moje gorzkie subiektywne zapiski o angielskiej szkole…

Właśnie zawiozłam syna na mock 11+, czyli na próbę egzaminu, który będzie zdawał we wrześniu. Zapłaciłam za te przyjemność 85 funtów i dostarczyłam na miejsce mojego bladego z nerwów i przerażenia 10 latka i zostawiłam go na całe 3 godziny na pastwę groźnie wyglądających egzaminatorów. Sama zaś usiadłam w kafejce i zastanawiam się, czemu ja mu to robię.

Juz od ponad półtora roku moj syn uczęszcza na dodatkowe korepetycje raz w tygodniu, które mają go przygotować wlasnie do tego wielkiego egzaminu. Wielkiego, bo może on zadecydować o całej przyszłości dziecka. Angielskie szkoły w zasadzie nie przygotowywują do tego egzaminu, zwłaszcza katolickie, a do takiej chodzi moj syn. Dziwne prawda?

1 dzien w szkole Olivii (14)Dzieci w angielskich szkołach rozpoczynają naukę w infant lub primary School w pierwszym wrześniu, który wypada po ukończeniu przez dziecko 4 roku życia. Rok liczy sie od września do sierpnia. Moja córka skończyła 4 lata w sierpniu 2007r, była, więc najmłodsza w klasie. Prawie o rok młodsza niż koleżanki z klasy, które skończyły 4 lata we wrześniu 2006.

Szkoła podstawowa trwa 7 lat. Pierwszy rok, tzw reception year przypomina trochę naszą zerówkę. Nauka polega na zabawie, ale juz wtedy uczy sie dzieci pierwszych literek i cyferek. Rok pózniej zaczyna sie nauka na bardziej poważnie, choć ciagle jest sporo czasu na zabawę. I tak do klasy drugiej, po ukończeniu, której dziecko przestaje być infantem a staje sie juniorem. Lata 3-6 to właściwa nauka, ale program nauczania nie jest taki sam dla wszystkich. Są pobieżne wytyczne programowe tzw curiculum, ale bardzo dużo zależy od szkoły i od możliwości uczniów. I tu sie rozpoczną moje gorzkie żale. Jeśli dzieci są mniej zdolne poświęca się im teoretycznie więcej czasu, ale gdy zdolniejsze dzieci idą do przodu, te mniej zdolne wałkują w koło Macieju te same rzeczy. Daje sie im łatwiejsze, wykonywalne prace ‘na poziomie’ dziecka, by robiło ono stopniowe postępy. Teoretycznie plan jest super, ale ja go nie lubię. Gdy dziecko zaczyna z gorszej pozycji to praktycznie nie ma szans by nadgonić, chyba, że do akcji wkroczą rodzice. Problem taki, że komunikacja szkoła – rodzic jest tragiczna. Od nauczyciela usłyszy się tylko, że dziecko swietnie sobie radzi i robi postępy, ale, na jakim jest poziomie to juz nie, a nie daj Boże porównać dziecko z innym dzieckiem… W klasie dzieci podzielone są ‘na stoliki’ w zależności od umiejętności i zdolności dzieci. O tym, przy jakim stoliku siedzi jego dziecko, rodzic musi dowiadywać sie wypytywujac własne dziecko. Niby się nie porównuje dzieci, ale one szybko orientują się, gdy siedzą przy gorszym stoliku. Więc troche ta ochrona dziecka mija sie z celem.  Dzieci z ‘gorszych’ stolików ( nikt tego oficjalnie nigdy tak nie nazwie) nie muszą się za bardzo wysilać, bo przecież ich umiejętności są mniejsze. I tak już zostaje.

