Potrzebowałam kilku sekund:

– „Jak to, zamierzasz to tu zostawić?”

– „Tak, to jest już na twoim terenie, więc zrobiłem swoje. Nie ma ubezpieczenia. Przepisy mojej firmy nie pozwalają mi nosić, bo jeszcze mi się coś stanie, a to waży 600kg” (Facet był wyraźnie z siebie zadowolony)

– „Żartujesz prawda? Czyli ok jest popchać wózek od ciężarówki, do połowy podjazdu, a nie jest ok popchnąć go półtora metra dalej i wnieść mi tych pakunków do domu?”

-„aaa (chyba go zaskoczyłam pytaniem), ale przepisy nie pozwalają”

– „Nie obchodzą mnie przepisy twojej firmy, to je zmieńcie. Dla mnie nie dostarczyłeś zamówionych rzeczy”

-„ jak to przecież są na twoim terenie, nie mam ubezpieczenia, może mi się coś stać”

-„A jak mnie się coś stanie, to, kto za to odpowie? Zapłaciłam za dostarczenie do domu”

-„Ale to jest na twoim terenie…”

– „I co, mam tu stać i pilnować dopóki mój mąż nie przyjedzie? Zostawiasz to na otwartej przestrzeni, to jest parking, nie ma bramy, ani ogrodzenia, każdy może podejść i zabrać i ty mówisz, że dostarczyłeś na miejsce? Nie zamierzam podpisać, więc albo zabierasz z powrotem, albo pomożesz mi wnieść do domu. ”

– „Nie mogę wejść do twojego domu, bo przecież mogę ci coś ukraść i kto za to odpowie?”

– „A zamierzasz mi coś ukraść?”

-„Nie ale…”

-„Chciałaby porozmawiać z twoim przełożonym”

-„To musisz ze mną podejść do ciężarówki”

– „Dobrze, chodźmy”

Jego telefon był przytwierdzony do deski rozdzielczej. Słyszałam sygnał wołania, a potem jak zaczął tłumaczyć jakiemuś facetowi, że ja nie chcę podpisać, bo chcę by mi wniósł 600kg do domu. Zapomniał jednak dodać, że całość ważyła 600kg, ale były to obwiązane folią mniejsze pakunki, które można było rozpakować i wnieść pojedynczo. Mężczyzna w dystrybutorni przejęty zostawił decyzję swojemu kierowcy. Ten spojrzał na mnie z triumfem w oczach.

-„ Widzisz nie mogę wejść, bo nie ma ubezpieczenia, a gdybym coś ukradł? Ha?”

– „To nie chcesz mi pomóc, bo boisz się, że coś ci się stanie, czy, że nie potrafisz opanować swojej żądzy okradzenia mnie?”

-„aaa ale…”

– „daj mi numer do twojej centrali, sama do nich zadzwonię.”

Po chwili usłyszałam w słuchawce głos tego samego człowieka, z którym rozmawiał mój dostawca. Wytłumaczyłam mu jak wyglądają paczki, że dostawa nie jest pozostawiona w bezpiecznym miejscu, więc dla mnie  jest niedostarczona, że do domu jest półtora metra i że pojedynczo można je wnieść do przedpokoju, a ja tam naprawdę nie mam nic, co mógłby ukraść. A poza tym nie płaciłam im za to, by sama teraz to nosić, a mam naderwany mięsień w ręce. Po moim przydługim monologu, mężczyzna powiedział, że porozmawia ze swoim kierowcą. 10 minut później miałam paczki wniesione do domu. Dało się! Ale w nagrodę na moim podjeździe zostało to:

 

Opowiedziałam wam tę historię, ale nie będę komentować, ciekawa tylko jestem, jakie jest wasze zdanie na ten temat, czy mam wygórowane żądania?