Trzy Angielskie osobliwe normalności, do których nie potrafię się przyzwyczaić.

FullSizeRender
Mam psa, a z psem trzeba chodzić na spacery. I w sumie mam szczęście, bo niedaleko mnie jest piękny las, może to tylko pozostałość po pięknym lesie, ale ciągle jest masa miejsca by pochodzić, podumać, by pies mógł się wybiegać. Wydaje się Sielsko Anielsko. Niestety tak Sielsko to wcale nie jest, podczas spaceru na każdym kroku znajduję porzucone lodówki, pralki, opony do samochodu, nie wspominając już o puszkach czy gazetach. Ciężko patrzeć jak las czy łąka zamieniają się w stertę śmieci.
Parę miesięcy temu byli u nas goście, wujek i ciocia mojego męża. Starsi państwo. Pewnego dnia pojechali z nami na wysypisko śmieci, bo mieliśmy parę rzeczy do wyrzucenia. Byli zachwyceni jak można zorganizować wysypisko, śmieci posegregowane, z dojazdami do każdego sektora. Można wyrzucić za darmo każdą niepotrzebną rzecz. To wysypisko znajduje się jakieś 10 min od mojego lasu, więc czy ktoś może mi wytłumaczyć, dlaczego dało się załadować pralkę lodówkę czy opony na samochód i wywieźć do lasu, a nie można było zawieść tych rzeczy do pięknie przygotowanego wysypiska, za który wcale, ale to wcale nie trzeba płacić.
Niektórzy nawet wcale nie wywożą śmieci. Moi sąsiedzi wprowadzili się w zeszłym roku, wszystkie stare meble, dywany, pralki wywalili do ogródka przed domem i od zeszłego roku to wszystko tam leży. Możecie powiedzieć, że może nie mają wystarczająco dużego samochodu, aby to wszystko załadować i wywieźć. Może nie mają, ale wiem, że mają telefon, a w Anglii wystarczy zadzwonić do councilu, ( czyli gminy) i powiedzieć: mam to i to i czy możecie przyjechać i zabrać? Wszystko za bardzo drobną kwotę. Tylko by to zrobić to trzeba chcieć. Wczoraj kolejni sąsiedzi wyprowadzili się z naszego małego osiedla i pozostała po nich Sterta odpadków łącznie z rozwaloną wanną i toaletą. Przynajmniej koty mają schronienie przed deszczem.
Osobliwa normalność numer 2
A teraz trochę z innej beczki; 2 dni temu zabrałam psa do weterynarza by go zaszczepić przeciwko wściekliźnie. Ludzi w klinice było sporo i nie było miejsca na parkingu, samochody zastawiały siebie wzajemnie. Czekałam sobie spokojnie w poczekalni, gdy jakaś kobieta wyszła z gabinetu z pieskiem, zapłaciła i poszła do swojego samochodu. Po kilku minutach wróciła i zapytała, do kogo należy niebieska Toyota. zgłosiła się młoda dziewczyna z dzidziusiem wózku i z psem. Kobieta zapytała czy mogłabyś przesunąć auto bym mogła wyjechać, na to dziewczyna odpowiedziała „nie”; nie mogę, musisz poczekać aż zostanę przyjęta przez weterynarza i dopiero wtedy odjadę samochodem. Zdziwienie na twarzy kobiety było ogromne; ale ja muszę jechać, nie mogę czekać, bo spóźnię się do pracy. Na to dziewczyna powiedziała: przykro mi, ale ja nie zostawię psa ani dziecka samego tutaj by odjechać samochodem, a nie będę ich pakować do samochodu. Kobita straciła cierpliwość i zagroziła zadzwonieniem na policję, ale chyba jednak zmieniła zdanie. Po paru minutach wróciła i próbowała znowu rozmawiać z dziewczyną, ale to była nieugięta. Zasada była prosta nie będę się starać by tobie pomóc, bo mnie jest z tym niewygodnie, przecież to nie moja wina.