Gdy moja córka zaczynała szkołę nie rozumiałam tego systemu, nie rozumiałam, dlaczego są rodzice, którzy wysyłają swoje dzieci na korepetycje juz od trzeciej klasy. Teraz juz wiem, jeśli my nie wymagamy od dziecka, to szkoła też nie. Poza tym w Anglii szkoła szkole nie jest równa. I to jest widoczne juz na poziomie podstawowym. Jeśli chcemy dziecko wysłać do ‘dobrej’ szkoły średniej np Grammar School to trzeba sie specjalnie postarać. Nie wystarczy, że dziecko jest zdolne. Do Grammar School są specjalne egzaminy organizowane przez council ( gminę) raz w roku, we wrześniu dla dzieci, które skończyły jedenaście lat, stąd 11+, na początku klasy 6. Jest to dziwne, ponieważ program egzaminu pokrywa materiał wlasnie klasy 6, który dzieci jeszcze nie przerabiały ( w niektórych szkołach nigdy nawet nie bedą przerabiać). Dlatego by dziecko zdało 11+ rodzice muszą dzieci albo przygotowywać samodzielnie i robić masę testów ( dostępnych nietanio w księgarniach), albo opłacać tutora, czyli korepetytora. Tak czy inaczej bez wydania pieniążków to jest to ciężkie wyzwanie.  Niestety samo zdanie 11+ nie gwarantuje miejsca w szkole. Większość szkół wybiera tylko te dzieci, które zdały najlepiej. Ta naturalna lub raczej nienaturalna selekcja widziana jest w Anglii na każdym kroku. Niektóre, te bardziej prestiżowe Grammar School mają swoje własne egzaminy, które są jeszcze trudniejsze, bo oni przecież tylko chcą najlepszych ( bądź najbogatszych). Po takich szkołach miejsce na uniwersytecie jest praktycznie gwarantowane.

Tak na koniec tych moich gorzkawych rozważań mam jeszcze tylko jedno spostrzeżenie: szkoły angielskie wychowują dzieci raczej bez krytykowania, bezstresowo, bez porównywania, bez presji. Większość szkół tak robi, może poza tymi najlepszymi. Zasada ( niepisana) jest taka, że im lepsza szkoła tym bardziej wymaga i większy jest stres. Dzieci z prywatnych, czy elitarnych szkół nie wychowuje się bezstresowo. Ciekawe, czemu…

29 comments on “moje gorzkie subiektywne zapiski o angielskiej szkole…

  1. My jestesmy na poczatku edukacji szkolnej – syn zaczal Reception ale nurtuje mnie kilka kwestii zwiazanych z angielskim systemem nauczania. Caly czas nauczyciele robia przetasowania wsrod dzieci w grupach. Nauka literek i cyferek to dziecko uczy sie w jednej grupie z rowiesnikami, nauka czytania to kolejna grupa – inni rowniesnicy. Oczywiscie te zmiany nastepuja po skonczonym „semestrze”. Moj syn nie nalezy do tych dzieci co kochaja zmiany – woli miec wszystko uporzadkowane i stale. Sama przeprowadzke i zmiane szkoly przyjal bardzo dobrze – no ale widze ze te zmiany w grupach czasem go wytracaja z jego poukladanego zycia :). Czy jest jakies racjonalne wytlumaczenie tych ciaglych zmian grup dzieci?Czy to mozna tez juz przypisac do tych „stolikow”?
    Pozdrawiam i dziekuje za odpowiedz.

    Lubię

    • W recepion jest najtrudniej bo nauczyciele próbują ustalić poziom dziecka, niestety w Anglii używa się do tego częstych testów i w zależności jak dziecko napisało test to się go przenosi do wyższej lub niższej grupy. Proponowałabym pogadać z nauczycielami, powiedzieć, że dziecko źle znosi zmiany i zapytać jaki jest ich powód. Nauczyciele mogą nie zdawać sobie sprawy, że nie robią przysługi. Z moich doświadczeń wynika, że im większy, częstszy kontakt z nauczycielem tym lepiej dla dziecka. A apropos stolików, nauczyciele nie lubią mowić oficjalnie o tych praktykach. Nauczyciele poświęcają dzieciom więcej uwagi jeśli widzą, że jest zainteresowanie rodziców. Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia w rozmowach z nauczycielami. Dee

      Lubię

    • Marku, na to nie ma jednoznacznej odpowiedzi, bo każdego roku jest inaczej. Zdaje tylko 20 procent dzieci, które napisały najlepiej, tak więc zależy na ile pytań odpowiedziały najlepsze dzieci. Do zdania trzeba mieć ponad 71% poprawnych odpowiedzi. Też zależy czy się zdaje w Kent, czy Medway czy innych miejscach, bo np w Medway sumuje się wszystko razem, nie ważne, czy matematyka była gorsza niż inne, ale np w Kent, każdą cześć trzeba zdać osobno, jeśli się zawali jedną cześć zawaliło się egzamin. Czy to ma sens? W zeszłym roku w Kent trzeba było mieć minimum 100 punktów z każdej części by zdać.

