O tym jak kupowaliśmy dom w UK, część 1

By

IMG_7547

Kupno domu w jakimkolwiek kraju jest trudne i stresujące, nawet w Anglii, gdzie biurokracja jest naprawdę znikoma w porównaniu z innymi miejscami. Oczywiście moment, gdy dostanie się do ręki kopertę z kluczem w środku jest prawdziwie uroczy, jeden z najszczęśliwszych w życiu. Wtedy myślimy, że jednak warto było. Moj znajomy postawił stres związany z kupnem domu w jednym rzędzie z braniem rozwodu, czy organizowaniem pogrzebu, ja jednak bym do tego tak drastycznie nie podeszła. Z drugiej strony jednak cieszę, się, że domów nie wymienia się zbyt często.

Na początku lutego tego roku staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami domu. Nie był to jednak nasz pierwszy dom w UK. Przez lata nie mogliśmy się zdecydować, czy chcemy zostać w Anglii czy nie, decyzja by osiąść na miejscu przeciągała się, w końcu jednak w 2010 kupiliśmy mały domek, by nie płacić już więcej innym za wynajem, a po drugie by w ten sposób oszczędzić pieniążki na ewentualną emigrację do innego kraju. Wiedzieliśmy, że dom, który kupujemy nie jest domem, w którym chcemy spędzić życie, miał być tymczasowy. Wszystkie formalności poszły niesamowicie szybko. Dom był zabrany poprzednim właścicielom przez bank, za długi. Bankowi nie zależało, aby sprzedać ten dom bardzo drogo, a tylko by cena pokryła dług. Zależało mu za to na tym, by sprzedać szybko. Złożyliśmy ofertę mniejszą niż ta wystawiona i zaczęły się pertraktacje, krakowskim targiem znaleźliśmy się gdzieś po środku. Ponieważ to był nasz pierwszy dom i cena jego była poniżej £125 tys nie płaciliśmy tzw stamp duty, czyli podatku od kupna domu, który zależy od ceny domu. Kredyt dostaliśmy w Nationwide. Sami szukaliśmy najlepszych opcji korzystając z internetowego poradnika, jakim jest Money Saving Expert. Cała procedura zajęła nam około 2 miesięcy i oto byliśmy posiadaczami nowego domu. Rozpoczęło się dekorowanie i remontowanie itp., ale nie o tym chcę pisać. Po 5 latach zadecydowaliśmy, że jednak w Anglii zostajemy, bo żyje nam się tu bardzo dobrze, ale stwierdziliśmy, że potrzebujemy po pierwsze czegoś większego, a po drugie chcielibyśmy mieszkać, gdzieś, gdzie można np. iść do sklepu bez samochodu. Bo mieszkaliśmy na obrzeżach miasteczka, daleko od wszystkiego. Nasz syn jest w ostatniej klasie podstawówki, pora, więc by się przeprowadzić gdzieś, skąd mógłby dojść do nowej szkoły na własnych nogach. Juz w maju zeszłego roku rozpoczęliśmy poszukiwania. Głownie ja jeździłam oglądać domy. Oglądnęłam ich dziesiątki, niektóre fajne, inne tragiczne. Mieliśmy kilka kryteriów: wielkość domu, odległość od szkoły i stacji kolejki, by mój mąż mógł dochodzić na nogach do pociągu i ogród dla mnie i psa. Zaczęliśmy szukać w rożnych, okolicznych miasteczkach. W niektórych miejscach ceny powalały na kolana. Domy małe, wcale nieatrakcyjne kosztowały trzy, cztery razy więcej niż ten nasz dotychczasowy. Zwróciliśmy naszą uwagę w stronę Maidstone, tu było lepiej; większe domy, lepsze ceny, ale też zauważyliśmy, że decyzje trzeba podejmować bardzo szybko, bo domy pojawiały się na rynku i znikały jak świeże bułeczki. Jednocześnie wystawiliśmy na sprzedaż nasz mały domek. Tutaj popełniliśmy pierwszy błąd, zaprosiliśmy do wyceny kilka agencji i zdecydowaliśmy się współpracować z tą, która najwyżej wyceniła nasz dom. Błąd polegał na tym, że agencja, którą wybraliśmy to wielka firma, nie bardzo dbająca o potrzeby swojego klienta, a raczej o swój własny profit. Zamiast rozejrzeć się i poczytać, co inny piszą o agencjach, wybraliśmy pierwszą lepszą, nie negocjując za bardzo warunków. To prawda agencja zorganizowała tak zwany dzień otwarty, umawiała i przyprowadzała klientów, negocjowała za nas ceny by było jak najwyżej i faktycznie wynegocjowała cenę, jakiej się nie spodziewaliśmy. W Anglii domy drożeją w tempie zastraszającym, dlatego wszystkich moich znajomych namawiam, aby próbowali kupić dom, zamiast płacić za wynajem. Tutaj nie trzeba mieć dużego depozytu by dostać kredyt, czasami wystarczy 5% wartości domu, a są także opcje specjalne, np. share ownership, tzn kupuje się tylko jakiś procent domu, a można go traktować jak własny, można dekorować wg własnych upodobań i potem bez problemu można sprzedać i ciągle zarobić. Znam wiele osób, które tak właśnie kupiły dom, po kilku latach sprzedały i co, co zarobili przeznaczyli na depozyt na kupno własnego domu. My po 5 latach mieszkania zarobiliśmy na naszym domu 60% wartości. I to przeznaczyliśmy na kupno nowego domu. O tym jak nasz nowy dom nas znalazł opowiem w drugiej części.