Ą jak w Początku.

Kontynuacja Alfabetu Emigracji. Litera Ą

Grząską drogą gąska szła. Takie nietypowe rozpoczęcie wpisu na blogu, ale dzisiaj mam napisać o refleksjach związanych z literką Ą. Literą, na którą nic się nie zaczyna, ale, bez której polska mowa nie byłaby polską mową. Dlatego postanowiłam zostawić w naszym Alfabecie, bo jest o nas, o Polakach, mimo iż przyszło nam żyć poza granicami naszego rodzinnego kraju. Początki życia na emigracji bywają różne, znam takich, którym jakby życie układało łąkę pod nogami, a spotkałam i takich, którym przyszło się zmagać z wieloma problemami. U mnie było wszystkiego po trochu, ta gąska to ja, a droga rzeczywiście okazała się grząska; przyjechałam naiwna, łatwowierna i kompletnie nieznająca życia, choć wtedy wydawało mi się, że wszystkie rozumy pozjadałam. O tym, jak mało wiedziałam o życiu dowiedziałam się dopiero, gdy życie w końcu zagrało w otwarte karty. Zamieszkałam w domu należącym do starszego pana. Miał on chyba z siedemdziesiątkę. Z ukochaną swoją konkubiną zarabiali na naiwnych Polakach ile mogli. Wynajmowali swój dom, ale nie na pokoje, a na łóżka, im więcej mogłoby się pomieścić tym lepiej. Słyszałam historie, że podobno w lecie pan właściciel sypiał w wannie, bo nawet swoje łóżko wynajmował przyjezdnym na wakacje. Gdy pojawiłam się w tej polskiej kolonii pozostały tylko niedobitki, może z 10 osób, wszyscy studenci wrócili na uniwersytety. Zaczęła się moja przygoda. Ulokowano mnie na parterze, w dawnym pokoju dziennym, razem z panem Z, który w Anglii mieszkał już od dobrych kilku lat, a który rozłąkę z żoną przeżywał, co noc, pochlipując do poduszki. Pan właściciel lubił mnie chyba szczególnie, bo co jakiś czas zapraszał mnie, bym pojechała z nim nad morze, by mi pokazać swoją łódkę.

Zaraz po przyjeździe do Londynu pojawiłam się w mojej pierwszej szkole języka angielskiego. Na Oxford Street było ich mnóstwo. Moja nazywała się Callan i muszę przyznać, że przez miesiąc, który w niej spędziłam nauczyłam się naprawdę dużo. Niestety, któregoś dnia, gdy wracałam ze szkoły, korzystając z tłoku w metrze, ktoś otworzył mi plecak i ukradł cały portfel z jedynymi pieniędzmi, jakie posiadałam. Znalezienie szybko pracy stało się koniecznością. Przydała się sympatia pana właściciela, pozwolił mi mieszkać za darmo, dopóki nie znajdę pracy.

Pierwszą pracę dostałam i zarobiłam pierwsze pieniądze dzięki uprzejmości pani konkubiny, która chyba zawsze, ale to naprawdę zawsze kojarzyć mi się będzie z takim obrazkiem: stoi sobie w szlafroku, na środku kuchni, pełnej lokatorów, w jednej ręce trzyma niebieski durszlak, a drugą wyjada z niego przeciekający jej przez zęby, gdy gada, makaron, a gada cały czas na temat swoich problemów z pęcherzem i z rozwolnieniem.  Widziałam tę scenę tak często, że zaczęła mi się śnić. Ta moja pierwsza praca to oczywiście było sprzątanie domów. Jednym z klientów pani konkubiny był dość bogaty właściciel kilku mieszkań. Zarabiał na nich, wynajmując lokatorom. Po każdej ich wyprowadzce dzwonił do pani J i prosił o wysprzątanie domu, zanim przyjdą nowi klienci. Pani J, czyli konkubina zaczęła zabierać mnie ze sobą, a nawet kilkakrotnie zostawiła samą w tych domach, pan właściciel osobiście o mnie pytał, bo niby taka dobra byłam. Któregoś pięknego październikowego ranka pojechałyśmy z panią J do jednego z mieszkań, na miejscu okazało się, że pan właściciel chce by pani J została w tym miejscu, a ja bym pojechała z nim do drugiego mieszkania. O naiwności głupiej dziewczyny! Weszłam do mieszkania, wyciągnęłam od razu klamoty do sprzątania i ułożyłam w kuchni na stole. Wtedy usłyszałam, że pan właściciel krzyczy moje imię z łazienki. Pewnie chce mi wytłumaczyć, co mam robić. Idę, durna, a tu ten stary człowiek, stoi koło toalety z gadkami ściągniętymi w dół i rozmarzony masuje sobie członka zapraszając mnie do pomocy. Nie wiem, czy więcej było we mnie strachu, czy złości, tak czy inaczej walnęłam kubełkiem z wodą na podłogę i ile sił wybiegłam z tego domu. Tak skończyła się moja pierwsza praca w Anglii.