      Lubię

  2. […] Zaraz póżniej pojechaliśmy na zasłużone, słoneczne wakacje na Maltę. Relacja na blogu się jeszcze nie pojawiła, za dużo się działo po powrocie. Mój syn przygotowywał się bowiem intensywnie do trudnego egzaminu, który na szczęście, na początku września udało mu się zdać. Trochę o angielskiej szkole wspominałam na blogu, tu https://dee4di.com/2015/10/24/grammar-school-w-anglii-a-co-to/ i tu https://dee4di.com/2015/06/03/moje-gorzkie-subiektywne-zapiski-o-angielskiej-szkole/ […]

    Lubię

  3. Hmmm, ja mam zgoła inne spostrzeżenia na temat angielskiego szkolnictwa, choć niewątpliwie Twoje słowa ‚szkoła szkole nierówna’ są tu kluczowe, albowiem faktycznie szkoły różnią się od siebie w zależności od rejonu i (nie)sławne zjawisko ‚postcode lottery’ niestety zbiera swój plon (w wielkim uproszczeniu: w lepszych dzielnicach/rejonach są lepsze szkoły, a dzieci z gorszych mają na wstępnie gorszy start).
    Co do 11+ to jest to egzamin, który się uchował bodajże w 3 hrabstwach (i tam tylko są jeszcze grammar schools plus jakieś nieliczne wyjątki np. w Londynie), więc to raczej normalne, że szkoły nie przygotowują do tego egzaminu. Pójdzie tam tylko garstka wybrańców, którzy potrafią ‚trzaskać’ testy na czas (o ile mi wiadomo co ok. 80 pytań na godzinę, z matematyki, angielskiego, verbal & non-verbal reasoning).

    Jeśli chodzi o ‚zmianę stolika’, to też jest to nieprawda, że dziecko zostaje przy danym stoliku na zawsze. Kiedyś czytałam z uczniami w szkole moich dzieci i mogłam obserwować, jak dzieci są przenoszone do lepszych grup.
    Choć owszem, zgadzam się, że czasami trzeba trochę powalczyć o swoje dziecko i pokazać, że nie da się sobie nadmuchać w kaszę (ja sama parę razy walczyłam jak lwica, włączając w to dyrektora – jeśli uznałam, że moje dziecko zostało potraktowane niekompetentnie :)))

    A co do chwalenia, to … też jestem zwolenniczką 🙂
    Wydaje mi się, że to przynosi lepsze efekty niż ciągła krytyka (aczkolwiek zgadzam się, że często tego ‚słodu jest za dużo’, bo później jak przychodzi co do czego, to się okazuje, że ocena opisowa nie zawsze odpowiada tym zachwytom.
    Komunikacja rodzic-nauczyciel zależy w dużej mierze od rodzica (i jest moim zdaniem dużo bardziej konkretna i rzeczowa niż w Polsce).
    No, ale to tylko takie moje subiektywne przemyślenia 🙂
    Pozdrawiam

    Lubię

    • Naprawdę cieszę się, że ktoś ma inne doświadczenia z angielską szkołą, moje były nienajlepsze. Tak się składa, że mam dwoje rożnych dzieci, jednemu nauka przychodzi łatwiej drugie musi się bardziej starać i widzisz, szkoła traktuje ich inaczej. Jedno z moich dzieci ma zadania i wyzwania i dużo się uczy, a drugie wręcz przeciwne, o dodatkowe zadania musiałam walczyć sama, dopytywałam się o dodatkową pomoc by tylko pomóc mojemu dziecku. Zgadzam sie z tobą, że szkoła może być super, ale nie dla każdego. To jest trzecia szkoła z którą walczę i udowadniam, że trochę więcej praktyki i mozna poprawić wyniki. Takich problemów nie miałam, ani nie mam z drugim dzieckiem. Za każdym razem na wywiadówkach, spotkaniach z nauczycielami słyszałam, że moje dziecko jest super i dodatkowe zadania (a nigdy żadnych nie przynosiła do domu) to dodatkowy stress dla niej. W tej samej szkole mój syn przynosił codziennie ćwiczenia do wykonania. Tak się składa, że akurat mieszkam w jednym z tych hrabstw (Kent), gdzie 11+ i grammar school istnieją i mają się całkiem nieżle, a nawet znam wiele przypadków, że osoby przeniosły się do Kent by dzieci wysłać właśnie do grammar school bo opinia jest taka, że szkoły te gwarantują dostanie się na uniwersytet. W rankingu najlepszych szkól w UK czołówka to przede wszystkim Grammar School (żeby nie być gołosłowną tu jest link do jednego z rankingów – http://www.telegraph.co.uk/education/leaguetables/11374645/Top-100-secondary-schools-by-GCSE-results-2014.html
      Co, do chwalenia to się zgadzam, że nie można dziecka cały czas krytykować i powinno się je motywować właśnie chwaleniem i nagrodami, ale uważam, że konstruktywna krytyka nie zaszkodzi (U mnie w trzech szkołach takiej zabrakło).
      Tak, jak napisałam to są moje subiektywne odczucia i moje doświadczenia, więc jeśli gdzieś jest inaczej to super. Pozdrawiam Dee

      Lubię

      • Nie zrozum mnie źle. Ja też mieszkam w hrabstwie, gdzie są grammar school i (po pewnych dywagacjach mentalnych) też uważam, że jest to dobra alternatywa edukacyjna, choć zupełnie niesprawiedliwa i zbierająca ‚śmietankę’ intelektualną z danego rejonu, co niestety odbija się (statystycznie) na poziomie edukacji w okolicznych non-grammar schools. Co do poziomu nauczania i ‚dostawalności’ się na studia po tych szkołach nie mam wątpliwości, że są to jedne z lepszych szkół w UK.
        Moi synowie zdawali 11+. Jeden zdał i się nie dostał, a drugi prawie zdał – więc też się nie dostał :)))
        Ale tych szkół jest tak niewiele, że nie uważam, że państwowe szkoły powinny przygotowywać do egzaminów 11+.

        Zgadzam się też, że na szkołę należy naciskać i sama robię to od czasu do czasu, jak mi nadepną na odcisk (tak było między innymi z moją młodą, która była bardzo dobra z angielskiego, ale właśnie siedziała przy gorszym stoliku, bo … gadała – co mnie mocno zdenerwowało; zaniżanie poziomu, a nie gadanie, bo gadała prawdopodobnie z nudów; w końcu przeniesiono ją do grupy w której powinna być ze względu poziom)

        Wydaje mi się, że tu w Anglii (i to w sumie było celem mojej ‚polemiczki’) – GENERALNIE można się dużo łatwiej dogadać z nauczycielami, też dlatego, że rodzice mają tu sporo do powiedzenia i jako school governors, i podczas kontroli Ofsted i w kontaktach bezpośrednich, o tribunals nie wspomnę.

        Na pewno nie ma reguły (a mnie z kolei parę osób zarzuciło zbytnie idealizowanie tutejszego szkolnictwa :)) i nie neguję Twoich negatywnych odczuć.
        Tylko jak przeczytałam komentarze osób, które nie mieszkają w UK, to chyba wyrobiły sobie bardzo negatywny obraz tutejszego systemu edukacji.
        Tak, wiem, wiem, lojalnie dodałaś słówko ‚subiektywne’ w tytule 🙂
        Generalnie chyba nie jest tak źle, choć wielu Anglików również narzeka na potęgę.

        Liked by 1 osoba

      • Wiesz dałaś mi do myślenia. Podejrzewam, że gdyby moje dzieci zamieniły sie miejscami w hierarchi starszeństwa, moja opinia o angielskiej szkole byłaby inna, pewnie lepsza. Masz racje nie jest źle, ale pozycja szkół angielskich w osiągnięciach dzieci spada na świecie i to trochę niepokoi.

        Lubię

  4. Ja chodziłam w Polsce do takiego elitarnego liceum, podobno najlepsze w województwie, pokolenie moich rodziców mawiało na nie ‚rzeźnia’. Równało się do najlepszych. Pamiętam taką sytuację jak przed maturą dostaliśmy na przerwę wielkanocną prezentacje na język angielski do przygotowania – ja i dwie inne osoby zdające rozszerzoną ustną dostaliśmy ich… trzydzieści. Gdy zaprotestowałam, nauczyciel spokojnie powiedział ‚o co ci chodzi, przecież sobie poradzisz, to nie jest w ogole do negocjacji’. I to było dość lajtowe, pamiętam niektóre dziewczyny z klasy rzygające ze stresu w toalecie przed odpowiedzią z chemii. Powiem tyle – jeśli będę miała dzieci, to one do żadnej elitarnej szkoły ani w Anglii ani w Polsce nie pójdą!

