Angielskie babcie i dziadkowie

By

02bb9e66db0e274d613b9a4e3b0ef385

Dzisiaj w Polsce obchodzimy dzień babci, a jutro dzień dziadka. Urocze święta. Możemy naszym kochanym babuniom i dziaduniom kupić kwiaty czekoladki, prezenty. Zawsze wtedy pamiętamy by zadzwonić. Choć nie zawsze. W zeszłym roku zapomniałam. Nie mam już babci, ani dziadka, ale mam dzieci i rodziców i rok temu dzieci nie zadzwoniły z życzeniami. A to moja wina, bo im nie przypomniałam. A nie przypomniałam, bo tutaj w Anglii takiego święta nie ma. Zapytałam moich znajomych czy kiedykolwiek słyszeli o dniu dziadków i okazało się, że kilka lat temu, jakaś organizacja dobroczynna próbowała ustanowić taki dzień, ale się nie przyjęło.

Ale podobno w sklepie można kupić kartki na dzień babci (taka mała dygresja, w Anglii na każdą okazję można kupić kartki).

Myślę, że po części wynika to z innych relacji pomiędzy ludźmi, a ich rodzicami. Słyszałam wielokrotnie opinie, że Anglicy nie są rodzinni. Z moich 17 letnich obserwacji wynika, że to nie jest prawda. Wygląda to jednak inaczej niż w Polsce. Zaprzyjaźnione z nami rodziny, rok w rok jeżdżą na wakacje ze swoimi dziadkami, czy rodzeństwem, razem też spędzają święta, ale niekoniecznie we własnym domu, często wynajmują pokoje w hotelu, rezerwują wspólne posiłki itp. Domy angielskie nie bardzo pozwalają na zjazdy rodzinne, bo są malutkie (nie mówię to o wielkich mansions wyższej klasy angielskiej). Babcie i dziadkowie są stale obecni w angielskim życiu. Rzadko mieszka się razem, wielopokoleniowe domy to zdecydowanie rzadkość. To prawda, że dość często oddaje się rodziców do specjalnych domów starców, ale najczęściej tylko wtedy, gdy schorowani potrzebują specjalnej opieki, często non-stop. Takie domy gwarantują najlepszą pielęgnację, także lekarską, lepszą niż my sami moglibyśmy zapewnić. W Anglii przeciętny człowiek kilkakrotnie zmienia miejsce zamieszkania i domy. Pierwsze kupuje się mniejsze, najczęściej, zaraz po ślubie, by wspiąć się na tak zwaną drabinę kredytową. Za jakiś czas, po pojawieniu się dzieci, ludzie przeprowadzają się w okolice przyjazne dzieciom, gdzie są np. dobre szkoły i wtedy, gdy sytuacja kredytowa jest dobra, bank pożycza pieniądze na większy dom. Gdy dzieci odejdą już z gniazdka, wtedy seniorzy sprzedają swój dom ( często kredyt już mają spłacony) i kupują mniejszy, zazwyczaj jedno piętrowy, by nie było schodów, tak zwany bungalow. Często domy te położone są w tej samej dzielnicy, w której mieszkają dzieci, by być w stałym kontakcie, lub pod ręką.
Wielokrotnie widziałam dziadków przychodzących do szkoły by odebrać dzieci i np. zabrać ich na lody, czy do restauracji. Bo babcie w domu raczej nie gotują. Nasz ideał babci piekącej pyszne ciasto tutaj nie ma miejsca. Choć wyjątki potwierdzają regułę.
My jesteśmy trochę pokrzywdzeni, bo dziadkowie daleko, ale na szczęście odwiedzają nas regularnie.
Kochamy ich bardzo!