W poszukiwaniu straconego czasu czyli stacji metra

Pociąg dokładnie o 16.45 zatrzymał się na Gare de Lion i nagle cały mój entuzjazm przygniotła wielka, ciężka gula, która rozgościła się w moim gardle. Serce zaczęło bić jak oszalałe, na skroniach pojawiły się kropelki, a dłonie zrobiły się wilgotne. „Co ja głupia robię? Sama, bez rodziny?” Na myśl o dzieciach łzy stanęły mi w oczach. „come on Dorota! Dzieci były szczęśliwe, że spędzą kilka dni bez narzekania mamy, z tatą, który na wszystko pozwala”. Gula zmniejszyła się o jeden rozmiar, ale po chwili urosła znowu, gdy uświadomiłam sobie, że zapomniałam jak nazywa się stacja metra, na której mam hotel. Wyciągnęłam z torebki adres: Rue du Doctour Bobinski, ale nie było na nim stacji metra, nie zapisałam! „OK, muszę poszukać McDonalda, bo tam będę miała darmowy internet i sprawdzę. McDonald na pewno jest gdzieś na dworcu”. Obeszłam dworzec dookoła, ale poza koszem na śmieci,wypełnionym po brzegi papierowymi torbami z literą M, nic nie znalazłam. Na planie miasta zobaczyłam, że równolegle, po drugiej stronie rzeki jest drugi dworzec Gare d’Austerlitz. „Może tam będę miała więcej szczęścia?”
Nie miałam i dworzec zrobił na mnie przygnębiające wrażenie. „Potrzebuje lepszej mapy Paryża” Porzuciłam poszukiwania McDonalda z ironiczną myślą, że strasznie jestem ograniczona i bez internetu nie potrafię już sobie radzić i zaczęłam poszukiwania sklepu z mapami – tu wcale nie powiodło mi się lepiej; w małych dworcowych sklepikach mapy Paryża, były raczej kiepskiej jakości. Byłam już porządnie głodna i zła na siebie, że się nie przygotowałam i tracę cenny czas na poszukiwania McDonalda. Poddałam się. W dworcowej patiserii zamówiłam podgrzewaną bagietkę po prowansalsku. Sprzedawczyni zapytała, czy chcę coś do picia, a ja zaprzeczyłam i stanęłam z boku czekając cierpliwie aż mi podgrzeją bagietkę. Po chwili podano mi plastikową reklamówkę, a ja nie namyślając się wpakowałam ją do walizki. Parę minut później usiadłam nad brzegiem Sekwany i jakież było moje zdziwienie, gdy odkryłam, że oprócz prowansalskiego przysmaku mam też bagietkę z serem i puszkę Heinekena. Od razu zrobiło mi się cieplej na duszy. Wiedziałam, że hotel mam na obrzeżach Montmartre, kolo jakiejś Porte de… „A co tam, raz się żyje!”

MetroPrzeanalizowałam mapę metra i na chybił trafił, zmuszając mózg do pracy wybrałam stacje, która wydala mi się właściwa. Zeszłam na dół, a tu kolejna niespodzianka, jak znaleźć właściwą linię metra? Uzmysłowiłam sobie, jak wygodnie podróżuje się z mężem, który ma dobrą orientacje w terenie i wszystko za ciebie pamięta. Teraz sama musiałam używać mózgu. Okazało się jednak, że wszystkie potrzebne informacje mam w nim zakopane. Zmusiłam ten mój mózg do wysiłku i już wiedziałam, że linie metra oznaczone są kolorami i numerami, lub te daleko-miejskie – literami, i że zawsze podana jest końcowa stacja (jak w Londynie). Odniosłam więc pierwsze zwycięstwo – dotarłam do Porte de Clignancourt, a tam po wyjściu z metra stanęłam twarzą w twarz z McDonaldem, obok którego była mapa okolicy z Rue du docteur Babinski. Typowe! W hotelu byłam po 7 i tego dnia już z niego nie wyszłam. Zaplanowałam, co będę robić w poniedziałek!

One comment on “W poszukiwaniu straconego czasu czyli stacji metra

Księga gości

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s