O tym jak zostałam „bohaterem”

IMG_6811„Dla mnie Ty jesteś prawdziwym bohaterem” (hero) – powiedziała mi dzisiaj, pod szkołą, mama kolegi mojego syna.

„Bohaterem?” (Nie przypominam sobie bym ostatnio wyniosła kogoś z płonącego domu, a tylko tego typu ludzie kojarzą mi się z bohaterstwem)

„Jesteś bohaterem, bo podróżujesz” – padło jak grom z jasnego nieba

„Helen, w Anglii wszyscy podróżują, każdy, kogo znam, choć raz do roku gdzieś wyjeżdża”

Eh, to nie są podróże – odpowiedziała mi krzywiąc się przy tym niezbyt ładnie – widziałaś kiedyś nas, Anglików w akcji na wakacjach? Jeździmy na riwiery hiszpańskie, francuskie, meksykańskie czy inne, zamykamy się w tych ośrodkach all inclusive i spędzamy czas walcząc o miejsce przy basenie i sącząc piwo od 9 rano, nosa nie wychylając na, zewnątrz bo jeszcze ktoś by nam coś pokazał. Ty jeździsz naprawdę, zwiedzasz, przemieszczasz się z miejsca na miejsce, poznajesz ludzi otoczenie, łamiąc przy tym wszelkie bariery”

Helen, jakie znowu bariery?”

No na przykład dzieci!” Chyba moje niedowierzanie sięgnęło zenitu i szczęka opadła mi z hukiem na chodnik.

„Dzieci to bariery?” – Udało mi się jednak podnieść szczękę

Dla ciebie nie są, ale dla innych to wielki problem, wymówka, bo my nie lubimy się ścierać z przeciwnościami, kłopotami, lubimy wygodnie położyć swój ass (z grzeczności nie przetłumaczę) i nie musieć się martwić, bo niby ciężko pracujemy cały rok na to by teraz właśnie poleżeć na zatłoczonym basenie.  Ile miała Olivia, gdy pierwszy raz wzięliście ją w podróż?

„3 miesiące” – odpowiedziałam nieśmiale, oczekując kataklizmu.

„No widzisz! I pewnie zwiedzaliście?”

„Tak byliśmy w Rzymie”

„Ha! I dało się!” Zakrzyknęła Helen unosząc przy tym ręce delikatnie w górę, jakby odkrywając jakąś niesamowitą prawdę – „Mój najmłodszy syn ma cztery lata i dla mojego męża nie do pomyślenia jest by go zabrać w inne miejsce niż zapchany ośrodek w Hiszpanii, nawet Barcelony nie chce odwiedzić no bo z dzieckiem do dużego miasta, ileż to kłopotu!!!!! I do tego mamy psa! Ale wy też macie psa i wiem, że podróżujecie z nim, czyli się da! Widziałam wasze zdjęcia z Puffim w Paryżu, super”

Faktycznie Puffy odwiedził już z nami kilka zakątków Europy, ale przyznam się, że podróżowanie z nim to nie bajka. Ciężko go jednak zostawić u obcych ludzi, gdy sami jedziemy świetnie się bawić.

Ciągle gdzieś jeździcie – Helen nie dawała za wygraną– poznajecie nowe miejsca i jak na was patrzę to wydaje się to takie proste, czemu mój mąż tego nie widzi, że z dziećmi, psem też się da.

A do tego – nagle do rozmowy przyłączyła się Andrea, która dotychczas tylko przysłuchiwała się nam – zawsze wracacie tacy happy, nawet jak wyjeżdżacie z bandą ludzi to udaje wam się zachować radość i pogodę ducha.”

Moja mina musiała być bardzo dziwna, bo Andrea szybko pośpieszyła z wyjaśnieniami.

Dwa lata temu pojechaliśmy w kilka rodzin na wspólne wakacje. Było koszmarnie, kłóciliśmy się o wszystko i o mało nie pozabijaliśmy się. Nigdy już więcej nie pojadę. Niektórych ludzi nie widziałam od dnia powrotu. A wy zawsze wracacie pełni wrażeń i już z planami na kolejne wyprawy. Jak wy to robicie? To bohaterstwo”

Nie bardzo wiedziałam, co mam im odpowiedzieć, trochę nawet czułam się winna, pewnie dlatego, że dotychczas nie zdawałam sobie sprawy, że podróżowanie z dziećmi, psem, czy w dużej grupie osób to bohaterstwo. Myślę, że jak się bardzo chce to można wszystko! Czyż nie?

Paris (5)

8 comments on “O tym jak zostałam „bohaterem”

  1. Super, czesto odczuwam i mysle podobnie o podrozowaniu. Z tym ze, jak ja powiedzialam u siebie w pracy, ze chcemy pojechac gdzies na dziko na motorach, z namiotem, to panie Angielki zakrzyknely : „A hotel, a prysznic, a darmowe drinki nad basenem? Ee chrzanic takie wakacje!” Nie mowie juz na ile min sie napatrzylam, gdy sie dowiedzialy, ze wozimy tez „na siodle” swoje dzieci:/

    Lubię

  2. Bohaterstwem jest już samo podróżowanie, często mylone z „wsiadamy do samolotu, potem wiozą nas do hotelu, leżymy przy basenie, obracając się co jakiś czas, żeby równo się opalić, a po tygodniu ktoś zanosi nas do autokaru jadącego na lotnisko”. A podróżowanie z dziećmi i zwierzakiem? Trzeba być jakimś bóstwem 🙂
    Kiedy pierwszy raz zabrałam kota na wyjazd, każdy pukał się w głowę, że niepotrzebny obowiązek, a pierwszego dnia kotka ucieknie. Okazała się mniejszą i bardziej futrzaną wersją psa 🙂

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s