Kiedyś też padłam ofiarą podobnej zasady. W każdy poniedziałek mój syn ma trening judo, ale pewien poniedziałek był ważniejszy niż inne. Był ważny sparing i mój sen mógł zdobyć kolejny pas. Zależało nam, więc bardzo by się nie spóźnić. Wyszliśmy z domu 5 min wcześniej niż zazwyczaj, idziemy na parking, a tutaj nasz samochód jest zastawiony przez inny. W aucie, które stoi zaparkowane tuż przed moim samochodem siedzi facet, którego rozpoznałam, jako mojego sąsiada. Podchodzę do niego i bardzo grzecznie mówię, w zasadzie proszę, czy mógłbyś się przesunąć, bo mój syn ma bardzo ważny dzień, nie możemy się spóźnić. Na to pan również bardzo uprzejmie powiedział, że niestety nie, bo jest właśnie po operacji i nie może się ruszać, czeka na siostrę by przywiozła wózek. Powiedziałam, że poczekamy, zrobiło mi się naprawdę żal człowieka. Sąsiad zadzwonił po siostrę, ale minęło z 10 minut, a ona nie przyszła, choć ich dom był za rogiem. Zaczęłam naprawdę tracić cierpliwość, ale zaciskałam zęby, bo facet po operacji, bo nie może się ruszać, bo na pewno go boli etc. Nie rozumiałam, dlaczego musieli stanąć właśnie przed moim autem, miejsca na parkingu było masę i to była kwestia przesunięcia auta o parę metrów. W końcu po długim czasie siostra przyszła z wózkiem i już chciała się zabrać za wyciąganie sąsiada, gdy zastąpiłam jej drogę i zażądałam natychmiastowego odsunięcia samochodu. Zrobiła to, choć widziałam w jej twarzy, że wyzywa mnie w duszy ile się da. Byłam okropnie zła, ale przede wszystkim, dlatego, że czułam się winna, w innych okolicznościach pewnie nawet pomogłabym jej posadzić go na wózek. Ona naprawdę miała miejsce by stanąć gdzie indziej i naprawdę to wszystko mogło zostać załatwiony inny sposób. Parę dni temu mój mąż pomógł temu samemu sąsiadowi z akumulatorem, bo żaden angielski kolega nie miał czasu.
Osobliwa normalność numer 3.
W Polsce zawsze uczono mnie, że należy sąsiadom i znajomym mówić dzień dobry, ludziom, których znam. Tutaj nie tylko dzieci nie mają tego zwyczaju. Dopóki nie ma kontaktu wzrokowego, nie ma powitania. Zostaw mnie w spokoju, nie odzywaj się do mnie. Specjalnie ludzie unikają patrzenia na innych. Wyobraźmy sobie taką sytuację podchodzimy pod szkołę po dzieci. Wszyscy się znają, ale stoją jak mumie z boku, dopóki, ktoś na nich nie spojrzy – spojrzenie, to sygnał, można się odezwać. Jestem strasznym ewenementem w szkole, podchodzę do ludzi, „niezaproszona” i mówię hello, jak się masz, zaczynam rozmowy. Oczywiście są wyjątki, jak oni się uchowali to nie wiem. Wielokrotnie sprzeczałam się z moją przyjaciółką, która jest z Irlandii na temat tego właśnie zachowania. Karen zawsze próbowała mnie przekonać, że to zachowanie wynika z przyzwyczajenia, z nieśmiałości, a nie ze złego wychowania i chyba ma rację. Dla mnie ciągle mijanie znajomych bez wymiany uprzejmości jest nie do pomyślenia.

