O jak Ojej

Wrzesień 2000

W końcu odebraliśmy nasz zastępczy samochód, citroena Grand Picasso, pamiętam go jak dziś, wygodny, przestronny, ale za to z małym silnikiem, który kilkakrotnie odczuliśmy jeżdżąc drogami w Pirenejach, czy na Przedalpiu. Pożegnaliśmy się z Magdą i pojechaliśmy, chcieliśmy jak najszybciej opuścić pechowe miasto. Barcelona, mimo swej urody zostawiła po sobie gorzki posmak. Nie czekaliśmy do rana, ruszyliśmy w nadchodzącą noc. Chcieliśmy dojechać jak najbliżej zamków katarów, które mieliśmy w planach zobaczyć. Gdyby nie wypadek tę noc spędzilibyśmy w Nimes. Zamiast tego ciemność zaskoczyła nas we wschodnich Pirenejach, gdzie samochód nawet na dwójce nie mógł wyciągnąć pod górkę, a wokół nie widać było nic. Cytując Stuhra: „ciemność widzę ciemność!” I tak właśnie było. Nie wiedzieliśmy, czy jedziemy wśród pól, lasów, czy brzegiem rzeki. Prawdziwe egipskie ciemności. Wytrzeszczaliśmy gałki oczne by zobaczyć jakiś przydrożny parking, ale nie znaleźliśmy. W końcu decyzja zapadła, zmęczeni postanowiliśmy przenocować w samochodzie, gdzieś na poboczu. Samochód był duży, przestronny, można się było wygodnie wyciągnąć. Nie mogliśmy jednak usnąć, wstawaliśmy kilkakrotnie do toalety, a w zasadzie na wyskok w krzaczki. Bałam się i wychodząc zapalałam reflektory by dodać sobie odwagi. W ich świetle widzieliśmy kontury jakiegoś budynku, ale czy to był dom, czy stodoła, czy coś innego ciężko było stwierdzić. Mimo gwiaździstego nieba, najpiękniejszego, jakiego kiedykolwiek widziałam, nie było księżyca na niebie by oświetlił dla nas okolicę.  Jak na złość noc była bezksiężycowa. W końcu udało nam się usnąć. Rano obudziła nas światłość. Wschodziło słońce. Radosne, mieniące się różnymi kolorami czerwieni, łaskotało delikatnie nasze policzki, roztaczając swoje ramiona na całą okolicę. Na góry! Ojej jaki to był widok. Wpatrywaliśmy się w ten impresjonistyczny obraz z szeroko otwartymi ustami. Nie byliśmy pewni, czy to przypadkiem nie jest sen. Może jeszcze śpimy? W końcu dotarła do nas świadomość. Gdzie jesteśmy? Rozgarnęliśmy się wokół siebie. Staliśmy przy drodze, nad jakimś wąwozem, metr od przepaści. Przed nami rozpościerał się niesamowity krajobraz górskich przełęczy. Pysznie bajeczny widok. Ale to nie był koniec niespodzianek. Budynek, którego kontury widzieliśmy w ciemnościach, stał niecałe dwieście metrów od nas i to był mały spożywczy sklepik, a obok niego, szeroki, betonowy… parking. Z toaletami.

 

Dla zainteresowanych, oto linki innych osób, które piszą w Alfabecie Emigracji

Literka O

O for Ozarka http://ourfavtreats.blogspot.co.uk/2015/11/my-texas-alphabet-o-for-ozarka.html

O jak Otwarcie Granic – o emigrantach we Włoszech – http://obserwatore.eu/emigracja/otwarcie-granic-czyli-pytania-o-imigrantow-we-wloszech/

O jak Otwartość http://direction-sweden.blogspot.co.uk/2015/12/o-for-outgoing-o-jak-otwartosc.html

 

10 comments on “O jak Ojej

Księga gości

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s