Część druga, o tym jak dom znalazł nas

image
Dom, od strony ogrodu, zdjęcie zrobione telefonem

W wakacje zeszłego roku szukaliśmy intensywnie domu, w okolicach Maidstone, głównie w pobliżu szkół, które braliśmy pod uwagę, jako odpowiednie dla naszych dzieci. Niedaleko wielkiego, na pół dzikiego parku Mote znaleźliśmy pierwszy dom, który nam się spodobał. Nie był duży, zaletą jego było to, że był świetnie wykończony, z dużą dbałością o szczegóły. Dodatkowo miał pozwolenie na przyszłą dobudówkę, co dawało szanse na powiększenie domu. Ogród był cudowny, i do parku było o rzut beretem. Złożyliśmy ofertę. Niestety chętnych było więcej, więc musieliśmy podnieść kwotę. Zaakceptowano ją. Problem był jednak taki, że gonił nas czas. Do końca października musieliśmy złożyć aplikację o szkołę dla syna. Musieliśmy wiedzieć, gdzie będziemy mieszkać, a tymczasem właściciele domu nie mieli jeszcze upatrzonego domu dla siebie. Szukali niemożliwego. Szukali domu na ulicy, gdzie mieszkała ich matka, a tam nie było nawet jednego domu na sprzedaż. Mogło to potrwać latami. Po miesiącu postanowiliśmy szukać dalej. Głównie przez Internet używając Rightmove lub Zoopla. Pisaliśmy do agencji i umawialiśmy się na oglądanie. Byliśmy tez chyba w każdej możliwej agencji na liście poszukiwaczy i dziennie przychodziło kilka maili z propozycjami. Mimo ilości domów niewiele spełniało nasze warunki. Zaczęliśmy oglądać inne domy, niekoniecznie spełniające kryteria. Jeden z nich był w południowym Maidstone, trochę dalej od centrum miasta. Dom nam się nie bardzo spodobał, ale właściciel widząc, że kręcimy nosem, powiedział, że ma jeszcze jedno miejsce, bo on właśnie rozwodzi się z żoną i sprzedają dom, by się podzielić kasą. Dom był już ściągnięty z rynku, bo ktoś złożył ofertę i obiecał zapłacić gotówką, jednak czekanie na pieniądze przeciągało się. Jutro dom miał wrócić na rynek. Zapytał, czy chcemy zobaczyć. Chcieliśmy. Dom był rewelacyjny, duży przestronny, ze świetnym ogrodem. Co prawda trochę daleko od centrum, ale na jakiś kompromis byliśmy gotowi pójść. Złożyliśmy ofertę, a facet ją zaakceptował. Powiedział jedynie, że musi się dogadać ze swoją eks i zadzwoni do nas omówić szczegóły. I znowu czekaliśmy. I znowu po miesiącu, bo czas nas gonił wróciliśmy do szukania. Był koniec sierpnia, domów na rynku, jak na lekarstwo, oglądaliśmy, więc co było. Maciej podesłał mi któregoś dnia linki do kilku domów, żaden z nich nie zrobił wrażenia, ale zadzwoniłam do agencji by umówić się na oglądanie. Nasz dom oddzwonił pierwszy. Nie byłam zadowolona, bo na zdjęciu odrzucała mnie elewacja i fakt, że stał w szeregu z innymi. Pojechałam jednak, a wieczorem pojechaliśmy razem i to przesądziło sprawę. Żaden inny dom, który zobaczyliśmy później już nam się nie podobał. Dlatego teraz piszę, że to nasz dom nas znalazł, a nie odwrotnie, bo szczerze nie mieliśmy w planach go oglądać, a gdy już postawiliśmy stopę na jego gruncie to zakochaliśmy się.

Nasza oferta została przyjęta pod koniec sierpnia 2015 roku. Niestety formalności zajęły ponad pół roku, dopiero 3 lutego 2016 dostaliśmy klucze. O tym pół roku napisze w trzeciej części.

One comment on “Część druga, o tym jak dom znalazł nas

Księga gości

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s