FullSizeRender (1)

12 comments on “Trzy Angielskie osobliwe normalności, do których nie potrafię się przyzwyczaić.

  1. Przyznam, że mnie zwłaszcza punkt 3. zaskoczył. W Niemczech na przykład wprawdzie ludzie też się ze sobą nieszczególnie spoufalają, ale wymiana uśmiechów i witanie się nawet z praktycznie obcymi osobami to norma… Ja wręcz przyjeżdżając do Polski mam wrażenie, że ludzie są gburowaci…

    Lubię

  2. Cześć, przyszłam po linkach (bodajże z Polek na Obczyźnie).

    Co do tych ‚normalności’, to zdziwiłaś mnie z tymi samochodami. Raczej się tu z takim zachowaniem nie spotkałam i aż trudno mi uwierzyć (nie, żebym zarzucała Ci kłamstwo :)). Może miałaś pecha?

    Co zaś do pozdrowień, powitań i unikania kontaktu wzrokowego, to niestety jest to tu powszechne. Mam wrażenie, że często uśmiecham się i macham do … powietrza.

    A jeśli zaś chodzi o śmietnisko, to w różnych councilach jest różnie. U nas np. nie można wywozić śmieci vanem i jak sąsiad chciał wywieźć ‚prywatne’ śmieci służbowym vanem, to musiał załatwić sobie specjalne pozwolenie (bezpłatne, ale czekało się na nie 3 tygodnie). Ponadto wcale nie można tak swobodnie zamawiać sobie wywózki śmieci, tylko 2 razy do roku do 3 większych przedmiotów, za resztę się słono płaci.
    Może dlatego niektórym się nie chce i wolą wykorzystać pobliski lasek? (Co ich oczywiście nie usprawiedliwia). Część ludzi liczy też pewnie na ‚zbieraczy’.
    Kilka razy wystawiliśmy coś do frontowego ogródka, aby wywieźć to za parę dni, a już po kilku godzinach tego nie było (choć fakt, dotyczyło to raczej metalu niż starego materaca :))
    Pozdrawiam.

    Liked by 1 osoba

    • Pewnie miałam pecha, ale podobnych sytuacji widziałam więcej. Niestety. Co do śmieci, zgadzam się, że dużo zależy od coucilu, jeden drugiemu nierówny, mieszkam już tu 17 lat i wiem, że rożnie to bywa. Tylko naprawdę wierzę, że jak się chce to można. Vanów faktycznie nie mozna brać na wysypisko bez pozwolenia, ale już np 7 osobówki tak, a tutaj co druga osoba ma taki duży samochód. Sama wywiozłam masę złomu zwykłym citroenem. Rozumiem, że czasami jest trudno, ale czasami po prostu ludzie idą na łatwiznę i to mnie smuci. Niedługo utoniemy w śmieciach.
      Dziękuje, że do mnie zaglądnełaś, pozdrawiam serdecznie.

      Lubię

  3. Haha, skąd ja to znam! Ja dodałabym jako nr 4, gdy stoisz na poczcie w kolejce z jedną przesyłką a facet przed tobą nadaje 20 paczek, każda za podpisem i ma w nosie, że tobie to zajmie 2 minuty a jemu 20! Ja w sklepie przepuszczam takie osoby, które mają tylko jedną lub dwie rzeczy a ja pełny kosz, no ale może po prostu zostałam inaczej wychowana.

    Liked by 2 people

  4. W Polsce odwrotnie- kiedyś na każdym kroku były śmieci, tak jak to opisujesz w Anglii. Nieraz widziałam wysypisko w Parku Kampinowskim, na wsi gdzie teraz mamy dom. Trzeba jednak zaznaczyć, że śmieci służby odberały, jak im się podobało i nie było to łątwe, żeby je wyrzucić na wysypisko, choć nie było niemożliwe. No i przed domem nikt jednak ich nie zostawiał. Teraz trochę się jednak polepszyło. Wyrzucanych byle gdzie śmieci mniej, ludzie bardziej się starają. Te dwie inne normalności- nie do pomyślenia. W sumie przykro, ze nie można na nikim polegać

    Lubię

  5. Tak to jest juz na tym swiecie… Czasami odnosze wrazenie, ze „to wszystko” idzie w bardzo zlym kierunku… Dla ludzi nic sie juz nie liczy… Dbanie o przyrode – o nasza planete, dobroc, czy zwykly szacunek…, zanikaja. Wartosci jakimi czlowiek powinien sie kierowac, sa dla wiekszosci ludzi, tylko slowem wyrytym na jakiejs tablicy… Bardzo rzadko te slowa przeobrazaja sie w czyny… I to jest bardzo smutne…

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s