Miesiąc później też, razem z trójką innych, młodych lokatorów, ( których imiona zaczynają się na M), wyprowadziliśmy się z wesołego domu i wynajęliśmy nasze pierwsze mieszkanie od pana J. Pan J był polskim „biznesmenem”, wynajmował mieszkania Polakom, a interesy robił z Cyganami. Wyglądało to tak: rodzina cygańska dostawała od państwa angielskiego dom, lub mieszkanie, za które płacić miała niewielki czynsz. Oczywiście nigdy tego nie robiła, a co więcej, kilka rodzin wprowadzało się w kupie do jednego tylko domu, a resztę oddawali panu J do wynajęcia. Oczywiście, że nielegalnie. Nam przypadło w udziale jedno z takich mieszkań w Londynie, na Borough.  Było trzypokojowe, więc by go opłacić potrzebowaliśmy jeszcze dwójki osób. Jakimś cudem, pocztą pantoflową wśród Polaków w szkole angielskiego, znalazło się dwóch chłopaków Andrzej i Piotrek. Nie będę się rozpisywać szczegółowo jak nam się mieszkało, niemniej pewnego dnia, młodszy z tych lokatorów, Piotrek zniknął z naszego życia, razem z naszymi pieniędzmi, aparatami fotograficznymi, droższymi drobiazgami i nawet kołdrą. Wtedy okazało się, że ten drugi chłopak, Andrzej, któremu Piotrek ukradł kilka tysięcy funtów ( to były czasy, gdy o koncie w banku, Polacy, nielegalnie mieszkający w Anglii, mogli zapomnieć), miał problemy mentalne, tylko nie pomyślał by nam o tym napomknąć. Jego zabrała z naszego życia angielska policja. Cała sielanka na Borough skończyła się również efektownie. Za to, że Cyganie nie płacili czynszu, choć my płaciliśmy im, gmina postanowiła ich eksmitować. Ich, czyli nas. Cóż, pożegnaliśmy Borough bez żalu.

Jedyne, co dobrze wspominam, z tych moich pierwszych miesięcy pobytu w Anglii, to pogoda, ale nawet ona mnie oszukała. Wtedy dziwiłam się, czemu oni tak narzekają na tę niby deszczową angielską pogodę. Gdy rok później zaczęło padać w sierpniu i skończyło w kwietniu to przestałam się dziwić.

Tak sobie myślę, że przy okazji kolejnych liter Alfabetu opowiem wam więcej o mojej grząskiej drodze w Anglii, a może po prostu próbuje zapisać to dla siebie, by nie zapomnieć, jakie życie może być niekolorowe. By być wdzięcznym za teraz.

 

 

18 comments on “Ą jak w Początku.

  1. Dee!!! Jaki początek! To ja miałam sielankę przy Tobie:) chociaż dużo rzeczy musiałam sama sobie załatwiać, to nie ma co narzekać:) pozdrowionka:)

    Lubię to

  2. Wow ! Niezły start !
    U mnie też ktoś zapomniał usłać mi drogi różami jak przybyłam na wyspy. Ktoś jednak musiał nas mieć w swojej opiece, że udało nam się życ w miarę normalnie…

    Polubione przez 1 osoba

  3. Kobieto, jaki Ty masz dar do opowiadania! Tak wielki, że spóźnię się do pracy, bo nie dość, że przeczytałam cały wpis tuż przed wyjściem to jeszcze stwierdziłam, że muszę skomentować!
    Cóż za przygody. Podziwiam wolę walki! 🙂 Przez Ciebie „ą” zawsze będzie mi się źle kojarzyło :p

    Polubione przez 1 osoba

  4. Też postanowiłam napisać i Ą.
    Ależ miałaś przygody na poczĄtku. Nie wiem, czy nie uciekłabym stamtąd tak szybko, jak przyjechałam… nigdy nie lubiłam życ „na kupie”, już nie mówiąc o tym, że pana od propozycji ze spodniami spuszczonymi do kolan, chyba bym zmasakrowala ze złości 😉

    Polubione przez 1 osoba

  5. Czytając Twoją historię od razu przypomina mi się książka Justyny Tomańskiej “Polka w Londynie”. Nie wiem czy czytałaś. Autorka (to akurat była dziewczyna gitarzysty Tomka Luberta, który kiedyś występował razem z Dodą) też wyemigrowała do Anglii przed wejściem Polski do UE i pozwoleniem dla Polaków na legalną pracę. Długo żyła jako nielegalna emigrantka. Książkę szybko się czyta, bardzo wciąga, też jest w niej motyw szukania pracy, sprzątania oraz właścicieli mieszkań i pracodawców po których dużo można się spodziewać a najczęściej powodów by brać nogi za pas. Twoja relacja z pierwszych kroków ma podobne zdarzenia oraz typową dawkę “angielskiego” humoru co książka.

    Polubione przez 2 ludzi

    • Nie czytałam i nawet nie wiedziałam o jej istnieniu, ale już szperam i szukam. Dziękuje. Wiesz ja myśle, że przychodzi taki moment, że trzeba się z sytuacji tylko śmiać, choć wtedy, przyznam się, wcale mi do śmiechu nie było

      Lubię to

Księga gości

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s