Małe miasteczko Dee

Spacery po większych i mniejszych miasteczkach świata, widziane moimi oczami. Zapiski z włóczęg i podróży, a czasami obrazki ze zwykłego życia na emigracji.

C jak ciąg dalszy

Kontynuacja Alfabetu Emigracji. Litera C

Opowiadam wam tutaj, w ramach naszego Alfabetu o moich początkach w Anglii,  cofam się w czasie i przeżywam wszystkie wydarzenia na nowo. Życie tak szybko mija i ja nie chcę, by mi przeciekło jak woda między palcami. By chociaż coś zostało. Może zapiski…

Skończyłam poprzedni wpis w momencie, gdy razem z Sylwią i Markiem przeprowadziliśmy się do nowego, piątego już, lokum w Walhamstow. Było to dwupokojowe mieszkanko w bloku, na 16 piętrze, umeblowane bardzo ubogo; nie było nawet lodówki i dlatego nasze produkty trzymaliśmy na balkonie. Działało to, do czasu, gdy marcowe słońce zrobiło się za mocne. Dlatego już po kilku tygodniach dostaliśmy od Jurka klucze do nowego miejsca. image
Nasz dom numer 6 znajdował się na Landseer Road w okolicach stacji Archway na północy Londynu. Klucze dostaliśmy w pewną słoneczną sobotę, cały weekend jeździliśmy pomiędzy Walhamstow a Archway przewożąc rzeczy i urządzając się w nowym miejscu. Wieźliście kiedyś materace w metrze? Nie? Straciliście jedynie zdumione spojrzenia pasażerów metra. W poniedziałek rano, cała nasza czwórka szczęśliwa wyruszyła do pracy. Sylwia i ja kończyłyśmy najwcześniej, spotkałyśmy się w drodze powrotnej na rogu ulicy. Wydawało mi się, że widzę jakąś dziewczynę z chłopakiem wychodzących z drzwi naszego domu, ale nie byłam pewna, bo nasza ulica to rząd takich samych tarasowych budynków z identycznymi bramkami z przodu. Niestety miałam rację. Dostaliśmy kolejna lekcję od życia: gdy przeprowadzasz się do nowego wynajętego domu, pierwsze, co masz zrobić to zmienić zamki. Okradziono nas ponownie! Pieniędzy nie było w domu, ale zniknęły aparaty, mój ukochany magnetofon Philipsa, i wszystkie nowe dżinsy, które kupiliśmy za ciężko zarobione pieniążki. Taki był nasz początek na Archway. Potem jednak mieszkało się już całkiem spokojnie. Poza jednym śmiesznym epizodem. Założono nam linię telefoniczną. Marek postanowił ją wypróbować i zadzwonił… na policję. Dlaczego? On sam chyba nie wie, może postanowił sprawdzić nie tylko jak działał nasz telefon, ale także jak funkcjonuje policja w tym kraju. Gdy operator się odezwał Marek spanikował i odłożył słuchawkę. Nie zdążył odejść od telefonu, gdy zabrzmiał jego dzwonek. Marek odebrał, a tam…policja: „czy wszystko tutaj w porządku, bo ktoś do nas dzwonił i się rozłączył”. Zmieszany Marek zaczął wyjaśniać i przepraszać, w odpowiedzi usłyszał: „To my to sprawdzimy!” Nie minęło 10 min, gdy para umundurowanych policjantów stanęła u drzwi Marka. Weszli do środka i obeszli wszystkie pokoje. Sylwia spała w sypialni, nieświadoma, że ktoś nachyla się nad nią i sprawdza czy ona oddycha. Bo Sylwia by się obudzić potrzebowała kilku bardzo głośnych budzików, a nie jednego oglądającego jej oddech policjanta. Po sprawdzeniu wszystkiego, policjanci podziękowali, przeprosili i zaczęli wychodzić. My spotkaliśmy się z nimi na schodach. Wracaliśmy właśnie z kina. Możecie sobie wyobrazić nasze przerażenie, gdy zastaliśmy drzwi do domu znowu otwarte i policjantów w środku. Znowu kradzież? Policjanci zapewnili nas, że wszystko w porządku, a Marek opowiedział, co się stało. Jedynie Sylwia mu nie wierzy. Ciekawe, dlaczego?!
W tym naszym nowym mieszkanku na Landseer Road w udziale przypadło nam przytulne poddasze, które ozdobiliśmy pocztówkami z aniołkiem z Picadilly Street. Od jakiegoś czasu zbieranie różnych rzeczy związanych z tym miejscem stało się naszą pasją. Może, gdzieś podświadomie łudziliśmy się, że ten aniołek, mylony wielokrotnie z Amorkiem, będzie się nami opiekował, bo wydawało się, że zaczyna się uspokajać w naszym życiu. Niestety nie na długo.

Zapraszam tu by zobaczyć inne wpisy na literkę C w naszym alfabecie

C jak Czekolada

C jak Polka w ciąży

C jak Chleb

C for Cowgirl Hat

C… Chimie

C jak Charity Shop

C JAK CZTERY

ABC EMIGRACJI

10 comments on “C jak ciąg dalszy

  1. Pingback: C jak Charity Shop – Alfabet mojej emigracji | Justa poza granicami

  2. Pingback: C jak Charity Shop – Alfabet mojej emigracji |

  3. Pingback: F jak Falafel | Nie zawsze poprawne zapiski Dee

  4. Pingback: C jak Czas (Projekt Alfabet Emigranta, # 3) | Storyland

  5. obserwatore.eu
    15 września 2015

    No nieźle. Waszą historię czyta się jak serial sensacyjny pełny niespodzianek i zaskakujących momentów! Ale myślę, że dajesz tymi opowieściami cenną naukę dla wszystkich tych, którzy stawiają na obcej ziemi pierwsze kroki.

    My zamków nie zmieniliśmy przez 2 lata. Ale na początku roku musieliśmy zmienić bo koniec konców… też nas okradli.

    Polubione przez 1 osoba

  6. Peem
    15 września 2015

    Czuć trochę tęsknoty w tym co piszesz i nad wyraz mi to pasuje. Kiedy tylko będę mógł postaram się wpadać tutaj. Do siebie również zapraszam i zachęcam do dyskusji na łamach Toruńskiego Spleenu, myślę, że możesz się odnaleźć w takich klimatach. Do zobaczenia!

    Polubione przez 1 osoba

  7. Oliwia
    14 września 2015

    Chyba gdzieś mi Ą uciekło – nie mogę znaleźć. Rozumiem, że dojedziemy do Ź i wydajemy książkę???

    Polubione przez 1 osoba

  8. Pingback: ABC emigracji

  9. chmurykultury
    14 września 2015

    Ach ❤ czekam na więcej 🙂

    Polubienie

Księga gości

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Informacja

This entry was posted on 14 września 2015 by in ALFABET EMIGRACJI, Wspomnienia and tagged , .
%d blogerów lubi to: