Autobus zapięty kłódką miłości

photo 1

Po pierwszej nocy, obudziłam się z bólem głowy i gulą, która nie wiadomo dlaczego wróciła do mojego gardła. „Muszę się wziąć w garść. Jestem przecież w najpiękniejszym mieście na świecie

Wyszłam z hotelu i pomaszerowałam w stronę stacji metra, do której było ok 15 min na piechotę. „15 min spaceru, codziennie w obie strony, dobrze mi zrobi” – wmawiałam sobie uparcie, ale gdzieś po drodze, kątem oka, dostrzegłam przystanek autobusowy. „A może by tak…” Pamiętam jak zamieszkaliśmy w Londynie to autobus był naszą ulubioną formą zwiedzania, bo wszystko było widać. „Ale czy sobie poradzę sama?” zawahałam się. „Eh Dorota ile ty masz lat?” Chyba mam rozdwojenie jaźni, bo rozmawiałam sama ze sobą.

Na przystanku była tablica informacyjna, na której trasy autobusowe były dobrze opisane, przystanek po przystanku (jak w Krakowie). Zdecydowałam się na numer 95 i magicznym zbiegiem okoliczności, autobus nr 95 właśnie podjechał (a może przywiał go przyjazny mi wiatr, taki jak w książce, którą właśnie czytam). Wsiadłam, wyciągnęłam bilet z kieszeni (jeszcze wczoraj kupiłam plik 20 biletów w metrze), ale kiedy włożyłam go do kasownika, ten zapiszczał tak przeraźliwie, że w jednym momencie wszystkie obecne w autobusie twarze skierowały się w moją stronę. „What the…” pomyślałam niepoprawnie politycznie po angielsku i udałam się do kierowcy, łamanym francuskim prosząc o pomoc. Kierowca popatrzył uważnie na bilet, obrócił w ręku kilkakrotnie, a w końcu podniósł pod światło i uradowanym głosem, jakby właśnie odkrył Amerykę, zawołał: Voila,!!! Na bilecie, prawie niewidzialne były czarne numerki – bilet był skasowany. Podziękowałam serdecznie zadowolonemu z siebie kierowcy . Skasowałam nowy bilet. Usiadłam i wyciągnęłam mapę by śledzić trasę jaką jechałam. Gdy autobus zatrzymał się koło cmentarza Cimetrie de Montmartre byłam bardzo zadowolona. To był świetny pomysł; mijałam po drodze rzeczy, które miałam w planach zobaczyć i teraz już wiedziałam jak je znaleźć. Od cmentarza dojechałam do dworca St Lazare, potem Rue de Havre do szerokich, słynnych bulwarów Haussmana, człowieka, który stworzył obecny Paryż. W XIX wieku wyburzył średniowieczne ruiny i biedne slumsy i zaprojektował nowe szerokie ulice z eleganckim domami. Bulwarami dojechałam do Opery, która królowała, jak symetryczny, słodki, urodzinowy tort (pamiętam, z poprzedniej wizyty, że jest tam niesamowita klatka schodowa i sufit Chagalla), a stamtąd Avenue de L’Opera i ku mojemu zaskoczeniu ,samym środkiem Luwru. Szklaną piramidę, łuk Ludwika, i oczywiście sam pałac, wszystko miałam widoczne jak na dłoni. Z mapy na przystanku autobusowym wiedziałam, że autobus po przekroczeniu rzeki pojedzie w prawo, a ja chciałam jechać w lewo, więc gdy tylko przejechaliśmy rzekę mostem du Carrousel, wysiadłam. „Koniec tego dobrego, trzeba przypomnieć nogom, do czego służą” Szłam brzegiem Sekwany, mając Luwr po lewej i budynek Instytutu Francuskiego po prawej stronie, a gdy doszłam do kolejnego mostu roześmiałam się na głos, sama do siebie – Most Zakochanych! Pont des Artes! Most, na którym pary zaprzysięgają sobie miłość i aby to utrwalić na zawsze, zapinają kłódkę, a kluczyk wyrzucają do Sekwany. Nie wiem, czy ktoś policzył, ile tam jest kłódek. Podobno, którejś nocy wszystkie kłódki zniknęły, pojawiły się słowa krytyki, że to władze Paryża usunęły kłódki, a tu się okazało, że to jacyś studenci ukradli je i stworzyli z nich swoje dzieło sztuki. Takich mostów z kłódkami na świecie jest już kilka, ale władze innych miast, nie zawsze są tak przychylne jak te w Paryżu, a i tutaj mają dylemat, bo kłódki ciężkie, a kluczyki powodują zanieczyszczenie rzeki. Pont des Artes był pierwszym żelaznym mostem w Paryżu, zbudowanym za Napoleona, ale teraz to chyba nikt o tym nie pamięta. Ciekawe, kto zapiął tam pierwszą kłódkę? Stanęłam na tym moście, zrobiłam kilka zdjęć ( które tu wstawiam opracowane graficznie przez moja drogą koleżankę Gosie https://www.facebook.com/pages/PhotoByMajar/175949399116518?ref=hl ) i zastanowiłam się, czy te wszystkie kłódki mają sens; „czemu sama miłość ludziom nie wystarcza, czemu trzeba ją sztucznie utrwalać”. Raczej nikt nie wierzy, że ten pierwszy błysk w oku trwa wiecznie. A czemu nie trwa? Bo rutyna życia zabija miłość? Czy musi tak być? Mózg parował mi już od myślenia. My jesteśmy małżeństwem od 12 lat, znamy się od 16 i nasze życie nie zawsze było usłane różami, ale staramy się i teraz, po tylu latach, stojąc sama na moście miłości, czuję ukłucie w sercu i marzę tylko o tym by móc swoją dłoń wsunąć w dłoń mojego męża. Tylko tyle.

 20140502-121141.jpg20140502-121119.jpg

 

 

One comment on “Autobus zapięty kłódką miłości

Księga gości

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s