Statek płynący po łąkach

Opowiem wam o dziewczynie i jej oblubieńcach, aczkolwiek z miłosną, romantyczną historią nie będzie to miało wiele wspólnego. Był wiek siódmy, czasy ciemne dla Europy, jak to je nazwali, niesprawiedliwie, potomni. We wschodniej Anglii rządził chrześcijański król Anna. Pragnąc szerzyć nową wiarę na angielskich ziemiach, a przy okazji powiększać swoje posiadłości, dogadał się z panem na Ely, że odda mu rękę swej córki. Tak się też stało i Anna stał się prawowitym właścicielem wyspy Ely. Tymczasem Etheldreda, bo tak miała na imię jego córka, złożyła przed Bogiem śluby czystości i jej małżeństwo nigdy nie zostało skonsumowane. Etheldreda pozostała dziewicą, a jej mąż zmarł z rozpaczy ( tzn. może nie z rozpaczy, ale szybko umarł). Ethelredę oddano, więc innemu możnemu, przyszłemu królowi Northumbrii, który wtedy miał raptem 15 lat. Zgodził się on przedślubnie by jego narzeczona dochowała swoich ślubów czystości. W podzięce Bogu Etheldreda ufundowała klasztor i świątynię w Ely. Dwanaście lat później małżonek-król pragnący prawowitego potomka, zdanie zmienił, ale królewska córa była nieugięta. Uciekła i schowała się przed nim w klasztorze w Coldingham pod imieniem Ebby. Zmarła od zarazy, choć w księdze napisano, że zmarła za karę, bo wyrósł jej guz na szyi, w miejscu, gdzie, jako młoda dziewczyna w próżności swej nosiła naszyjnik. Podobno 17 lat po jej śmierci odnaleziono jej ciało w stanie niezmienionym. Wyglądała jakby spała, w szatach pięknie ułożonych a guz się zagoił. Naszyjnik, przyczynę jej marności sprzedano za grube pieniądze na potrzeby klasztoru. Jak już mówiłam mało w tej historii romantyzmu czy miłosnych uniesień, pozostała jednak piękna budowla. Katedra w Ely. Niestety niedługo później ona także ucierpiała od najazdu groźnych wikingów. Obecny wygląd pochodzi z 11 wieku, kiedy to, po odseparowaniu diecezji od katedry w Lincoln, przeznaczono pieniądze na jej rozbudowanie. W 1349 roku wybudowano jedyną w swoim rodzaju, największą w Anglii (długa na 30 m, szeroka na 14m) kaplicę Naszej Pani (Lady Chapel). Wyposażono ją w mnóstwo posągów świętych, malowideł ściennych i witraży by robiła zachwycające wrażenie na wiernych. Przy jej budowie naruszono fundamenty wieży i runęła w dół. collage wieżaOdbudowano ją piękniejszą i bardziej imponującą w kształcie ośmioboku, jej ciężar to 200 ton ołowiu, drewna i szkła. Sufit oktagonu przyciąga i magnetyzuje wzrok i w zależności od pogody i pory dnia mieni się różnymim kolorami. Można się w niego wpatrywać aż do bólu karku.Ely - graduation ceremony.  (222)

Katedra jest długa na ok 172m, by wejść na wieżę od strony zachodniej trzeba pokonać 288 stopni, bo wysokość tej wieży to 66m. Katedra płynie wśród drzew i łąk, na których pasą się konie i kucyki. Nie bez powodu nazwano ją statkiem wśród paprotek.Ely - graduation ceremony.  (135)
Czasy króla Henryka VIII nie były przychylne dla katolickich świątyń, katedrę zamieniono wtedy na świątynię anglikańską, klasztor zamknięto, mnichów wygnano, skarby skonfiskowano. Kaplicę Pani zniszczono ze szczególnym okrucieństwem, do dzisiaj można oglądać pozbawione głów posągi. Przy okazji zniszczono wtedy sarkofag rzymski w którym pochowana była założycielka świątyni. Witraże w oknach pochodzą z czasów wiktoriańskich, kiedy to odrestaurowano świątynię. Ely - graduation ceremony.  (122)
Wejście do świątyni zazwyczaj jest płatne, od 8 do 15 funtów, w zależności, czy się chce wejść na wieżę lub do muzeum witraży. Jeśli się przyjdzie przed 9 rano, lub po godzinie 5 po południu, lub jeśli się chce wejść na mszę to wstęp może być gratis. collage z dziećmiMusze się pochwalić, że właśnie w tej katedrze odbyła się moja ceremonia wręczenia dyplomów po ukończeniu studiów. Z walącym sercem, ubrana w granatową togę, szłam na środek do dziekana po odbiór dyplomu, patrzący z boku mój mąż i moje dzieci umierali z dumy. Niezapomniane to było przeżycie. Niestety jedyne zdjęcie jakie mam podczas odbierania dyplomu jest całkowicie niewyrazne, tylko moje blond włosy widać z daleka. Ely - graduation ceremony.  (219)

 

12 uwag do wpisu “Statek płynący po łąkach

  1. „Moja wielka słabość, która nie wynika z potrzeb religijnych, a raczej z miłości do architektury.”
    Ależ owa architektura nie jest przypadkowa, lecz odzwierciedla i zakotwicza w widzialnej rzeczywistości „potrzeby religijne”, budując kanał z profanum do sacrum. Jeżeli zatem występuje potrzeba obcowania, ba – nawet „miłość”, do takiej architektury to można przypuszczać, że ma to głębsze podłoże, choć może nieuświadomione 😉 Serdecznie pozdrawiam.

    Polubienie

    1. Myślę, że tak, nawet uświadomione, bo ja jestem bardzo uspirytualniona, choć niewierząca. Kiedyś wierzyłam, ale wygasło, teraz mogłabym siebie bardziej nazwać wyznawcą natury i piękna.

      Polubienie

      1. „Kiedyś wierzyłam, ale wygasło, teraz mogłabym siebie bardziej nazwać wyznawcą natury i piękna”
        Mogę napisać, że też przez taki etap w życiu przechodziłem. Przejść pomogła właśnie m.in. architektura i nieco lektur – jeśli chodzi o „Anglików”: na czele z G. K. Chestertonem. Pozdrawiam serdecznie.

        Polubione przez 1 osoba

      2. Chętnie poczytam, choć mnie juz raczej nie przejdzie, bo to bardzo świadoma decyzja. Widzisz religię samą w sobie uważam za piękny idealizm, ale to, co z niej robią ludzie już piękne nie jest.

        Polubienie

      1. Wiesz, ja zazdraszczam Ci tej katedry trochę na zasadzie: zawsze lepiej tam, gdzie nas nie ma. Bo w Auli faktycznie czuje się dostojeństwo. A tak zdolna nie jestem, żeby kończyć studia na tylu kierunkach i uczelniach, żeby odbierać dyplom w każdym pięknym miejscu, w którym rozdają dyplomy to ja nie jestem 😉

        Polubienie

Księga gości

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s