17 i pies – Niedzielny odpoczynek w Evian

_MG_0627Dom, w którym mieszkaliśmy był super, przestronny, pełen pokoi, tak, że każdy mógł znaleźć swoje 5 minut świętego spokoju. Serce domu to wielki salon z niesamowitym kamiennym kominkiem, połączony z jadalnia gdzie stoją dwa ośmioosobowe stoły. Wielki stół zawsze musi być, bo połowa naszego czasu na takich wyjazdach to rozkoszowanie się przysmakami i oczywiście długie biesiadowanie, czasem do polowy nocy. Później, co prawda, ciężko z łóżka wstać, ale co się przeżyło to nasze. Wiedzieliśmy, że po sobotnich wrażeniach niedziela musi być przeznaczona na odpoczynek. Wyspaliśmy się wygodnie i z nowym zasobem sił usiedliśmy do śniadaniowej biesiady; na stole pojawiły się bagietki, sery, pasztety i oczywiście kawa, bez której nie ma życia. Tylko Monica się zawsze wyłamuje, dla niej liczy się herbata (rano tak ze 3 kubki), mocna i ze sporym dodatkiem mleka.

Po tak świetnie rozpoczętym dniu przyszła wśród nas, ladies, pora na partyjkę skrabli, gdy tymczasem panowie oglądnęli jakiś mało interesujący (dla mnie) film.  Było miło, ale ileż można siedzieć w domu. Słońce za oknem świeciło zachęcająco, a temperatura jak na późny październik była dość wysoka – 21 stopni Celsjusza. 15min. od naszego domu jest Evian – stolica wody mineralnej, miasteczko położone malowniczo na brzegu jeziora genewskiego. _MG_9917-2Wpakowaliśmy, więc całą siedemnastkę w 3 samochody i ruszyliśmy odkrywać nowe krajobrazy. Spacer nad Lac Leman (tak jezioro genewskie nazywają Francuzi) był rozkoszny. _MG_9916-3Dzieci swobodnie mogły pobiegać po alejkach i powrzucać drobne kamyczki do wody.

Tattoolove.nl-Maori-Tattoo-1Miasteczko Evian zaskoczyło nas całkowicie, w bardzo intrygujący sposób, a to dzięki napotkanym na ulicach indiwiduom. Oczywiście mnóstwo było elegancko ubranych kobiet, rodem z francuskich katalogów, ale to nie one zrobiły na nas największe wrażenie. Ulice Evian pełne były Gotów, Irokezów, długowłosych, alla hipisi i mięśniaków – kulturystów wytatuowani we wszystkich możliwych miejscach.  Szybko odkryliśmy, co było przyczyną takiego wylewu osobliwości w tym małym miasteczku. Rok rocznie odbywa się tam festiwal tattoo. Niestety nie wiedzieliśmy o tym wcześniej i do głównej hali wystawowej nie mogliśmy wejść. No cóż, przeżyliśmy, nikt z naszej siedemnastki nie jest aż takim fanem tatuaży. 201627_1_gallery_4f76b2868d67bRozpaczliwie za to szukaliśmy jakiś śladów tej słynnej żywotnej wody Evian, znaleźliśmy w końcu, na głównej ulicy pierwotną siedzibę rozlewni, ale drzwi jej były w niedziele zamknięte dla zwiedzających. Tutaj rozczarowanie było większe niż w przypadku tatuaży. Tylko dzieciaki były happy, wolały gonić się w kółko na ulicach i skakać z murku.IMG_0063

Powrót do domu nie obył się bez emocji. Nissan Jatindera wspinając się po serpentynowych drogach w górę (mieszkaliśmy przecież w Alpach) zaczął tracić moc, na szczęście udało nam się wrócić do naszej siedziby.  Jatinder zadzwonił do ubezpieczalni. Niestety nie mogli przysłać fachowca, który by sprawdził samochód na miejscu (takich rzeczy już się chyba nie robi) i na poniedziałkowy poranek ustalono odbiór Nissana do warsztatu. Dla mnie była to katastrofa, zamiast wycieczki do Genewy szykował nam się kolejny dzień siedzenia na własnych siedzeniach.  Niestety większość z nas jest zdecydowanie za wygodna by ruszyć na podbój Alp na własnych nogach. A szkoda…IMG_6061

2 comments on “17 i pies – Niedzielny odpoczynek w Evian

Księga gości

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s