N jak normalność 

Brzydko mówiąc trochę zamulam z alfabetem. Czasu brakuje. Święta się zbliżają.

Czerwiec – sierpień 2000 roku

Ostatni wpis skończyłam na czerwcu 2000 roku, gdy dostałam pracę w Pret i od tej pory zrobiło się jakby normalniej, a już na pewno stabilniej. Czy zaczęłam wracać do siebie? Moje notatki sprzed 15 lat temu przeczą, masa wpisów jest o tym, jaka jestem do niczego, jak nic nie umiem i nic w życiu nie osiągnęłam. I ciągle to powracające pytanie, po co żyć skoro i tak niedługo umrę. Widzieliście film Chaplina „Światła Wielkiego Miasta”? Pamietam pisałam o tym filmie na maturze, aby zobrazować totalitaryzm, że ludzie są takimi trybikami w systemie.  W 2000 roku czułam się właśnie takim  trybikiem, bez woli, bez emocji, bez sensu istnienia. Powoli jednak praca zaczęła przynosić mi satysfakcję, odnalazłam w sobie ukryte głęboko ambicje. Obiecałam sobie, że mój czas robienia kanapek w kuchni na zapleczu musi się szybko skończyć, potrzebowałam ludzi, najlepiej takich ze świetnym angielskim. Po około 4 miesiącach, zaczęłam mój trening na baristę, dla niewtajemniczonych powiem, że to osoba, która w kafejkach robi kawy. Praca nie była łatwa, zwłaszcza w czasie śniadań i lunchu, gdy w ciągu kilku minut trzeba było zrobić kilkadziesiąt kaw. Pret ma zasadę, klient nie czeka na kawę dłużej niż 60 sekund. Przekonajcie się sami, bardzo prawdopodobne, że jeśli poczekacie dłużej i się upomnicie to dostaniecie tę kawę za darmo. Powiem wam szczerze, że to była chyba moja ulubiona pozycja w Pret, można było zawsze powygłupiać się z kupującymi, dowiedzieć interesujących rzeczy, a zwłaszcza trenować  angielski. Poznałam też na wylot tajniki kawy, nauczyłam się jak się ją testuje, pod kątem wyglądu, aromatu, tekstury i smaku. Dowiedziałam się, które kubki smakowe odpowiadają za jaki smak; kiedy pianka na górze świeżo zapatrzonego espresso jest dobra, a kiedy nie; jak tempertura wplywa na smak kawy (wiecie, że według arabskiego przysłowia, kawa powinna być gorąca jak ramiona kochanki?).  Stałam się smakoszem i mogłam moje nowo nabywane umiejętności sprawdzić w stolicy kawy, w Paryżu. Bo w sierpniu wybraliśmy się tam ponownie, by zobaczyć rzeczy, których  nie udało się poprzednio.  Największe wrażenie zrobiła na mnie metropolia zmarłych czyli Pere Lachaise. Ten 44 hektarowy cmentarz to prawdziwe skupisko pomników natury ( niektóre drzewa mają tam ponad 100 lat) i sztuki. Największą przyjemnością było dla mnie odwiedzenie grobu Chopina i Oscara Wilda, natomiast, maciupińki, dobrze schowany wśród innych grób Morrisonna mnie rozczarował.

Pojechaliśmy też pociągiem do Wersalu. Jeśli ktoś kiedykolwiek wcześniej usłyszał jak mówię, że nie lubię barokowych budowli, to, po odwiedzeniu Wersalu zmieniłam zdanie. Kiedys o tym napiszę.

To własnie stało się normalnością, na długo; praca, praca praca, i podróże, które nadawały brakującego sensu w naszym życiu. Bo przecież, tego, co zobaczymy i przeżyjemy nikt nam nie odbierze. Tak się mówi, prawda?

300px-Polish-alphabet

A to wpisy innych blogerek na literkę N

Gabi – http://direction-sweden.blogspot.se/2015/11/n-for-no-n-jak-nie.html

Jagoda – http://obserwatore.eu/emigracja/neapol/

Ola – http://ourfavtreats.blogspot.co.uk/2015/11/my-texas-alphabet-n-for-ntif.html

Karolina – http://francuskiezycie.blogspot.fr/2015/11/n-nourriture.html

 

7 uwag do wpisu “N jak normalność 

  1. Byłam tą niewtajemniczoną. Wiedziałam, że barista to ktoś co stoi za barem ale myślałam, że to to samo co barman, że leje piwo. A tymczasem leje kawę.

    Polubione przez 1 osoba

Księga gości

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s