Moje zaniedbane święta czyli powrót do Francji

_MG_1055Rozleniwiłam się okropnie przez święta i w styczniu popełniłam tylko dwa wpisy, bo tematy były za ważne by je pominąć. W sumie to dopadło mnie parę rzeczy naraz, lenistwo, brak weny, a teraz ta okropna szkarlatyna. Nawet nie wiem, kiedy ten styczeń minął, a przecież o tylu rzeczach mogłabym napisać, choćby o świętach, bo było super. Byliśmy we Francji, koło Bordeaux, gdzieś w środku pól i lasów, z wspaniałymi ludźmi, których mam zaszczyt nazywać swoimi przyjaciółmi. Wypoczęliśmy za wszystkie czasy, bo nasz pobyt tam toczył się leniwie pomiędzy wschodami i zachodami słońca, które niejednokrotnie mogliśmy podziwiac z własnych okien. W dzień spacerowaliśmy, zwiedzaliśmy okoliczne perełki, a wieczorem przy akompaniamencie dobrego francuskiego wina i serów graliśmy namiętnie w karty. A ile przy tym padło przekleństw! Nigdy nie myślałam, że niewinny remik może wywołać tyle emocji. A wywoływał i skłaniał do śmiechu, ale i do rozmów o poważnych trudnych tematach. Eh przeżyłoby się to jeszcze raz!

IMG_1108-2Dzieci też odkrywały coś dla siebie i nikt nikomu w droge nie wchodził.

Nasze zwiedzanie okolic rozpoczęliśmy oczywiście od Bordeaux, bo nie można było inaczej. Przecież to stolica regionu i stolica wina. Miasto nie jest małe, dziewiąte, co do wielkości we Francji, położone u ujścia rzeki Garonny, która majestatycznie, ale i leniwie płynie przez centrum. Bordeaux nazywane jest perełką architektury osiemnastowiecznej. Całkiem spory kompleks zabytków wpisany jest na listę UNESCO. Nie nastawialiśmy się na jakieś dogłębne zwiedzanie, z piątką dzieci, które już mają swoje zdanie i fanaberie, nie jest to łatwe, ale spacer po mieście był super. Odwiedziliśmy kilka kościołów i nawet trafiliśmy na Kiermasz Bożonarodzeniowy. Tu dzieciakom udało się pograć w drewnianego cymbergaja i inne gry, które bardziej należały do pokolenia naszych rodziców niż naszego. _MG_1306-2Dzieci odkryły, że dziadkowie też kiedyś byli dziećmi i mogli mieć FUN bez tabletów. Poza tym, kiermasz był rozczarowujący, masa plastikowego kiczu i choć można było znaleźć czasami jakieś unikatowe duperelki to jednak nic tak naprawdę nie powalało z nóg, no może poza cenami. Na kiermaszu zjedliśmy, ogrzaliśmy się kubkiem grzanego wina i chyba dopiero wtedy poczuliśmy troszeczkę atmosferę miejsca.

Nie powiem, żeby Bordeaux rzuciło mnie na kolana, ale wrażenie pozostawilo bardzo przyjemne, eleganckiego, pełnego uroczych zakamarków miejsca, gdzie życie toczy się swoim płynnym rytmem przy szumie nalewanego do kieliszka wina.

A oto nasze zdjęcia z wycieczki:

3 comments on “Moje zaniedbane święta czyli powrót do Francji

Księga gości

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s