I jak I…

Kontynuacja alfabetu…

I znowu byłam bez pracy, tym razem na własne życzenie, ale czasami nie można się kurczowo trzymać tego, co mamy, bo nic innego mieć nie będziemy. W Alchemiku Coelho nazwał takie osoby, które nie zmieniają nic w życiu, tylko trzymają się kurczowo jednej pracy- sprzedawcami kukurydzy. Choć moje pobudki nie do końca pokrywały się z tym, co Coelho miał na myśli, to jedno było pewne, miałam dość pracowania w tym miejscu. Podjęłam decyzję świadomie, po raz pierwszy bez specjalnych emocji. O jednym wtedy jeszcze nie wiedziałam, że będę moją kolejną pracę nienawidzić nawet bardziej niż wszystkie dotychczasowe. Ale z zupełnie innych względów.

Początkowo miałam w planach, jak poprzednio chodzić od restauracji do restauracji i pytać. Wyszło jednak inaczej, wśród znajomych ktoś, komuś, gdzieś tam powiedział, że ktoś szuka kogoś do opieki na dziećmi. Czy praca, jako niania była dobrym pomysłem? Przecież nie minęło zbyt dużo czasu, od kiedy zmarł David? Wahałam się długo, ale w końcu zgodziłam się i zaproszono mnie na spotkanie. Oczywiście wypytywali mnie o wszystko i powiedzieli, jakie miały być moje obowiązki. Oprócz zajmowania się dziećmi, miałam robić inne rzeczy, sprzątać dziecięce pokoiki, prać, prasować, gotować dla dzieci, a tak naprawdę z samymi dziećmi miałam spędzać najmniej czasu, bo tylko kilka godzin po ich powrocie ze szkoły. Od czasu do czasu miałam zostawać wieczorem, ale za to mieli mi płacić osobno. Dzieci była trójka, dwie dziewczynki, Rose i Flora w wieku chyba 7 i 9 lat i dwunastoletni chłopczyk Tom. Czemu ja się na to zgodziłam? Bo dzieci były cudowne, bo potrzebowałam trochę innego świata. Sprzątając domy spotkałam trochę tzw posh people w Londynie, czyli takich, co mieli pieniądze, edukacje i piękne rzeczy, spotkałam producentów muzycznych, pisarkę książek dla dzieci, prawników itd. Ich domy były duże i piękne. Czy ja tez będę kiedyś miała taki dom – myślałam. Teraz też miałam pracować w przestronnym, robiącym duże wrażenie domu. Zbudowano go w czasach wiktoriańskich i po tamtych czasach pozostało sporo elementów, które nadawały miejscu klimatu. W środku trwała właśnie przebudowa. Właścicielka, piękna czterdziestoletnia kobieta (myślałam, że chciałabym tak wyglądać w wieku czterdziestu lat) była projektantem wnętrz i po wieloletniej przerwie, przeznaczonej na wychowywanie dzieci, wracała właśnie do zawodu. Zaczynała od remontu własnego domu, by stworzyć portfolio. Nie wszystkie pomysły mi się podobały, ale o gustach się nie dyskutuje. Teresa miała pasje i to było super. Z dziewczynkami zaprzyjaźniłam się dość szybko, młodsza Flora była takim małym przytulaczkiem, wystarczyło pobawić się z nią troszkę i trzymać na kolanach, Starsza kochała sztukę. Pamiętam, że byłam pod wrażeniem, że 9 letnia dziewczynka wie, kto to Matisse, Dali, Monet etc. Znalazłam z nią wspólny język dość szybko. Z wielką pasją opowiadała mi książki, które czytała. Tak po raz pierwszy spotkałam się z Harrym Potterem. Z chłopcem było najtrudniej, przywiązany do poprzedniej niani, na początku nie chciał nawet ze mną rozmawiać. Pomogła łacina. Dwa lata łaciny na studiach z bardzo wymagającą panią doktor sprawiły, że gramatykę miałam w jednym palcu, a chłopiec miał zadania z łaciny. Zdziwienie było ogromne, że niania zna łacinę, i mimo, że nie mówi za dobrze po angielsku czytała kilku klasyków. Próbowałam się zaaklimatyzować w nowej pracy. Niby wszystko było super, Teresa była bardzo miła, dzieci rozkoszne, mąż Teresy, prawnik filmowych gwiazd, bardzo sympatyczny i rzeczowy. Co mi w tej pracy nie pasowało? Wracałam do domu po godzinie spędzonej w metrze i pociągu i zamykałam się w sobie, nie chciałam z nikim, o niczym gadać. Czułam się okropnie źle będąc czyjąś służącą, piorąc cudzą bieliznę i sprzątając nie mój bałagan. Wszystko to było wbrew mojej naturze. Może jestem za dumna? Za harda? Arogancka? A może nie tak wyobrażałam sobie moje dorosłe życie, gdy składałam dokumenty na uniwersytet. Te kilka lat studiowania po to, by uczyć czyjeś dzieci łaciny i rozmawiać z dziewięciolatką o sztuce? Poza tym czułam się okropnie samotna. Teresa pracowała głównie w domu, do jej usług był młody chłopak, Polak, który wykonywał wszystkie prace dekoracyjne. Ale to też nie pomagało. Może jednak nie byłam gotowa, by przebywać w towarzystwie dzieci?!

Maciej widział, że coś jest nie tak. Wymyślił, że pojedziemy w podróż pociągami po Europie. Można było kupić bilet na miesiąc i przesiadać się po całym kontynencie. Pomysł rewelacja, już się nie mogłam doczekać. Myślałam odpocznę, odprężę się i podejmę jakieś decyzje. I niestety nie udało się, mimo, że bilety mieliśmy już kupione.

Wpisy innych blogerów na literkę I

I for ice cream

12 comments on “I jak I…

  1. A ja ciągle podziwiam ludzi, którzy pracują w zawodzie niani. To trudna praca, wymagająca i ponoć najgorsza zemsta losu jest cudze dzieci bujać, parafrazując pewnego mądrego człowieka.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Dzieci uwielbiam, sama zaczynałam od bycia nianią i nie lubiłam tej pracy. Dziecko było wspaniałe, nie płakało, nie marudziło, a ja po prostu z zegarkiem w ręku czekałam, aż wrócę do domu. Też zupełnie nie wiem dlaczego. 🙂 Odważna byłaś, że po takich przeżyciach zgodziłaś się na opiekę nad dziećmi.

    Trzymaj się cieplutko! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Kurcze, ciężko było…czasami sobie śpiewam Grechutę …”więc to nie tak jak było w książkach…” i zawsze mi od tego lepiej. Dziwne jest życie i nikt nam o tym wcześniej nie mówi, że sie małe co nieco naszarpiemy żeby żyć – i pewnie lepiej, że nas o tym nie informują! Ale moze mamy na samym początku tuż po urodzeniu taką intuicję pierwotną i dlatego płaczemy 😉
    Pozdrawiam serdecznie, Ania

    Polubione przez 1 osoba

    • Aniu, jak mówię moim dzieciom, że życie lekkie nie jest, to mi nie wierzą, może myśmy też nie sluchali rodziców. Bo dzieci zawsze wiedzą lepiej, niestety. Każdy chyba musi przejść tę własną drogę. Życie lubi nam stawiać przed nosem wybory, a potem się z nas śmieje, jak wybierzemy głupio. Dzięki za tego Grechutę, zapomniałam o tej piosence. Pozdrawiam serdecznie

      Lubię to

Księga gości

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s