    Liked by 1 osoba

  5. Trochę to trudne. Zwłaszcza dla mniej świadomego, bądź po prostu- bardziej ufnego- rodzica. Tak naprawdę nie informując, nie krytykując, nie poprawiając, a przytakując, każdy dorosły ucieka od stresu. Bo czy rozmowa z rodzicem, która nie polega na chwaleniu jest miła? Nie. Więc im bardziej to głaskanie się przedłuża, tym silniejszy stras dziecko przezywa później. Chyba, że uczy się swojego miejsca w społeczeństwie- czyli swojego stolika… W polskiej szkole stres jest. Tu bywa przegięcie w drugą stronę.

    Liked by 1 osoba

      • Sama szkoła jako instytucja chyba nie może temu podołać 😦 Natomiast niektórzy nauczyciele wcale nie mają z tym kłopotu. Potrafią jakoś dawkować ten stres, że działa pozytywnie. To wymaga od nich większego wysiłku i zaangażowania, niż jedna- bezstresowa lub druga- mocno stresowa metoda.

        Liked by 1 osoba

      • Wydaje mi się (ale to moje luźne obserwacje), że w polskich szkołach nauczyciele czasem chętniej współpracują z uczniem mniej zdolnym, z biedniejszego domu, z domu z jakąś skomplikowaną sytuacją, o ile on chce współpracować. Są łagodniejsi, dają z siebie więcej wysiłku, czują misję. To oczywiście zasem działa na klasę , jak czewona płachta, ale to już inna historia

        Liked by 1 osoba

    • Z moich doświadczeń wynika, że polska szkoła działa w ten sposób, aby każdy czuł się rowny. Zdolny trochę się ponudzi, mniej zdolny nabawi wrzodów, a materiał zostaje przerobiony na czas. Praca ze zdolnymi pojawia się najwcześniej w klasie maturalnej lub dopiero na studiach (w Polsce idą niestety wszyscy). Rodzice mają pretensje do nauczyciela, gdy dziecko sobie nie radzi (50/50, ale od kilku lat nie widzi się tego, że może problem tkwi w dziecku). Wychowawca nakierowany jest na przekazywanie wyłącznie „złych wieści”: fatalnych ocen i złych opinii. Brakuje tej drugiej strony, wspierania zdolnych, ale polscy nauczyciele nie mają na to czasu. Co najwyżej usłyszy się, że wszystko dobrze.

      Liked by 2 people

      • Nie wszędzie tak jest, ale rzeczywiście to zależy już od nauczyciela, jego wizji, dobrej woli, talentu, nie jest rozwiązane systemowo. My jesteśmy przez pierwsze lata w małej, katolickiej szkole, więc jest inaczej, ale ciągle przegięcie w stronę wieści gorszych niż lepszych- jest 😉

        Lubię

  6. Jest to dość inny system od francuskiego. Choc jesli chodzi o podział na te lepsze i te gorsze szkoły nie ma różnicy. Nad Sekwana dzieci zaczynaja naukę w wieku 3 lat, kalendarzowych czyli styczeń- grudzień. Maja 3 lata czegoś co mozna nazwać przedszkolem ale z programem nauczania. Pozniej jest 5 lat podstawówki od 6 roku zycia, 4 gimnazjum i 3 liceum.

    Lubię

    • Słyszałam dużo pozytywów o francuskiej szkole. Przez lata rozważaliśmy przeprowadzkę do Francji, ale praca mojego męża zwyciężyła. Tak po cichu się przyznam, że ja to bym się i zaraz pakowała

      Lubię

    • całe społeczeństwo jest takie. Podział klasowy. Chodzi o to by tych najmniej zdolnych, czy nieumiących sobie radzić wyeliminować z jakichkolwiek ambicji do awansu społecznego, najlepiej pozbawić ich ambicji

      Lubię

      • Jak obserwuje angielskie społeczeństwo to nasuwa mi sie takie skojarzenie: szklane sufity. Problem w tym, że ludzie mają zapewnione wszystko, bo jak nie mają pracy to mają zasiłki, dlatego nie ma potrzeby by mieć ambicje i się pchać wyżej. Na szczęście gdy ktoś jest zdolny to szansa jest. Dlatego np cudzoziemcy są w stanie osiągnąć w Anglii więcej niż zwykli Anglicy, mają ambicje i są zdeterminowani. Sama nie wiem jaki system jest lepszy

        Liked by 2 people

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s